Czy tamci są głupi?

by taktyczny


Było na obczyźnie już tylu Polaków, że już chyba wszyscy mają własne lub pośrednie OPINIE o innych narodach. Podczas rozmów o wyjazdach często przewija się wątek wrodzonej głupoty gospodarzy oraz ich marnego wykształcenia. Sądzę, że świąteczne spotkania były okazją do kolejnych opowieści jak to Polak błysnął przed miejscowymi, wykazał wyższość, umiał lepiej, zagiął.

Przy takich rozmach wyrażam tylko zdziwienie, jak to się dzieje, że te rzekome tępaki bez dobrych szkół mają tak SPRAWNIE ZORGANIZOWANE państwa i DOBROBYT, a tymczasem my borykamy się z tyloma nierozwiązanymi problemami i względną biedą. Jako przykład podaję produkt krajowy brutto na głowę. Za Wikipedią PKB per capita w 2006 r, mierzony w USD wyniósł: Irlandia 44 087, Dania 36 549, Wielka Brytania 35 051, Niemcy 31 095. W tym czasie Polska: 14 880. Argument może nie na miejscu, ale robi pewne wrażenie na osobach, które są nastawione na poszukiwanie dobrobytu. Chodzi o ukrócenie bezrefleksyjnego powtarzania niepochlebnych opinii, które w gruncie rzeczy źle mówią O NAS SAMYCH.

Pierwsza, psychologiczna przyczyna tych opinii tkwi w nas i bez wyjeżdżania. U nas po prostu KAŻDY WIE LEPIEJ. Sami żartujemy chociażby, że w Polsce wszyscy znają się na ekonomii i medycynie. Tej wrodzonej wiedzy Polacy nie tracą przecież wraz z wyjazdem i tak jak pouczali swoich tak chcieliby POUCZAĆ obcych.

Druga przyczyna to NIEFRASOBLIWOŚĆ. Nie znamy JĘZYKÓW, HISTORII, GEOGRAFII, POLITYKI, nie uczymy się ich, ale pęd do wyjazdów mamy. Potem w krajach pobytu Polacy tkwią we własnym narodowym światku, bez przenikania z gospodarzami. Cóż więc mogą o tym społeczeństwie wiedzieć? Mogą tylko wyłapać odmienności i paradoksy, które bez zrozumienia przyczyn klasyfikują jako przejaw głupoty lub złej woli.

Zresztą nawet osoby znające język i mające odpowiednią dla siebie pracę, często nie mają bliższych znajomych wśród miejscowych. Ciekawa jest dla mnie zależność, że na ogół dotyczy to tych, co z Polski wyjechali bo nie mogli tu wytrzymać. W nowym miejscu zamieszkania nie uczestniczą w życiu społeczności. Pielęgnują tylko życie rodzinne i polskie towarzystwo. Nie czują tego co ich otacza, dlatego są pomijani przez ludzi stamtąd, z którymi potencjalnie mogli by się zbliżyć. Według nich to żadna strata, bo przecież oni, miejscowi, są głupi, podli, bez gustu etc. To nawet logiczne. Jeśli ktoś narzeka NA SWÓJ KRAJ, to jak może się tak naprawdę odnaleźć w obcym?

Kolejna przyczyna negatywnych opinii o innych narodach bierze się z tego, z kim my się faktycznie stykamy. Obecnie Polacy na ogół zajmują NISKO OCENIANE miejsca pracy. Nie zdajemy sobie tak do końca sprawy co to znaczy. W Polsce nie mamy jeszcze tak drastycznego rozgraniczenia pomiędzy klasami i warstwami społecznymi. Odruchowo przenosimy ten punkt widzenia na nowe kraje i nie zawsze dostrzegamy to, co dla ludzi tam urodzonych jest jaskrawo widoczne. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że obok różnic narodowościowych czy materialnych przyjeżdżając do jakiegoś kraju wpadamy na minę RÓŻNIC SPOŁECZNYCH.

Na Zachodzie STATUS człowieka jest określony, utrwalony i unaoczniony przez wszystko: pochodzenie, wykształcenie, pracę, sposób mówienia, ubiór, sposób spędzania wolnego czasu itd. Z naszej strony teraz wiele zależy od tego, jak kto trafi i jak będzie się umiał w tym odnaleźć. Nasz profesjonalista bez trudu dogaduje się z tamtejszym profesjonalistą, ale nasz filozof na zmywaku nie znajdzie raczej partnera do dyskusji w tamtejszym garkotłuku, który mu szefuje. To rodzi frustrację, rekompensowaną potem pogardą i poczuciem wyższości.

Nasi na razie bardzo często plasują się na samym dole. Jednym ze wskaźników, że się dźwigamy w innych krajach jako nacja będzie to, że coraz więcej z nas DOŚCIGNIE w sensie społecznym swoich potencjalnych partnerów tam i znajdzie z nimi wspólne tematy i język do dyskusji. Jedną z oznak naszej docenionej mądrości będzie to, że sami PRZESTANIEMY generalizować o tym, jacy oni tamci są głupi.