Na pohybel blogożercom
by taktyczny
Funkcjonuje w necie kategoria userów-hien. Takich co nie kreują własnej wartości, ale cały czas kombinują, czy się nie da zarobić parę groszy pomiędzy jednym a drugim kęsem zapiekanki, nie odchodząc przy tym od “kompa”. Padlinożerca dostrzega taką możliwość. Na przykład zakłada pseudo-bloga, na którym gromadzi treści z innych blogów bez wiedzy ich autorów. Próbuje w ten sposób generować sobie ruch, z którym wydaje mu się, że nie wiadomo co potem zrobi.
Taką sytuację opisał wczoraj na swoim blogu roman_j we wpisie “Złodzieje!!!”. Sprawa dotyczy nie uzgodnionego kopiowania wpisów z jego bloga. Dzieje się tak na stronkach założonych pod pięcioma domenami związanymi z trójmiastem, a są tam wpisy z różnych blogów i serwisów. Obok związków z Pomorzem i podobnego sposobu działania zwraca uwagę przewijanie się w spisach Whois tych domen podmiotu z ambitnym słowem “superhost” w nazwie. Więcej szczegółów u źródła.
Sprawa bulwersująca i warta bliższego spojrzenia przez innych blogerów, czy ich treści też nie są tam kopiowane. Zgadzam się z roman_j, że wszystkie takie przypadki trzeba nagłośnić na innych blogach, co też czynię i w pełni się solidaryzuję. Przy najbliższej okazji oczywiście sprawdzę, czy moje treści nie są gdzieś wykorzystywane w bezprawny sposób i również zachęcam innych do przyjrzenia się temu problemowi.
Temat smutny… Często można spotkać “ludzisków”, którzy żywcem kopiują teksty z agencji informacyjnych, portali czy rzeczy typu wikipedia, wstawiają na swój daremny blog i nawet nie wspomną o tym, że to kopia czy w ogóle o źródle. Niestety tak to jest…U mnie ten problem jest innej natury – nie kopiuję nic na żywca ani nie daję wolnych tłumaczeń tekstów, mimo że korzystam cały czas z obcojęzycznych źródeł. A i tak daję zawsze źródło, skąd mam informację, bo wydaje mi się to naturalne. Mimo to byłbym też trochę rozsierdzony, gdyby ktoś przeklejał moje teksty – muszę w to włożyć trochę roboty, tłumaczenie to jedna sprawa, ale żeby jeszcze jakoś to brzmiało po “mojemu”…Ale to chyba walka z wiatrakami…
Proceder haniebny, ale niestety raczej nie do wyplenienia.ja sam nie sprawdzalem czy ktoś nie kopiuje moich wpisów, ale jakby się okazało,że tak to byłbym zły. mam nadzieję, że jak ktoś skopiował jakiś mój wpis to przynajmniej za podaniem żródła.
@fi:Nawet nie wspominaj o swoim blogu w tym kontekście. Co innego jest ciężka PRACA na źródłach, a co innego automatyczne KOPIOWANIE wyników czyjejś pracy. PS. Gdyby wpisy miały mieć za źródło tylko wyniki własnych badań, to w Twojej dziedzinie jedynym blogerem mógłby byc Stephen Hawking.
@tristan:Niestety ;), masz rację. Poza tym, pomijając podkradanie z niskich pobudek, każdy chyba chętnie widzi swoje teksty gdzieś zlinkowane. Tym gorzej świadczy to o pomyślunku i etyce tych domorosłych biznesmenów. W zamian szersza opinia może zniweczyć oczekiwane przez nich efekty tego procederu.