Six Nations – spóźnione uwagi

by taktyczny

Ułynęło już dwa tygodnie od zakończenia tegorocznej edycji PUCHARU 6 NARODÓW w rugby, ale ponieważ nie wyobrażam sobie, żeby takie wydarzenie przeszło bez echa na moim własnym blogu, dlatego kilka uwag jeszcze tu rzucę. Na znanych mi blogach jeszcze tylko Chociaj się odniósł do tego wydarzenia elektryzującego dla milionów kibiców na świecie. W mojej ocenie ten puchar będzie pamiętany z powodu dwóch rzeczy.

Przede wszystkim wielkie brawa dla WALII i trenera GATLANDA. Kilka miesięcy wystarczyło, żeby rozbitą ekipę postawić na nogi i zwyciężyć w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na świecie. Z jednej strony nie ma w tym nic niezwykłego, bo w końcu w Walii jest komu grać w rugby i to na najwyższym poziomie. U nas skojarzenie Walia -Wyspy – piłka nożna jest odruchowe. W samej Walii już niekoniecznie. Sportem nr 1 jest tam rugby. Niedawne są jeszcze czasy, gdy w piłkarskiej reprezentacji Walii grywali rugbiści, a nasze media lamentowały nad brutalnością przeciwnika, raczej do ogrania, ale zawsze kosztowało to trochę zdrowia. Z drugiej strony jednak imponuje styl zwycięstwa. SMOKI pokonały kolejno wszystkich przeciwników, w tym Anglię i Francję, które w Pucharze Świata ostatniej jesieni odegrały przecież wielką rolę.

Być może na jakiś czas Walijczycy niespodziewanie przejmą od Irlandczyków miano wschodzącej potęgi i nimb zespołu, który warto naśladować. Ich styl jest może pozbawiony TAKTYCZNYCH ZAWIJASÓW ale jednak ciekawy. Mają piękne szerokie zagrania w ataku, a przy tym preferują proste wydawałoby się przenoszenie piłki blisko, od przegrupowania do przegrupowania. Niezależnie od upływu czasu wywołuje to we mnie głód gry. Może jeszcze kiedyś się przydarzy.

Cipriani

Drugie odkrycie rozgrywek, tym razem indywidualne, to Danny CIPRIANI. Rozegrał fantastyczne spotkanie przeciwko Irlandii w ostatniej kolejce. Zdobywając 18 punktów i świetnie prowadząc grę na kluczowej pozycji łącznika ataku, zdobył sobie miano gwiazdy światowego formatu. Wyczyn jest tym większy, że to był jego pierwszy mecz w wyjściowym składzie Anglii. Chociaż akurat ta ostania okoliczność napawa mnie smutkiem.

Trener ASHTON wystawił Ciprianiego, bo chce wychować kolejnego giganta. Mógł jednak wtedy wogóle nie brać do składu Johny WILKINSONA, zamiast sadzać go na ławie. Asekurował się na wypadek, gdyby jego nowy faworyt się nie sprawdził? Mecz z Irlandią już nie miał takiego znaczenia, Anglia nie mogła już wygrać Pucharu. Chodziło tylko o prestiż, bo od kilku lat Irlandczycy regularnie spuszczali Anglikom baty. Wilkinson w poprzednich meczach, mimo słabszych momentów, był jednak kluczowym zawodnikiem i drugie miejsce w końcowej tabeli Anglia zawdzięcza w dużej mierze jemu. Właśnie w trakcie tego Six Nations został NAJSKUTECZNIEJSZYM w historii rugby zawodnikiem, osiągając łącznie 1099 PUNKTÓW w reprezentacji, w tym kopnął 29 DROP-GOLI, co jest kolejnym rekordem. Teraz można mu było dać odpocząć, bo i tak wszyscy już się spodziewali, że Cipriani wyjdzie na mecz od pierwszego gwizdka.

Wilkinson

Ława dla takiego gracza wygląda jak poniżenie, a wyjście w drugiej połowie, nie na przynależną mu dziesiątkę, tylko na centra obok znakomitego w tym dniu Ciprianiego, ja odbieram jako kolejną tego dnia zniewagę. WILKO nie zasłużył na takie traktowanie. Będąc w wyjściowym składzie prawdopodobnie zagrałby to co jego kolega, utrwalając swoją legendę, a tak posłużył tylko za tło dla lansowania Ciprianiego, teraz już chyba  RYWALA w reprezentacji. Nie powinno się mu tego robić. Nie po tym co on zrobił dla Anglii, ani nie po tym co zrobił dla rugby, bo przecież jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych graczy na świecie.

W sumie mieliśmy jak co roku niezwykle interesujące i emocjonujące rozgrywki. Ciekawe jaka odpowiedź przyjdzie z Południa