Stor Bededag
by taktyczny
W Danii świętuje się chętnie, co nie dziwi, ale też i zaskakująco często. Czasem trudno jest zdać sobie sprawę z tego, że Stor Bededag – WIELKI DZIEŃ MODLITWY, został ustanowiony właśnie po to, żeby zmniejszyć liczbę dni świątecznych. Święto to ustanowiono w 1686 roku, kiedy to połączono kilka innych świąt ustanowionych jeszcze w Kościele Katolickim, w jedno święto modlitewne, obchodzone przez luteran w Danii.
Święto to przypada na czwarty piątek po Wielkiejnocy. W tym roku przypada dzisiaj, na 18 kwietnia. Dzień ten jest dniem wolnym od pracy zawodowej. Wszystko, co nie musi być czynne, jest pozamykane. To co musi być czynne, bez żenady zwalnia obroty do minimum. W kościołach są odprawiane stosowne nabożeństwa dla tych którzy chcą przyjść do świątyni. Poza tym dzień jest wykorzystywany tak, jak kto ma ochotę, np. na wyjazdy, spotkania towarzyskie czy prace przydomowe.
Można się tylko uśmiechać nad duńską przemyślnością, wykazaną ponad 300 lat temu. Data tego święta idealnie wpasowuje się we współczesny kalendarz, stwarzając okazję do KOLEJNEGO trzydniowego weekendu w najpiękniejszej porze roku.
Każde święto, które przypada na piątki jest godne pochwały;)
Ano tak:) Byłbym zapomniał, czytając wczoraj książkę (Vargas Llosa) znalazłem zdanie, które chyba jak ulał pasowałoby do Twojej listy „mądrości” (mniej więcej): „Ludzie którzy chcą być być w stadzie jak owieczki, wybierają na swych przywódców zawsze baranów”. Co myślisz?;)
Chcesz mi powiedzieć, że długi weekend to nie jest polski wynalazek? No cóz – za to my uczyniliśmy z niego sztuke i doprowadziliśmy to od perfekcji:)
Te poniedziałkowe też zasługują na wyróżnienie:)
@fi: moja lista to nie są „mądrości” w cudzysłowie. To często śmietanka intelektu. Zwłaszcza, że mówisz również o tekstach moich i wt;) Baranków dopisałem:)
@wt: jeśli chodzi o długie weekendy, to jesteśmy nieźli, owszem. Ale do Duńczyków to nam jeszcze trochę brakuje:)
Śmietanka intelektu…napiszę sobie to na wizytówce:)
@Slawkas: o to pardon:) Śmietanka intelektu, ładnie to brzmi, nooo, wykształciuchy:)
No wiem, wiem, tak to jest z lokalnymi zmiennymi, co zrobić, no…:) Jak to będzie ale po łacinie to nie mam zielonego pojęcia – jestem filologiem nie tak starej daty, a łacina przestała być obowiązkowym przedmiotem filologii już jakiś czas temu… Ale po nemecku byłoby tak: „Creme de la creme des Intellektes”:D
O, i szwedzki: forstands gradde:) (tylko brak mi literek tych ichnich)
@wt: zapytaj fi-lologa, jak to będzie po łacinie. Zrobisz sobie dewizę;)
@fi: Nie, no co Ty, nie klękaj! My tak tu tylko sobie, a przecież dobrze wiesz, że lokalny realizm nie daje sie obronić w świetle faktów eksperymentalnych…
No to modlmy sie:)
niedlugo sie zblizaja swieta majowe, potem matury… i koniec roku szkolnego, oj, bedzie cudnie!
@fi: Creme w dewizie? To prawie kremówka, całkiem nieźle;)
Ja do ichnich literek mam zainstalowaną ichnią klawiaturę, to sobie przełączam, albo kopiuję znaki z tablicy w narzędziach systemowych. Na szczęście na razie nie trzeba mi ich tak dużo:)
@Beata: To mi bardziej wygląda na dziękczynienie niż błaganie:)
o!
nie wiedziałam!
ale to ciekawy pomysł.