Google już dziękujemy
by taktyczny
W minionych miesiącach kilka razy zderzyłem się z nieprzystępnymi aplikacjami internetowymi i desktopowymi. Najczęściej dotyczyło Google, ale nie tylko. Naraziły mi się Yahoo, Jogger, WordPress, blox, Ubuntu i tradycyjnie już Microsoft. Z tym, że Google jest zdecydowanie na pierwszym miejscu negatywnych skojarzeń. Nie tylko dlatego, że jego usługi są moim zdaniem NAJGORSZE – są obecnie najbardziej ROZPOWSZECHNIONE, a więc siłą rzeczy najbardziej są narażone na narażenie, bo łatwo na nie trafić. Ciekawostką jest to, że gdy kilkakrotnie dałem wyraz swojemu zirytowaniu takimi g. produktami, spotkało się to uprzejmym, ale zdecydowanym odporem znajomych z sieci, wyrażonych w komentarzach, a wesoły terrorysta poświęcił temu nawet obszerną notkę.
Nie jest tu miejsce na opisywanie co konkretnie mi nie pasuje. Nie musi mi pasować. Jest tyle dostępnych innych rozwiązań, że łatwo mogę sobie znaleźć coś lepszego – DLA MNIE. Bo w tym jest zagwozdka, że wszyscy różnimy się sposobem myślenia, rodzajem wykształcenia, temperamentem, zaawansowaniem w nowych technologiach i wieloma innymi cechami. Powoduje to, że świat tak zróżnicowany jak obecnie są komputery i internet, dla każdego z nas przedstawia się inaczej. Inaczej w nim funkcjonujemy. INNE narzędzia są każdemu z nas potrzebne i wygodne.
Ta różnorodność możliwości musi być utrzymana, inaczej się nie da żyć. Tymczasem pojawiają się kolejno dranie, którzy wszystko chcą przerobić na swoje kopyto. Jak w tym kabaretowym skeczu o Kaczyńskich: „Przecież ja nie chcę dla nich źle. Chcę tylko, żeby myśleli tak jak ja.” Z aplikacjami komputerowymi próbował tego Microsoft. To nadal trwa, ale wydaje się, że szczyt tego zjawiska przemija i jest tylko kwestią czasu ograniczenie zasięgu jego imperium. Teraz PO RZĄDY oraz PO KASĘ sięga Google.
Uważam, że jest on potencjalnie groźniejszy niż oswojony już MS. W komputerach można w każdej chwili zmienić programy, można nawet w ogóle zmienić platformę sprzętową. Google zaczął dominować Internet, a drugiego internetu raczej nie będzie. Dlatego wszelkie zakusy na MONOPOL muszą być ukrócone. Chociaż słowo monopol kojarzy się przede wszystkim z pozycją ekonomiczną, a w tej sytuacji chodzi także o utrudnianie korzystania z Internetu tak jak komu pasuje. Wpływ na to zachodzi zarówno poprzez kontrolowaną przez korporację wyszukiwarkę jak i cały kompleks tzw. konta Google, który zamierza oferować wszelkie funkcje obsługiwane przez aplikacje internetowe. Wiąże się to z narzuceniem określonego sposobu korzystania z sieci, bynajmniej nie optymalnego dla większości użytkowników. Z tego ostatniego skolei z kolei [uwaga dla sprawdzających - prawidłowo piszemy "z kolei", a nie "skolei" ;)] najczęściej nie oni sobie zdają sobie sprawy.
Ciekawostką jest to, że Google w swoim procederze może liczyć na sympatię większości internautów, w tym także wielu osób branżowo związanych z nowym medium. W sumie jest normalne, że jakiś produkt ma swoich zagorzałych zwolenników. To jest zgodne z tym co napisałem wcześniej. Zaskakuje jednak POWSZECHNOŚĆ sympatii oraz siła tego uczuciowego związku. To było nie do pomyślenia w przypadku Microsoftu, którego produktów większość tak czy tak używa, ale wśród rzeszy użytkowników ta marka jest uważana za obciachową. To, że Google jest postrzegany jako przyjazny, wcale nie oznacza, że taki jest. To jest zwykła GOSPODARCZA KORPORACJA. Google nie otacza miłością użytkowników tylko pieniądze. Monopolistyczne praktyki już są widoczne. Jest tylko kwestią czasu, kiedy maska całkiem opadnie.
A czemu zirytowało Cię Ubuntu? Podobno to naprawdę przyjazny (choć prosty) system…
Ekhm… „z kolei” chyba (koniec przedostatniego akapitu)…:)
Że Ubuntu podpadło? I WordPress? Będzie ciężko znaleźć coś, co będzie Ci odpowiadać – WordPress to świetna platforma a z okazji, że sporo dystrybucji Pingwina poznałem na wylot (choćby Debiana czy Slackware, które są o niebo „nonuserfriendly” niż Ubuntu) dziwię się, serio (BTW napisz może kiedyś coś więcej o Twoich problemach z Ubuntu, tak ciekaw jestem).
Masz rację co do monopolizacji dokonywanej przez Googla, w pewnym momencie każdy do tego zmierza, bo pieniądze jakby nie było dla każdej firmy – a przecież tym jest Google, to nie organizacja charytatywna – są najważniejsze, a monopol to ich najlepsze źródło. Ale to nie do końca przecież tak – nie będę się z Tobą wykłócał o to, czy usługi Googla są dobre czy nie – masz przecież olbrzymi wybór w internecie, nie porównuj tego do Microsoftu, który zmiażdżdzył dawno konkurencję (pingwinki to jednak śladowa ilość, a poza tym?). Przykład prosty – korzystałem z Bloggera, odechciało mi się, to przeszedłem na WP – ale nie wiązało się to z trudnościami;)
Moje zdanie już znasz…nadal uważam, że wujek G. (oczywiście – wielka korporacja, nastawiona przede wszystkim na zysk) dba nie tylko o kasę. Czy raczej – obok kasy dba o coś jeszcze, choćby przy okazji… Istnieje pojęcie przedsiębiorstwa odpowiedzialnego społecznie – i wydaje mi się, że Google znakomicie pasuje tu jako sztandarowy przykład (jest taki związek frazeologiczny, prawda?).
Poza tym – nikt nie każe nikomu (potrójne przeczenie – miodzio:) korzystać z GMaila, Bloggera, czy wyszukiwarki. Google ma wiele błędów – osobiscie uważam, ze Picasa online to byle co w zestawieniu z Flickrem, ze moduł Finance jest nieuzyteczny dla osoby w Polsce, że GTalk nijak ma się do tego, czego bym po nim oczekiwał…itp. No i na szczęście internet chyba nei da się zmonopolizować (tak jak nie można go ocenzurować).
Z innej beczki – jak spojrzałem na te liste, to chyba tylko z wikipedią nie masz na pieńku:) A mógłbyś choc w kilku słowach napisać, co Cię wkurzyło w tych usługach. Intryguje mnie zwłaszcza blox:) I Yahoo.
Aha – jestem uprzejmy, ale zdecydowany…bardzo mi się spodobało to zestawienie:)
@mariusz: O Ubuntu i okolicach jest następny wpis:)
@fi: do Ubuntu się odniosę osobno. WP przynajmniej u mnie od wersji 2.31 nie ma funkcji ładowania plików (pod edycją tekstu nie pojawia się możliwość „upload”. Obrazki z komputera ładuję na serwer przez FilleZilla a potem ręcznie wpisuję adres w edytorze, żeby zamieścić. Rewelacja prawda?:) Może to jest jest gdzieś w ustawieniach, a ja nie potrafię tego zmienić, ale w 2.05 miałem i domyślnie powinienem mieć. Są i inne mankamenty, ale to znowu pisanina:)
Właśnie o to chodzi, że jest jeszcze wybór różnych aplikacji i tak powinno zostać. G. jednak che się utożsamiać z internetem, tak jak MS z softwarem komputerowym, a to jest niedopuszczalne. Przejścia pomiędzy różnymi produktami to powinien być standard a nie wydarzenie. Ja też łatwo przesiadłem się na WP z Bloggera, ale to zdecydowanie dzięki funkcjom WP właśnie. Po Bloggerze to musiałem jeszcze edytować wszystkie wpisy, bo źle oddał kodowanie:)
@wt: nie jestem pewien, jak jest poprawnie. „Skolei” podkreśla mi jako błąd, ale z kolei mi skolei nie pasuje. Coś mi się kojarzy ze szkoły, że w tego typu zwrotach jest jakiś haczyk:)
Co do korzystania z różnych aplikacji, to o tym właśnie pisałem w poście. Każdy czego innego oczekuje i potrzebuje, a monopol zawęża nasze możliwości. Nie do końca masz rację, że internetu nie da się zmonopolizować i ocenzurować – jakoś się daje, patrz na Chiny. A czy to nie Google się dogadał w jakiejś tego typu brudnej sprawie z chińskim rządem? Coś mi się kojarzy. Tylko nie pytaj, bo trzeba będzie to odgrzebywać. Powiedzmy, że któraś z wielkich firm internetowych:) W każdym razie w przypadku monopolu cenzura jest tylko kwestią czasu.
Co do Yahoo to nie mogłem, możesz wierzyć lub nie, kilka razy podejmując próby w ciągu kilku miesięcy, założyć konta. Wczoraj spróbowałem na Twój użytek, żeby dokładnie mów opisać objawy problemu, i założyłem dwa:) Więc na razie krytykę Yahoo zawieszam… zanim coś nowego odkryję;)
blox to trochę podobna historia, chociaż bardziej epicka, ze względu na przeszłość. W każdym razie szczęśliwy to był dzień, kiedy założyłem całkiem nowe konto i dostałem maila z linkiem aktywującym, który nie działał. Bo dalej bym tam pewnie siedział, a tak jest wolny:)
@Roman J.: I pomyśleć, że to ja tu uchodziłem za radykała;)
@wt: dzięki za podpowiedź. Sprawdzę jeszcze w Słowniku Ortograficznym, co zresztą dawno już powinienem zrobić. Dotychczasowe wpisy już zostawię na pamiątkę w tej formie jak są, żeby było widać, o czym dyskutujemy:)
O Flickra bądź spokojny:)
Też uważam, że Zoho jest bardziej dopracowane niż G. Docs, tak jak znajdzie się dla każdej aplikacja inna, lepsza „ogólnie” lub „do czegoś”:) W sumie chodzi właśnie o tę swobodę wyboru, użyteczność ale też o łatwość przechodzenia między różnymi dostawcami.
To ja się dołączę do mniejszościowego chóru niezadowolonych. Aplikacje Google, przynajmniej te biurowe, są g… warte i „g” nie jest skrótem od „Google”. Jak się rozwiną do poziomu MS Office lub przynajmniej OpenOffice, to rozważę, czy z nich korzystać. Na razie wolę wydać 400 zł (a ostatnio nawet 200 zł) na coś porządnego, niż mieć g… za darmo. Ale jak ktoś woli inaczej, to nie bronię, o ile mnie przy okazji nie próbuje do swoich wyborów nakłaniać. :)
@Slawkas: Google i Y! dogadały się z Chińczykami, owszem. Ale mówię o cenzurze całego internetu…G. i Y! cenzurowały tylko to, co same dostarczały. Owszem, te dwie spółki załatwiają wiekszość spraw, ale – pełnej cenzury nie ma.
Z konta Y! korzystam tylko dla Flickra (a spróbuj o nim coś złego powiedzieć!:)), a co do innych usług – to się muszę zastanowić. No, korzystam jeszcze z del.icio.us, ale tam mam osobny login.
Blox – ma mase błędów, owszem, ale…korzystam z nich, bo można się wypromować:)
Słownik Jezyka Polskiego wg infobota nie ma słowa „skolei”, a na „zkolei” podaje „z kolei”…:)
@RomanJ.: G.Docs są kiepskie, fakt. Ale cały czas się rozwijają…osobiście wolę MS Offica (Open mnie wkurza, choć umiem z nim zyć), a za te 400 (kupiłem rok przed promocją, szlag!) to warto być legalnym:) Z „onlajnowych” aplikacji polecam zoho – lepsze od G.Docs (korzystam wprawdzie z G.Docs, ale to wyłącznie dla wygody logowania, wysyłania i współdziałania z innymi aplikacjami). To jest właśnie to, o czym pisał Slawkas – masz masę aplikacji do wyboru.
Google monopolizują sieć jako wyszukiwarka, ale w innych usługach jeszcze im daleko…w każdym razie z punktu widzenia szarego człowieczka.
A dlaczego jogger ci się naraził?
@vuhaen: jogger okazał się nieprzystępny. Na jesieni ubiegłego roku jeszcze nie byłem zdecydowany, która platforma blogowa najbardziej mi odpowiada i wypróbowywałem różne. Najbardziej interesował mnie właśnie jogger, ze względu na bardzo zachęcające opinie użytkowników i autorów różnych blogów „technologicznych”. Duże znaczenie miał też „rasowy” adres i interesująca mnie treść kilku blogów. Tymczasem okazało się, że założenie jest dosyć skomplikowane w porównaniu do innych. Na formularzu rejestracyjnym na jogger.pl bez żadnego wyjaśnienia wymagany jest jabberID. Dla mnie, który pierwszy raz usłyszał o jabberze i JID, długo trwało zanim się zorientowałem w czym rzecz, potem nie tak od razu uzyskałem ten JID – informacje o tym wszystkim są podane w sposób dosyć zagmatwany. Jeszcze raz zwracam uwagę, że chodzi o osobę próbującą w to wejść zaczynając od początku. Kolejna bariera to zainstalowanie jednego z powiązanych z jabberem komunikatorów. Ja nie chciałem komunikatora, tylko blog! Nic innego mnie nie interesowało. W końcu wykorzystałem adres Google. Nawet w tym drobiazgu widać niedbałość – na formularzu rejestracyjnym do tej pory widnieje odwołanie go GMail, podczas gdy stosownych ustawień trzeba dokonać w GTalk. Prosta rzecz, ale to kolejna strata czasu i irytacja na brak szacunku dla użytkownika. Byłem jednak zdeterminowany i założyłem. Dostałem link , blog zaistniał i… zamknął się dla mnie. Nie byłem w stanie zalogować się do niego. Dałem sobie spokój, chociaż z żalem.
Podsumowując z punktu widzenia osoby z zewnątrz: cokolwiek o jabberze by nie myśleli twórcy i zwolennicy (patrz objaśnienia na jabberpl.org), dla większości osób postronnych jest to nieuchwytne i nieistotne. Przynajmniej dopóki nie zostanie sprowadzone do oferty jakiegoś konkretnego produktu. Na przykład multikomunikatora. Plus platformy blogowej:) Wtedy można liczyć z jednej strony na rozpowszechnienie, a z drugiej nikt nie zabrania utworzenia jakiegoś wewnętrznego kręgu, który będzie sobie filozofował na ten temat i przy okazji rozwijał. To jest sytuacja podobna jak w dyskutowanym teraz moim artykule o Linuksie. Nie ma co się zżymać, że ludzie nie rozumieją takiej pięknej idei. Jeśli się chce ludzi pozyskać, to trzeba wyczuć ich potrzeby. A na początek okazać szacunek potencjalnym sympatykom i zadbać o proste i szybkie wprowadzenie w temat:)
Ledwie roczek minął od wpisu, a jaże inaczej już ludzie postrzegają G. firmę. G jak globalizm, granda i shit:)
http://www.rp.pl/artykul/9158,302669.html
Swoją drogą, 61 wiceprezydentów?! No, nieźle.
własnie…
@All: Mam dużo wejść na tę stronę po zapytaniach typu „skolei czy z kolei” (p. komentarz nr 2 i następne).
Już poprawiam w tekście i podaję: piszemy „z kolei” .
Źródło – „Słownik ortograficzny” PWN
Dzięki, WT.
[...] to w kilku językach dla urozmaicenia. Nie chę, żeby to umknęło w komentarzach do poprzedniego wpisu na ten temat, dlatego pojawia się ta krótka [...]