Kolejna wojna burska
by taktyczny
Springboks MISTRZAMI świata. W wielkim finale Antylopy pokonały Lwy 15 : 6. Kilkadziesiąt lat temu nawet towarzyskie spotkania tych drużyn miały potężny wydźwięk polityczny i ambicjonalny. Teraz tównież na trybunach było trzech znających się na rzeczy szefów państw.
Zastanawiałem się dlaczego akurat te drużyny ostatecznie zagrały o Puchar. Patrząc na ich grę w ostatnim meczu turnieju stwierdziłem, że to nie jest przypadek. Moim zdaniem styl gry mistrzów i wicemistrzów najlepiej oddaje DUCHA RUGBY.
Obydwie drużyny zagrały przede wszystkim to co jest najprostsze i ZAWSZE się sprawdza. Twarda obrona, ciężka harówka młyna, czyszczenie, obowiązkowo noga w tych momentach kiedy zwykło się kopać, gra ręką na pewniaka. Teraz widzowie i gracze często lubują się w innej grze. Mi jednak sprawiało wielką satysfakcję patrzeć na mecz, w którym wszystko miało swoje miejsce i jednocześnie było wykonywane na wysokim poziomie technicznym.
W finale RPA przeważało nieznacznie we wszystkich elementach. Zwłaszcza młyn zrobił swoje. Najcięższa obecnie paka na świecie dominowała zresztą kolejno wszystkich turniejowych przeciwników, podobnie jak w latach 90-tych, kiedy to pierwszy raz wygrali RWC. W ogóle cała drużyna była mocna, a na szczególne wyróżnienie zasługują bardzo pewny obrońca oraz najlepszy skrzydłowy mistrzostw.
Anglicy tym razem nie do końca potrafili sobie poradzić w młynie. W drugiej połowie próbowali zagrać nieco szerzej, ale Afrykanerzy konsekwentnie robili swoje i nie dopuścili do zmiany obrazu gry. W sumie Anglicy zaprezentowali podobne walory co nowi mistrzowie, co było wynikiem właśnie podobnego rozumienia gry. Tym razem trochę zabrakło do obrony tytułu, jednak należą się im wyrazy uznania za to, że podnieśli się z kolan po ostatnich chudych latach.
Brąz dla Pumas, którzy w meczu o III miejsce pokonali Les Blus 34 : 10. Był to prawdopodobnie najbardziej brutalny mecz turnieju. Wszystkich chyba zachwyciła piękna dla oka gra Argentyńczyków. Byli przy tym bardzo pewni siebie. Tam gdzie RPA czy Anglia zagrałaby nogą, oni śmiało otwierali grę, nawet tuż pod własnym polem punktowym. I robili to bardzo skutecznie. Francja rozbita i zawiedziona – bez medalu na własnym terenie.
Patrząc na grę tych dwóch ostatnich ekip widzimy to nowoczesne błyskotliwe rugby. Tym razem NIE TĘDY wiodła droga na sam szczyt. Jak będzie w przyszłości zobaczymy. Za kilka miesięcy Six Nations i – oby – Four Nations(?) na Południu.