Odkryłem Amerykę
by taktyczny
W ciągu kilku ostatnich dni, czas jaki mogłem poświęcić na komputery i internet zajęła mi zabawa i praca z APLIKACJAMI PRZENOŚNYMI. Zaskoczyły mnie te możliwości. Nie śledzę na bieżąco nowinek w dziedzinie komputerów, bo interesuje mnie szereg innych tematów, więc nawet nie wiem na ile to jest nowa sprawa. Mogę jednak powiedzieć, że dla mnie jest to wielkie odkrycie i widzę dla siebie wielkie MOŻLIWOŚCI ZASTOSOWANIA.
Zainstalowałem sobie na PENDRIVE pakiet PortableApps. Do tego dołożyłem kilkanaście programów, których używam – lub mógłbym używać, wszystkie są dostępne na tej samej stronie. Nie wiem, czy są inne tego rodzaju pakiety, ten wygląda w każdym razie na bardzo sensowny. Zebrałem w tej chwili ponad dwadzieścia aplikacji, wszystkie skonfigurowane tak jak lubię i wszystkie zawsze w zasięgu ręki. Pakiet OpenOffice, Firefox, Thunderbird, GIMP, FileZilla, 7-Zip, jakieś odtwarzacze, program antywirusowy, menedżer haseł itd, wszystkie znane marki z sympatycznie teraz dla mnie brzmiącym słówkiem PORTABLE. Całość jest bardzo FUNKCJONALNA i ładnie się prezentuje.
Ostatnie pół roku, a to jeszcze może nie być koniec, spędziłem na wyjazdach i na obcych komputerach, mordując się, jak to nieraz bywa, z nieprawdopodobnymi śmietnikami. A bywa tak zwłaszcza tam, gdzie komputery są użytkowane przez wiele osób. Tradycyjnie przy tym brakowało potrzebnych PROGRAMÓW, nawet podstawowych, a jeszcze dotkliwszy był brak potrzebnych DANYCH, bezużytecznie zalegających w laptopie jakieś 10 albo 1000 km ode mnie.
Teraz to ma szansę się zmienić. Program pocztowy z moimi mailami, moja przeglądarka taka jak mi odpowiada i skonfigurowana według moich upodobań, moje ważne dokumenty i inne pliki, itp. wszystko mam zawsze ze sobą. Nie bez znaczenia jest to, że nie zostawiam na obcych maszynach swoich ŚLADÓW, nie wklepuję haseł w obcych aplikacjach, nie pozostawiam historii itp. Świetna sprawa.
Z tego względu na imieniny zażyczyłem sobie NOWEGO PENA z maksymalną pojemnością, i dostałem! Kingston GTI/4GB. Stareńkiego przyjaciela Verbatima, z marnymi 256 MB (gdy go kupowałem to było jednak coś), dostał synek, bez okazji, i też jest szczęśliwy. Chociaż to akurat był z mojej strony mały błąd, bo na fali entuzjazmu zabrał mi mnóstwo czasu, żebym mu pomógł wyszukać i skopiować różne niezwykle potrzebne rzeczy. Teraz nie nosi go nawet ze sobą, żeby przypadkiem nie utracić cennych danych…
Czasem lubię te nowe zabawki.
Ja z kolei przenoszę się do sieci – Dokumenty Google, gMail… Tylko firefoxa czasem brak.Ale przyjrzę się Twoim rozwiązaniom, bo brzmią obiecujaco.
@wt: A ja dla odmiany przymierzam się do umieszczenia swoich plików w sieci :) Myślę, że rozwiązaniem docelowym jest właśnie takie połączenie. Pen praktycznie nie zajmuje miejsca i mnóstwo się na nim zmieści, jednak nie wszystko. W pierwszym rzędzie własne aplikacje do pracy. Do tego częściej używane dokumenty. Ale są i dane, których w żadnym razie nie chciałbym rozpowszechniać poprzez zagubienie. Chronione pliki w internecie są bezpieczniejszym wyjściem. Jednak to rozwiązanie znowu uzależnia od dostępu do internetu. To jest obecnie jeszcze spore ograniczenie. Dlatego myślę o kombinacji tych dwóch sposobów.
Zainstalowałem PA na penie, fajna sprawa. Natomiast zgooglowany jestem już od dłuższego czasu. Fajne możliwości daje zaistalowanie Google Toolbar i Google Synchronisation Tool na Portable Firefoxie, w ten sposób możemy prawie “sklonować” ustawki z domowego kompa na flashu.
@mariusz. Będę musiał to wypróbować. Myślę też o prowadzeniu całej działalności w necie za pośrednictwem pendrive’a, rółwnież na własnym komputerze, żeby zachować ciągłość podczas pracy na różnych komputerach. Zresztą taka jest chyba właśnie idea przenośnych aplikacji. Natchnęły mnie do tego pomyslu ostatnie tygodnie bez dostępu do internetu.