Google to katastrofa

by taktyczny

W ciągu ostatnich kilku lat Google niewiarygodnie wyrósł na potęgę, stając się w internecie tym czym Microsoft w dziedzinie oprogramowania. To porównanie chyba najlepiej świadczy o tym, JAKI TO SYF.

O swoich perypetiach z kontem Google i należącym do niego Bloggerem pisałem już wcześniej tutaj. Potem, po ciężkiej walce, jak np. ta o favicon, udało mi się doprowadzić do jakiego takiego wyglądu swojego bloga oraz zacząłem korzystać z niektórych ofert tego całego śmiesznego “konta Google”. Wydawało mi się, że ten związek przetrwa z rozsądku. O dwóch tygodni nie mam już jednak żadnych wątpliwości, że SIĘ NIE DA. Chyba wszyscy inni mają nerwy ze stali, albo to ja mam szczególne jakieś oczekiwania i dlatego absolutnie nie leży mi to, co cieszy tylu innych użytkowników.

Ostatnie moje wielkie zmagania dotyczyły trzymania bloga we własnej domenie. Nie chce mi się rozpisywać o tym, jakim PODŁYM MONOPOLISTĄ okazuje się Google. Kto chce niech sobie sam sprawdza. Operacja, czy raczej zabieg, który normalnie polega na zmianie dwóch drobnych wpisów w panelu obsługi domeny, tu okazał się właśnie całą operacją, trwającą dobrych kilka dni – w moim przypadku i tak bezskutecznie.

O NISKIEJ FUNKCJONALNOŚCI Bloggera wiadomo powszechnie. Dodajmy do tego BEZNADZIEJNE statystyki Analytics, liczące właściwie nie wiadomo co, tylko wtedy gdy mają na to ochotę i tylko za okres czterech tygodni. Spróbujmy nie porzygać się na widok Gmaila, ZAMOTANEGO JAK KACZYŃSKI. Obdarzmy zaufaniem SZPIEGUJĄCĄ Picassę. Postarajmy się bez nerwów WYDUSIĆ COŚ sprawnie i po naszej myśli z Documents. I tak dalej. CO KROK TO PORAŻKA.

Mam w prywatnym hostingu innego bloga i forum. Między innymi dlatego ostatnio rzadko piszę tutaj, bo pochłaniało mnie porządkowanie innych moich internetowych spraw. Doszedłem wreszcie do tego, że za co ja się tak męczę. Za niecałe trzydzieści złotych rocznie dodatkowo dokupiłem większy serwer. Mam teraz 5 baz danych, na których zrobię wszystko sam, tak jak będzie mnie stać. Tam wkrótce przeniosę tego bloga. Założę też chyba sklep dla ekipy Googla z pomysłami na podnoszenie FUNKCJONALNOŚCI SERWISU…

Na razie głośno ODRADZAM każdemu jakiekolwiek trwałe wiązanie się z tym G.. kontem. Tym, którzy już coś tu mają podpowiadam stopniową dywersyfikację korzystania z usług internetowych na różnych dostawców. Jest to możliwe, a wiele ich produktów przewyższa usługi z konglomeratu Googla – będącego zdaje się ciągle w wersji beta. Im więcej ktoś tu ma poupychanych rzeczy, tym trudniej będzie mu WYRWAĆ SIĘ. Potem pod pozorem ograniczeń technicznych jest SZANTAŻOWANY SWOIM WŁASNYM DOROBKIEM do dalszego brnięcia w to bagno.

Na jednym z forów dotyczących tych spraw mignął mi gość pod nazwą No More Google. Nie wiem, o co jemu poszło, ale nick ma słuszny!