Panie Tusk… Donaldzie… Donku!
Gratuluję zwycięstwa w wyborach i desygnowania na stanowisko premiera. To jest głównie Twoja zasługa. Te wybory Ty wygrałeś i my wszyscy wygraliśmy je Tobą. Nie ma się co czarować, nie wyglądało na to, że Ci się uda. A jednak dałeś radę.
Przeciwnik był świetnie zorganizowany, miał ideologię i wolę zwycięstwa. Dla niego działała machina państwowa zawłaszczona przez ludzi podłych i bezwzględnych. Media i biznes w dużej części były sparaliżowane strachem. Ustrój polityczny państwa rozsypywał się na naszych oczach. Lekkomyślnie odrzuciłeś możliwość przechwycenia władzy i chociaż częściowego wyrównania szans. Tak zwana “druga twarz” Twojej planowanej kampanii wyborczej już na starcie okazała się dupą. Twoi doradcy gonili w piętkę. Przeciwnik szydził w żywe oczy.
Najgorsza była jednak powszechna niewiara w Ciebie jako przywódcę, polityka i zwycięzcę. A jednak pokazałeś, że jesteś kimś. Oczywiście, to My, naród, pomogliśmy Ci w tym i podejrzewam, że sam jeszcze nie wiesz jak to się stało. To już nie ważne. Udźwignąłeś odpowiedzialność i zrobiłeś co trzeba.
Teraz działaj dalej. Nie oczekujemy cudów. Poważni ludzie nie łapią się za słowa jak rozwydrzone berbecie. Chcemy tylko spokojnie zajmować się swoimi sprawami. Państwo ma nam w tym pomagać jak się da, i godnie nas reprezentować. Wewnętrzne podziały i nienawiść mają zanikać. Mamy już dosyć bycia wielkim narodem a żadnym społeczeństwem.
Aha, to co powiedziałeś w przemówieniu po zwycięstwie, to o przyzwoitości i miłości w życiu, to było OK. Nie mam złudzeń, w życiu, a szczególnie może w polityce, człowiek się zawsze upaprze. Jednak warto wiedzieć, jakie myśli chodzą komuś po głowie, kiedy nie do końca panuje nad sobą.
Powodzenia
Twój Wyborca