Jajo czy szmacianka?

by taktyczny


Wesoły dziś dzień nam nastał. Nowy premier ogłosił nowe święto, Dzień Radości Narodowej. Reprezentacja Polski awansowała do ME w piłce nożnej.

Po premierze-zdechlaku mamy premiera-zucha, to dobrze. Polscy sportowcy mają historyczny sukces. To wspaniale. Cieszę się z sukcesu piłkarzy, tak jak się cieszę z sukcesów skoczków narciarskich, pływaków czy lekkoatletów. Ale nie aż tak, żebym z tego powodu świętował. NIE INTERESUJE MNIE piłka nożna, więc nawet tych mistrzostw pewnie nie obejrzę. Co najwyżej zajrzę, tak jak dzisiaj, do artykułu na onecie jak już będzie wiadomy wynik.

Co to za gra, w której 22 facetów podkopuje piłkę, bo nie chce im się schylić i ją podnieść.

Nie mówię nic, to fajnie, że będą może kiedyś te mistrzostwa i u nas w kraju, zwłaszcza cieszą te planowane NOWE STADIONY. Stadion piłkarski i rugbowy są praktycznie takie same. To nie do uwierzenia na pierwszy rzut oka, ale te dwie dyscypliny to są najbliżsi krewni wśród gier zespołowych, właściwie bracia. To, że jeden wyrósł na faceta i nie przejmuje się byle czym, a drugi ze wszystkiego robi problem, to cóż, tak bywa.

Tak więc dobrze, że będziemy mieć te stadiony. Oby zagrały na nich w przyszłości wielkie piętnastki. Żałuję, że w Polsce popularność ma piłka nożna a nie rugby. U nas rugby wydaje się jakąś egzotyką, niezrozumiałą brutalną przepychanką uprawianą w paru krajach na krzyż. Mało kto zdaje sobie sprawę, czym jest ta gra na ogromnych połaciach globu. Widownia rugbowych mistrzostw świata Rugby World Cup przekracza 3,5 mld ludzi. Ustępuje wielkością jedynie Olimpiadzie i mistrzostwom FIFA. W wielu krajach to RUGBY JEST SPORTEM NR 1, a piłka nożna bywa sprowadzana do roli niewinnej rekreacji. Są kraje, gdzie rugby jest traktowane niemal jak religia.

Rugby to nie tylko sport i doraźna rozrywka. Niesie ze sobą trwałe wartości, jest wręcz STYLEM ŻYCIA. Mówi się czasem nawet o kulturze rugby. Ta gra ma kolosalny wydźwięk socjalny. Towarzyszy jej spokój na stadionach, wspólne biesiadowanie rywali, rodzinne kibicowanie, integracja graczy z różnych pokoleń w klubach, gra oldboy’ów do sędziwego nawet wieku, sposób ubierania nawet i wiele innych zjawisk, nie tak znowu spotykanych w innych dyscyplinach.

Badania wykazują (za M. P.-Niedźwiecki w “Rugby dla najmłodszych” W-wa 2005), że: RUGDY W DUŻYM STOPNIU INTEGRUJE GRUPĘ; najczęstszą przyczyną rozpoczęcia treningów jest fascynacja grą, namowa kolegów i chęć podniesienia tężyzny fizycznej; rugby przede wszystkim fascynuje swoim kontaktowym charakterem i możliwością podjęcia bezpośredniej walki z rywalem; do rugby trafia określona grupa młodzieży lubiąca sprawność fizyczną, możliwość wyżycia się fizycznego i emocjonalnego, nie oczekująca w zamian korzyści materialnych.

Czy społeczeństwo ceniące rugby ma z tego korzyści? Nie znam badań na ten temat, ale potoczna opinia głosi, że tak. Znany bon mot określa rugby jako “chuligańską grę dla dżentelmenów”, w odróżnieniu od “dżentelmeńskiej gry dla chuliganów”, czyli wiadomo czego. Które społeczeństwo lepiej rokuje – zainteresowane twardą grą według zasad, czy zainteresowane ciągłym kiwaniem?!

Na rugbowym boisku człowiek ma pełną możliwość pokazać się i kształtować swój charakter. Dlatego w Anglii, Walii, Szkocji, Irlandii, Francji, Włoszech, Nowej Zelandii, Australii, RPA, Argentynie, Japonii i W CAŁYM CYWILIZOWANYM ŚWIECIE lepiej nie afiszować się brakiem pojęcia na ten temat. A już na pewno lepiej nie wyrażać spotykanych u nas często poglądów o marginalnym znaczeniu tej “gry dla prymitywnych osiłków”, jeśli nie chce się stracić społecznego szacunku. Fizyczna agresja delikwentowi nie grozi, to nie piłka nożna. Tu wszystko można sobie wyjaśnić na placu. WSZYSTKO.