Elyta

by taktyczny

Od dawna korciło mnie napisanie czegoś na temat niechęci do podwórkowego wychowania prezentowanej przez Żałosnego Jarosława. Aż przeczytałem artykuł Matki_Kurki, który perfekcyjnie, metodycznie, nie spiesząc się, raz koło razu, wali z tego powodu kopniaki w kaczy kuper.

Podziwiam zwłaszcza ten brak pośpiechu i nostalgię, która wyziera z każdego zdania. Nie przeszkadza nic, że sam przedmiot wpisu jest taki denny. Wszyscy obecni juniorzy starsi, uczący się niegdyś życia w latach począwszy od 50-tych, aż do 70-tych, z pewnością tak jak ja, odlecieli wspomnieniami w przeszłość. Tak to właśnie wtedy było!

Chowanie przed rodzicami zniszczonych w gwałtowny sposób ubrań; zdarte kolana posypywane piaskiem, żeby lepiej zaschły; „spóła” z kolegami na żarcie i picie, a picie z jednej butelki jakoś nikomu wtedy nie szkodziło; obowiązkowe formy etykiety wobec sąsiadów i „starych” (czyli nauczycieli) w szkole; samodzielne co rano zakupy dla całej rodziny; własny klucz do mieszkania; młodsze rodzeństwo czasem przeganiane, czasem przytulane; papieros na łąkach, z dala od oczu wszystkich dorosłych, bo każdy miał prawo cię opieprzyć; pierwsze miłostki. Podwórko to był ośrodek życia. Nie było i nie mogło być nic lepszego.

A tu taka łajza, co to nigdy nawet nie stała na obronie, śmie to wszystko komuś wypominać! Bo toto miało coś lepszego, mówi. W jakim ty świecie żyjesz, śmieszny człowieczku? Biłeś się z kimś choć raz? Kolnąłeś ty w ogóle w życiu jakąś laskę? Zostawisz coś trwałego, dobrego po sobie, choćby wspomnienie? Co ty jesteś?! Co ty wiesz o życiu?

Nikt kto Kaczyńskich bliżej poznał, nie ma o nich dobrego zdania. Kiedyś cała Polska powtarzała: „Nic mi ten facet nie zrobił, ale nie cierpię ich obu”. To już nie aktualne. Już zrobił. Wlazł nam wszystkim w szkodę, a wielu trwale skrzywdził. Nasza październikowa rewolucja to istny cud, bo uniknęliśmy katastrofy jako państwo i naród. Musimy pamiętać, co nam tutaj szykowano i do końca, bez litości piętnować.

Jaka to straszna aberracja, kiedy ktoś ogłasza się przywódcą narodu i jednocześnie tak bardzo tym narodem pogardza. Głosi publicznie, że jest kimś lepszym od reszty społeczeństwa i chce reprezentować prostych ludzi. Bolszewik zakładający lewicową partię i nazywający się prawicowcem. Komunistyczny dziedzic z urodzenia i wychowania oficjalnie zwalczający pamięć PRL-u.

A przecież w tamtych czasach nie było możliwe, że jakieś dziecko na przykład zagra sobie w filmie, ot tak po wygraniu castingu. Taki ktoś mógł być przecież potencjalnie kreowany przez państwową propagandę na wzór dla całej młodzieży. W kraju ograniczonych środków i totalnej kontroli „takiej roboty nie powierza się byle komu”, że zacytuję Suworowa. Czy ta robota nie trwa aby nadal? Czy sekowanie wybitnych działaczy antykomunistycznej opozycji nie jest przypadkiem dalszym ciągiem walki obalonego sytemu? Zemstą zza grobu?

Na to nakłada się jeszcze ta osobista nędza delikwenta/ów. Jakże celnie pisze o tym MK. Bez litości miesza Lechujarka z mamusinym kakao w kuwecie dziadka kota Alika. Tylko na to ten potworek zasługuje, dopóki nie zaprzestanie mieszać się do polityki. A potem na pociechę niech mu mama poczyta do łóżeczka to dzieło Lenina, ofiarowane w Dniu Dziecka z taką tkliwą dedykacją dla 21-letniego maminsynka z „lepszych miejsc” a nie z pospólnego podwórka.