Klawo jak cholera
by taktyczny
W Danii nie ma kafejek internetowych. Kilka tygodni bez dostępu do internetu to jednak spore ograniczenie. Nie spodziewałem się, że będzie to trwało aż tak długo. Paradoksalnie, ograniczony dostęp do internetu wynika z pobytu w jednym z najlepiej rozwiniętych krajów na świecie. W Polsce, jeśli ktoś nie może inaczej, to na każdym osiedlu czy na każdej główniejszej ulicy bez problemu znajdzie kafejkę internetową i pozałatwia sobie wszystko co trzeba.
KAFEJKI ZMARŁY TU PIĘĆ LAT TEMU. Nie miały racji bytu w kraju, w którym net jest się w każdym domu. Dla kogoś, kto jest tu zasiedziały, z niczym nie ma kłopotów. Jednak nowy przybysz zderzy się z barierą nieporozumień i technicznych ograniczeń. Zanim te kłopoty zostaną przezwyciężone przez kilka tygodni życie, mocno dotychczas podpierane technologią, nieco kuleje.
Przemijające te w końcu trudności w moim przypadku wiążą się ze sporym życiowym wyzwaniem, jakim jest wyjazd za granicę i perspektywa spędzenia tam (tu!?) kilku lat. Za mną jest już najważniejszy, a za razem najtrudniejszy krok, czyli pełna przeprowadzka z całą rodziną i rzeczami. Dania okazała się dla nas krajem NIEZWYKLE GOŚCINNYM. Moje i kilku innych osób, które się niedawno do tego kraju sprowadziły, spostrzeżenia są podobne i sprowadzają się do tego: gdzie właściwie są ci powściągliwi Duńczycy?
Bo właśnie stereotypowo jako chłodnych i nieco sztywnych ludzi wyobrażaliśmy ich sobie. Tymczasem każdy tydzień to nie kończący się korowód nowych znajomości, wzajemnych odwiedzin, przyjaznych rozmów przy każdej okazji i NIEOCZEKIWANYCH GESTÓW OFIAROWANEJ POMOCY. A to ktoś podrzucił coś z mebli, to choinkę, to znów podpowiedział i pomógł coś załatwić. W nowym domu w pierwszy dzień znaleźliśmy od razu wszystko co potrzebne do codziennego życia a do tego jeszcze zanim się obejrzeliśmy, nasza znajoma zrobiła za nas pierwsze zakupy żywnościowe i absolutnie nie chciała słyszeć o jakimś zwracaniu pieniędzy.
Mam wrażenie, że dla przeciętnego Polaka wiedza o Danii zamyka się właściwie w skojarzeniach z zabawnymi filmami o gangu Olsena. Kibice wiedzą jeszcze o świetnych żużlowcach. Ale już o tym skąd pochodzi Lego nie każdy wie, tak jak i o wielu innych rozpowszechnionych w Polsce markach. Wiedza np. o duńskim designe’u czy filmie jest jeszcze bardziej ograniczona, no bo i zainteresowanie sztuką jest u nas dosyć ograniczone, choćby ja jestem niestety pierwszym z brzegu przykładem. Odkąd zacząłem się przygotowywać do tego wyjazdu, dopiero zaczęły mi się otwierać oczy na ten DZIWNY, NIEWIELKI ALE JAKŻE WPŁYWOWY KRAJ, leżący zdawało by się gdzieś na uboczu.
Niewiedza i stereotypy są zresztą z obu stron, wcale nie musimy się jakoś specjalnie wstydzić. Wzajemnie Duńczycy o nas mają wyobrażenie baaardzo skromne. Dziwne dlaczego tak jest, bo geograficznie nasze kraje leżą naprawdę BLISKO SIEBIE. W historii, jak to z każdym innym krajem, związków nie brakowało, ale naprawdę społecznej świadomości nie ma z tego żadnej. Ciekawostka.
Dzieci są nieco rozdarte wewnętrznie. Są pełne entuzjazmu dla tego co je tu spotyka (Duńczycy mają świra na punkcie dzieci), ale czasem wyrwie się im westchnienie za krajem. Dorosłym na początku jest może łatwiej, bo wiedzą dlaczego zrobili taki czy inny życiowy krok. Przypuszczam, że z czasem akcenty nieco się odwrócą. Tak czy tak, należy się tylko cieszyć, że rzeczywistość nawet przerosła oczekiwania, a BĘDZIE, CO MA BYĆ, CZYLI DOBRZE. Tylko teraz kiedy myślę „zajebiście”, to mówię sobie „skide godt, Egon!”.
Media donoszą , że Polacy uskuteczniają boom demograficzny, ale nie w Polsce. Jeżeli ta tendencja się utrzyma za kilkaset lat Europa będzie polska. Brawo, prekursorze.Mam pytanie, ponieważ w przyszłym roku też gdzieś wyp… z tego bajzlu (myślałem o Szwecji, ale to nie przesą dzone), jak jest z językiem. Znasz duński, czy angielska lingua franca ???
No tak, patrzę na siebie i widzę korzeń Europy;) Osobiście nigdy nie myślałem o emigracji w kategoriach „wypierdalania z tego bajzlu”, chociaż nie raz słyszałem dokładnie tak sformułowane słowa. Przyczyn wyjazdu jest wiele, a najtrudniej jest przebić się do świadomości naszych znajomych z prostą informacją, że w naszych sprawnie realizowanych od 2 lat planach jest też przewidziany powrót do kraju w swoim czasie.
Z duńskim jakoś sobie radzę, ale jeszcze dużo pracy przede mną. Angielski wystarczy, żeby w miarę funkcjonować, bo w ten sposób porozumiesz się z każdym, od lekarza po dziewczynę pomagającą w sklepie. Ale bez duńskiego nic tak naprawdę nie zdziałasz i nawet najlepsi duńscy znajomi nie pozostawiają złudzeń, że język musi być. Inaczej pozostaje marginalizacja, a z pracy to ewentualnie truskawki albo rzeźnia. Nie wiem jak jest pod tym względem w Szwecji, Dania jest bardzo specyficzna.
Podobno w Danii brakuje inĹźynierĂłw. MoĹźe i ja siÄ tam wybiorÄ? ;)A przy okazji chciaĹem wspomnieÄ, w ramach rozwaĹźania polsko-duĹskich stosunkĂłw, Ĺźe w czasach UkĹadu Warszawskiego na wypadek konfliktu z NATO polscy komandosi mieli za zadanie zajÄ Ä KopenhagÄ. :)
O tym interesującym kierunku działań też słyszałem:) Zdaje się, że w tym właśnie celu istniała dywizja morsko-desantowa, znane z Kołobrzegu „chabry poligonów, niebieskie berety”;). Nb, jedyna piechota morska, jaką dotąd mieliśmy. Co ciekawe, północny-zachód to naturalny dla Polski kierunek żywotnych interesów i od zawsze teren zmagań kluczowy dla naszych dziejów. Tak myślę. Na tym zbudował Polskę Mieszko I, tak działali pierwsi Piastowie i Kazimierz Wielki. Dopiero za Jagiellonów pogubiliśmy się bez sensu na wschodnich bez-kresach. Wojska tu nie wyślemy, ale teraz można dbać o swoje w inny sposób;)
W Danii sa kafejki internetowe. Np. w Odense na dworcu glownym (Banegard). Ta kafejka byla tam rowniez w 2007 roku.
@d_l: Witam na blogu :) Info o zgonie kafejek przed pięciu laty mam od tubylców. Była to zresztą anegdotyczna rozmowa, bo ja im, że w Poslce kafejki są wszędzie a tu nie ma wcale, a oni mi na to, że tu już nie ma kafejek bo internet jest wszędzie :)
Jak się okazuje z tego co piszesz, nie było to definitywne wyginięcie jak dinozaurów. Może chodzi też o to, że w wielkim mieście, w ruchliwym miejscu, ma to rację bytu. Ale chodziło mi o trend i o to, że dla mnie ważne w tamtym momencie było, że siedzę na jakimś dzikim zachodzie bez dostępu do internetu. Zreszta potem odkryłem, że jest internet w bibliotece. W czymś na kształt kafejki. Tylko nikt mi tego nie powiedział.