Przedszkolak Władysław się nazywa
by taktyczny
W Danii przyjęte jest posługiwać się PEŁNĄ FORMĄ IMIENIA. Nie ma znaczenia jego długość czy złożoność. Jeśli ktoś jest Hans Christian, to wszyscy wołają Hans Christian, a jeśli Anne-Grethe, to jest Anne-Grethe. Skracanie imion rzadko się zdarza. Jeśli już, to raczej można spotkać ograniczenie właśnie popularnych tu imion złożonych do używania tylko pierwszego członu. Ale i to jest sporym wydarzeniem towarzyskim.
Mały Władzio po przyjeździe z Polski został zapisany do przedszkola. Kiedy przyszedł tam pierwszego dnia, czekała tam na niego przygotowana szafka i woreczek na owoce. Nie były oznaczone jak w kraju kolorowymi znaczkami. Na jego nowym sprzęcie widniały poważne napisy “Wladyslaw”. Takie same jak legitymacji ubezpieczenia i na wszelkich DOKUMENTACH URZĘDOWYCH. Na tym tle zdarzyło się pierwsze trójstronne zaskoczenie Władzia, jego rodziców i jego nowych opiekunów.
Rodzice używali pełnej formy jego imienia przy załatwianiu formalności, ale NIGDY się tak do synka, chyba że czasem w żartach. Na te żarty Władzio reagował źle i płakał, bo bardzo utożsamiał się ze swoim potocznym imieniem, a jego pełne brzmienie traktował jako obce. Zresztą to były właśnie tylko żarty, bo nikomu posługującemu się językiem polskim nie przyszłoby do głowy używać poważnej pełnej formy imienia tego rodzaju w stosunku do kilkuletniego malucha. TO NIE PASUJE.
Tylko że Duńczycy nie znają polskiego oraz obce są im takie niuanse. Dostali dokumenty Wladyslawa i z całą serdecznością przygotowali wszystko na jego przybycie. W ich pojęciu dokładne przygotowanie to jest nie tylko zawodowy obowiązek. Swoją STARANNOŚCIĄ okazują szacunek, otwartość i radość z pojawienia się w swoim otoczeniu nowej osoby. Tak zwykle postępują w przypadku OCZEKIWANYCH nowych znajomych i tak też przyjęli dziecko i jego rodziców z Polski w swoim przedszkolu.
Najpierw miło zapytali jak WYMAWIAĆ imię nowego wychowanka. Generalnie Duńczycy przykładają wagę do poprawnego wymawiania imion swoich znajomych. To należy do kanonu grzeczności. Rodzice Władzia już wiedzieli, że pierwsze dźwięki jakie padną z ust nowo poznawanego Duńczyka to będzie jego imię i potrzebne jest duże natężenie uwagi, żeby je zidentyfikować. Z kolei Duńczycy zapoznając się z kimś nowym często proszą o powtórzenie imienia jeśli nie mogą go zrozumieć i starają się je dokładnie powtórzyć. Niektórzy nawet proszą o zapisanie, to nie jest niegrzeczne. Prawdopodobnie będą się tego uczyć i przy następnym spotkaniu powtórzą w brzmieniu zbliżonym do oryginału.
Wychowawcy w przedszkolu najpierw dowiedzieli się, że “L” w ich dokumentach w żadnym razie nie oddaje polskiego “Ł”. Ćwiczenie wymowy “vladislav” w ramach przygotowań do powitania okazało się nadaremne. Za to dowiedzieli się o istnieniu czegoś takiego jak zbitka “Ł” ze spółgłoską. Było to dla nich nie do pojęcia, a powtórzenie tego zjawiska dwukrotnie w tym samym słowie spowodowało, że wymiękli. Nie poprawiło sytuacji to, że dziecko nie będzie czuć się dobrze z pełnym imieniem, i przyzwyczajone jest do formy “Władzio”. Najpierw kompletnie nie mogli zrozumieć, dlaczego rodzice twierdzą, że dziecko ma INNE IMIĘ niż w dokumentach. Potem pojawiła się jeszcze sprawa wymowy “dź” i nagle w miejscu wyczekiwanego kontaktu zaczął pojawiać sie mur problemów.
Kolejną cegłą w tym murze, chociaż MASKOWANĄ UŚMIECHAMI, było zamieszenie spowodowane INFORMOWANIEM WSZYSTKICH pracowników przedszkola, że do dziecka trzeba mówić inaczej niż było przekazane poprzednio, do tego jeszcze w gruncie rzeczy nie wiadomo jak to nowe imię wymawiać. Potem trzeba było poradzić sobie z DEZORIENTACJĄ dzieci z przedszkola, które były przygotowane na przybycie nowicjusza o innym imieniu. Na koniec jeszcze wynikła konsternacja przy wymianie kontaktów między przedszkolem a rodzicami.
Okazało się, że rodzice dziecka to Mirek, a nie Miroslaw, i Ania, chociaż w papierach jest Anna, a Anja to całkowicie inne imię. Rodzice nie nauczyli się jeszcze, że skrócona forma imienia NIE JEST TU ŻADNYM UŁATWIENIEM ani środkiem do przełamania lodów. Zaś Duńczycy w przyspieszonym tempie odkrywali nową dla siebie kulturę i możliwości innych języków. Oczywiście wszystko odbywa się z uśmiechem, w atmosferze pełnej akceptacji i obustronnej chęci zrozumienia. Nerwowo robione adnotacje na dokumentacji kończą wreszcie tę zaskakującą i nieco żenującą sytuację, i mały VLADJO zostaje sam na sam ze swoimi JĘZYKOWYMI PROBLEMAMI w nowym przedszkolu.
Ojej…to aż tyle problemów? Ale z drugiej strony – jeśli wejdziesz między wrony. Tylko jak to wyłożyć przedszkolakowi?:)
Widzę, że dodałeś cytat o lokalnej teorii zmiennych:)
@Slawkas: świetnie to napisałeś, masz naprawdę coś w sposobie pisania, co sprawia, że bardzo przyjemnie się to czyta, taki spokój, nie wiem jak to określić (koniec lizania;)
Sytuacja naprawdę zabawna, jaką opisałeś. Z jednej strony zgadzam się z tym wszystkim – mam na imię Jan i jako maluch obrażałem się na wszystkich, kiedy do mnie mówili w szkole Jasiu itp., bo Jan to było moje imię, takie poważne, dorosłe:) Kiedy podrosłem, to mi to zobojętniało, ale i tak wolę Jan:)
Podoba mi się to podejście Duńczyków, naprawdę. Trudno może nam to zrozumieć, ale kiedy w końcu jesteśmy między nimi – jak pisze WT – powinniśmy się dostosować, prawda? Ma to rzeczywiście coś z szacunku i “ordnungu”, który cenię bardzo;)
BTW dziabam od paru dni (po miesiącach zwlekania) wreszcie szwedzki, bo chciałem spróbować:) Więc się pochwalę, a co;
Varifran kommer ni? Jag kommer fran Polen:D:D
@wt: Ojej, to wygląda na taki problem:)
No może trochę jest:) Jak obyczaje, które człowiek poznaje wraz z nową kulturą. Wejście między wrony? Jak najbardziej, ale nie na zasadzie konformizmu, tylko odwzajemnienia i szacunku dla obyczajów miejscowych:)
A cytat o lokalnej teorii zmiennych dodałem, bo … warto wiedzieć:) No i brzmi rewelacyjnie!
@fi: ej, zrozumiałem!:) Szwedzka język prosta:)
@Slawkas: brzmi zarąbiście:)
Ha koledzy, nie będę przypominał może, skąd ten cytat macie;)
@fi: Tutaj zaczynam nieco inaczej patrzeć na postawy prospołeczne. Nie znam dokładnie Niemców, ale myślę, że do nich też się to odnosi. To upodobanie do porządku, zorganizowanie, zapobiegliwość, to nie jest jakaś neurotyczna przypadłość, jak my to czasem odbieramy, ani też wyraz ich braku polotu. To jest elementarnie rozumiana uprzejmość i wyraz myślenia o innych. Jeśli ktoś coś niszczy, kradnie, brudzi, opóźnia, to są to sprawy drugorzędne. Najgorsze jest to, że w ten sposób wychodzi na jaw jego lekceważenie dla osób z otoczenia. Taki jest podtekst codziennego życia, jak go widzę:)
A cytat to wiadomo skąd pochodzi, jest tylko jedno takie miejsce. Ja bym czegoś takiego nie wymyślił. Hvor er det fantastisk!
podjelam decyzje – nie wyemigruje, dla dobra dzieci, amen
@Beata: wydawało mi się, że piszę w miarę lekki tekst o pewnej sytuacji, przez którą można zerknąć na jakąś ciekawostkę obyczajową, a tu kolejna osoba odbiera to jako skargę na niedolę:) Nie jest tak źle. Ja dla odmiany wyjechałem m. in. z nadzieją, że po powrocie dzieci będą coś z tego miały. W sensie rozwoju:)
@slawkas: Wiesz że mam dość intensywne kontakty z sąsiadami zza Odry właśnie (służbowe i prywatne), więc dobrze wiem o co Ci chodzi. Żałuję, że nie znam Duńczyków – bo Twoje wpisy przedstawiają ich w takim świetle, które mi się bardzo podoba:)
Tak jak piszesz zarówno Niemcy jak i Duńczycy (protestanckie ludy? mylę się czy Duńczycy są protestantami?; a może to chodzi o germański rodowód?) mają w sobie chłód, Ordnung, zorganizowanie. I wcale mnie to nie razi, wręcz przeciwnie, podoba mi się, bo nasza prowizorka, bajzel i śmietnik to jednak chyba nie jest szczytowe osiągnięcie cywilizacji.
Historia z pełnymi imionami mi się podoba, i to bardzo, i na pewno nie widzę jej też jako oznakę “niedoli”:)
@fi: Dlatego wspomniałem w mojej poprzedniej odpowiedzi Niemców, bo byłem ciekawy jak Ty ich odbierasz. Duńczycy to naród wart bliższego poznania i naśladowania, tym bardziej, że mimo geograficznej bliskości niewiele nawzajem o sobie wiemy. Co do przyczyn kształtujących ich charakter, to skłaniam się do przyznania największej roli na tym polu protestantyzmowi – Duńczycy to w dominującej liczbie luteranie. Co do sposobu działania, to faktycznie u nas to się robi na ogół inaczej, co jednak też miewa dobre strony:)
Jedną z rzeczy, za które cenię kontakt z Tobą, jest czyjś prywatny wgląd w ten obcy mi świat, jakim jest Dania:) Masz rację, kraj jest przecież tak blisko nas – a nie mamy zielonego pojęcia, kim są tamci ludzie, jaka jest ich kultura, w zasadzie jakby Dania nie istniała. Swoją drogą ciekawe też dlaczego tak właśnie jest – może dlatego, że nie laliśmy się z nimi nigdy (chyba?) nie interesują nas?:)
Czyli jednak protestantyzm – w Niemczech najszersze kontakty mam z obszarem Nadrenii-Palatynatu, gdzie dominują protestanci, i to na nich opieram swoje spostrzeżenia. Choć jest wyjątek – północna Nadrenia-Palatynat to taka enklawa katolików – w tym przypadku to nie religia określa chyba skłonność do porządku, a kultura
@fi: zgodzę się jak najbardziej, wszak religia jest nieodłącznym składnikiem kultury:) Oznacza to wpływ na postawy i styl życia. Nie tak, że protestanci mają porządek, a u katolików będzie bałagan, a granica jak nożem uciął. Protestancka religijność, w tym np. etos pracy, który był i jest jej nieodłączną częścią, wpływa na społeczeństwo, gdzie protestanci stanowią liczący się odsetek. Obejmuje także członków innych wyznań chrześcijańskich. Spotkałem się z opinią, że Polska byłaby innym krajem, gdyby protestanci stanowili już 10% społeczeństwa. Jestem jednak ostrożny jeśli chodzi o wpływ na członków innych religii, np islamu;) Ale poniekąd cały świat poszedł w kierunku nadanym przez protestantyzm – jedna z poważnych teorii wiąże rozwinięcie się kapitalizmu z kalwinizmem.
Pewnie że nie chcę rozróżniać między czarnym i biały, bo i tak przecież – jak wiadomo – białe jest czarne a czarne jest białe:) A tak poważnie to nie można oczywiście mówić, że protestant to maniak porządku a katolik bałaganiarz, wszystko – jak i w przypadku innych cech – zależy od jednostek. Ale po uśrednieniu wychodzi pewna tendencja, i taka niestety jest: protestanci są w przeważającej mierze bardziej poukładani niż katolicy. Ciekawe zresztą, że większość najbogatszych krajów świata to jednak protestanci a nie katolicy, dlatego związek z kapitalizmem – jak najbardziej istnieje, etos pracy pozwolił im coś osiągnąć. Wydaje mi się, że 10% w Polsce to byłoby za mało, jednak przykład niemiecki to spora większość (poza Bawarią i pewnymi zakątkami wszyscy są protestantami).
Co islam tak naprawdę daje w społeczeństwach to widać chyba wyraźnie po poziomie cywilizacyjnym w krajach arabskich. W starożytności to były wiodące cywilizacje, z bliską mi sercu doskonałą astronomią na przykład, a co teraz?
@fi: Był w Polsce okres, gdy reformacja miała spore wpływy. Ciekawe, jakby się potoczyła historia, gdyby udało się je utrzymać:)
A rzeczywiście, tutaj masz rację, nie pomyślałem o tym, faktycznie moglibyśmy teraz żyć w zupełnie innym kraju (myślę, że bym nie narzekał). Ale cóż, wiesz jak to jest z gdybaniem…
ogladalam PAKE, ciut przed chwila, przenosili Polske w czasy Egiptu, do USA, do Rzymu…Nigdzie nie pasowala:) niech tu zostanie, z taka historia jak jest, Slawkas siedz se gdzie chcesz, dzieci i tak zrobia po swojemu, wiem, wychowalam 15 (a raczej mialam wplyw na 15, przez jakis czas przynajmniej,,,)
@Beata: I o to chodzi, nie ma sensu narzekać na kraj, bo to co jest, jest… najlepsze:) A dzieci, wiadomo;)