Orka na ugorze Pana P.

by taktyczny

Dwa miesiące temu zbyt pochopnie, jak się okazuje, postawiłem JANUSZA PALIKOTA na czele polskich blogerów. Było to wkrótce potem, gdy Palikot na swoim blogu Poletko Pana P. zadał kilka prostych pytań dotyczących domniemanego POCIĄGU DO ALKOHOLU prezydenta Kaczyńskiego. Wywołało to w kraju polityczną burzę. W moje ocenie, a nadal tak uważam, wydarzyło się wtedy coś całkiem nowego. Głos zabrany na najbardziej DEMOKRATYCZNYM MEDIUM, dostępnym każdemu obywatelowi, zatrząsł całym krajem. Zdarzyło się to po raz pierwszy i to uznałem za pewną cezurę w życiu publicznym. Zbiegiem okoliczności zrobił to Palikot i na tamten moment jego blog był w Polsce najważniejszy.

Palikot szybko skulił ogon pod siebie, co już tydzień później skłoniło mnie do odebrania mu swojego uznania. Blog Palikota potem błyskawicznie zeszedł na psy, tak że po następnych dwóch tygodniach wywaliłem go z blogrolla i czytnika RSS, zamierzając to skomentować gdy będzie do czego nawiązać. Jak się okazało, kilka dni potem Palikot sam zaprzestał blogowania, zostawiając mi tylko skromną satysfakcję, że byłem pierwszy.

Dzisiaj ukazała się wiadomość, która skłania do smutnej refleksji, że to nie taka sztuka zrobić coś ważnego, bo o wadze czynów często przesądzają rzeczy od nas niezależne. Prawdziwa sztuka, to jest DZIELNIE stanąć twarzą w twarz z tym, czego się dokonało. Janusz Palikot ponownie podważył prezydenckie kwalifikacje zdrowotne i niezależność od alkoholu. Sęk w tym, że zrobił to kilka dni potem, gdy prokuratura uznała, że obywatele, a przynajmniej trzech z nich, może bez obaw rozpowszechniać pogłoski o alkoholizmie tego małego, zakompleksionego człowieka i durnia za jakiego uważają Lecha Kaczyńskiego. Palikot załapał się do tej trójki, z czego zaraz chętnie skorzystał.

Nie budzi mojego niesmaku złe wyrażanie się o urzędującej, pożal się Boże, głowie państwa. To raczej on UPOKARZA cały naród swoją obecnością na tym urzędzie. Ale budzi mój NIESMAK zachowanie Palikota w tym momencie. To wtedy powinien doprowadzić sprawę do końca. Dla dobra publicznego. Wycofał się wtedy, rzekomo w imię zasad. Teraz znowu podważa te zasady. Bez sensu, bez klasy.

Gdyby wtedy wytrzymał presję byłby tym, który miał rację. Miałby też BLOGA o wielkiej sile rażenia, gdzie jego postulaty o raporcie zdrowia prezydenta i każde inne zgłoszone, mogły naprawdę wyznaczać polityczne inicjatywy. Tak się nie stało.