O linuksie, ideologii i przyjaźni

by taktyczny

W poprzednim wpisie wyraziłem rozczarowanie różnymi aplikacjami, w tym dystrybucją Linux Ubuntu. Komentatorzy tamtego wpisu natychmiast poprosili mnie o sprecyzowanie, co mi nie leży, gdyż tej dystrybucji towarzyszy fama dopracowanej i łatwej w obsłudze. Wejście w ten temat i związane z tym dygresje zajęło mi tyle, że powstała ta notka.

Ubuntu jest w mojej opinii „przyjazne” tylko „podobno”. Chyba, że ja a reszta świata mamy inny pogląd na znaczenie słowa przyjazny. Ja problem widzę w tym, że większość twórców linuksowych dystrybucji pomimo poglądowych ćwiczeń jakie im zadaje znienawidzony Windows, wciąż ma problem ze zrozumieniem słów „przyjazny dla użytkownika”. Kolejne dystrybucje są tworzone w gruncie rzeczy dla UŻYTKOWNIKA LINUKSOWEGO, oswojonego z konsolą i lubiącego sobie pogrzebać w programach. Ubuntu nie odbiega podejściem od tego schematu.

Tymczasem PRZECIĘTNEGO UŻYTKOWNIKA komputerów i wszelkich innych urządzeń interesują tylko funkcje: włącz – przełącz – pogłośnij, a reszta mu nie jest potrzebna. Bo przeciętny użytkownik to jest ten najczęściej spotykany a nie ten co nieco wyrobiony. Z tego wynika, że dobra dystrybucja musi położyć nacisk na obsługę w TRYBIE GRAFICZNYM, dać sobie wreszcie spokój z wymądrzaniem na temat korzystania wiersza poleceń, za to umożliwić swobodne KORZYSTANIE Z MULTIMEDIÓW, intuicyjną INSTALACJĘ PROGRAMÓW nie będących w pakiecie, prostą AKTUALIZACJĘ i łatwą konfigurację POŁĄCZENIA Z INTERNETEM. No i oczywiście na maksa ułatwiać przenoszenie UPODOBAŃ WINDOWSOWYCH tym, którzy tego potrzebują.

Programiści często są skażeni potrzebą wywlekania swojej specjalistycznej wiedzy przed publikę a użytkowość mają w dalszym planie. Chwała oczywiście tym, co mają cierpliwość i samozaparcie, żeby wciąż grzebać przy programie. Ale w sposób chybiony przenoszą to na gros innych użytkowników komputerów. Bardziej chyba skupiają się na tym, żeby tworzyć wszystko-mające dystrybucje i nie narazić się od innych znawców na zarzut LAMERSTWA:) Krzyż na drogę… Komputer jest narzędziem i jako takie ma służyć do innej pracy, a nie absorbować sobą. Najlepsze narzędzie jest takie, którego używamy bezwiednie.

Kiedyś też zachciałem być undergroundowy i zacząłem przygodę z linuksem. Umordowałem się jeszcze na Red Hat‘cie. To już będzie z 8 lat. Od tamtej pory próbowałem różnych dystrybucji, ale zawsze interesowała mnie głównie UŻYTKOWOŚĆ, włączając w to łatwość obsługi. I muszę stwierdzić, że nawet była taka dystrybucja, przyjazna w pełnym tego słowa znaczeniu. Świętej Pamięci Mandrake, w wersji 10.0. Tak jest, 2004 rok, „Komputer Świat” Nr 4/2004 – płyta plus książeczka z ich Biblioteczki, za jakieś 10 zł. Do dziś mam tę płytę, mój syn tego używa i ja, jak się zniechęcę kolejnymi podejściami, to instaluję i mam spokój. Przynajmniej do następnej próby, gdy się dam podpuścić na coś rzekomo przyjaznego.

Z Mandrake i powstałej na jego bazie Mandrivą wiąże się jedna ciekawostka. Rok czy dwa lata temu w którymś z komputerowych magazynów, grupa znawców prezentowała szereg dystrybucji Linuksa. Czego tam nie było, chyba kilkanaście różnych. O wielu z nich nigdy przedtem nie słyszałem, a każda z nich jest legendarna, piękna, stabilna, kompletna, dobra dla początkujących i zaawansowanych, nawet spolszczona(!) i obowiązkowo łatwa w obsłudze, bo artykuł miał ZACHĘCAĆ DO KORZYSTANIA.

I co, i nikt się nawet nie zająknął o Mandrivie! Chociaż właśnie jej twórcy jako JEDNI Z NIELICZNYCH zdają się rozumieć o co użytkownikom chodzi i mają chyba najbardziej rozpowszechniony produkt. Swoją drogą Mandrake to była wielka szansa na „zlinuksowanie” wielu pecetów, ale przy takim podejściu ekspertów to się nie mogło udać. Tak jest zawsze jak ideologia odbiera ludziom rozum. Mam nadzieję, że Mandriva pozbiera się do kupy i wypuści wreszcie wersję bez zarzutu, bo warto.

Po tym artykule właśnie zainteresowałem się UBUNTU. Reklamowany był jako taki najbardziej przyjazny. Kupiłem gazetowe wydanie wersji 7.10 i z satysfakcją zainstalowałem. Tylko że zaraz się okazało, że ono nie odtwarza większości moich klipów i filmików. Nie żadnej tam egzotyki, to są popularne formaty. Potem się gdzieś doczytałem, że twórcy są tak świętoszkowaci, że nie instalują niczego co mogły by narazić choćby na cień zarzutu o piractwo. Ale w reklamach o tym ani słowa.

Nie bardzo zresztą rozumiem o co chodzi w przypadku odtwarzania powszechnie dostępnych formatów, ale fakt jest taki, że nie działają. Druga sprawa, to już tradycyjnie BRAK OPROGRAMOWANIA do skonfigurowania neostrady, było nie było najbardziej powszechnego łącza w Polsce. Oczywiście po kilku dniach na powrót zainstalowałem Mdk. Dzieci były szczęśliwe, miały znowu swoje filmy i ulubione gierki. No niestety, ale Ubuntu TO JESZCZE NIE TO.

Przypuszczam, że podczas kompilowania tej dystrybucji znowu zwyciężyła ideologia, bo jeśli nie, to zwykła GŁUPOTA. Tak, oczywiście, że można zainstalować co się chce, wystarczy tylko poświecić parę nocy, poczytać fora i nauczyć się używania edytora, jeśli ktoś jeszcze nie umie. Oczywiście… Tylko kto poza grupką pasjonatów będzie się tym zajmował? Doprawdy, takie podejście powoduje, że ile razy gdzieś widzę RTMF tam gdzie można wrzucić dwa zdania wyjaśnienia, to się zastanawiam, kto takie rzeczy pisze i czym się kieruje? Przecież bezcelowe i niestosowne jest przenoszenie nawyków środowiskowych na forum publiczne.

To samo jeśli chodzi o kompilację. Jest możliwe DOSTOSOWAĆ dystrybucję do użytkownika, zamiast oczekiwać, że on się dostosuje. Tych oczekiwań nie mogę zrozumieć. Jak linuksowcy chcą rozpowszechnić swój system, jednocześnie ignorując rzeczywiste potrzeby użytkowników? A na okładce Ubuntu napis – „system idealny”. Nie do wiary. Ktoś mi wisi 27, 90 PLN.

Ubuntu w moim poprzednim wpisie było tylko przykładem. W sumie powinienem wymienić kilka innych dystrybucji, które też wypróbowałem. Może dobrze, że tak się nie stało, bo teraz trzeba by pisać co w której jest do kitu:) Niech się to martwią twórcy i wyznawcy. I niech dalej grzebią przy swoich niszowych produktach. Ja zaś mam teraz na oku coś kolejnego, co napawa nadzieją. Chodzi o Slax.