Krzysztof odkrywa Danię

W Danii o Polsce nie wie się nic, a w Polsce nie wie się nic od Danii. Odkąd Krzysztof zaczepił się w tym kraju, ten fakt ciągle wprawia go w zdumienie. Aż musiał jeszcze raz posprawdzać na mapie – Bornholm do polskiego wybrzeża leży 95 km, samolot z Warszawy do Kopenhagi leci 1,5 godziny, podróż lądem ze Szczecina do Padborga to 4 godz, a przez Roztock i promem na Gedser jest 280 km. Można bez mała mówić o sąsiedztwie.

A jednak, jak to sam kiedyś stwierdził, Dania to obcy mu świat. Ten kraj jest przecież tak BLISKO NAS, myślał, a nie mamy zielonego pojęcia, kim są tamci ludzie, jaka jest ich kultura, w zasadzie jakby Dania nie istniała. Swoją drogą ciekawe też dlaczego tak właśnie jest – może dlatego, że chyba nie laliśmy się z nimi nigdy, nie interesują nas?

Narty w Alpach, nury w Egipcie, treking w Himalajach, robota na Wyspach, to w Polsce niemal standardowe przedsięwzięcia. Wszędzie się o tym słyszy. Ale wyjazd do Danii, to jest coś co MAŁO KOMU przychodzi do głowy. Niby po co tam jechać? Krzysztof spotkał się nawet z takim szyderstwem, że Dania to jest kraj, który słynie z tego, że nic tam nie ma.

Przekonać się o tym jak BŁĘDNE jest to mniemanie można bardzo szybko. Patrząc obiektywnie, trzeba stwierdzić, że duńska pewność siebie MA SOLIDNE PODSTAWY. Stąd Krzysztof spokojnie znosi to przebłyskujące czasami wewnętrzne przekonanie miejscowych, jakby “duństwo” było najwyższą formą człowieczeństwa. Jest mu o tyle łatwiej, że jako Polak, czyli członek PRAWDZIWEGO narodu wybranego, ma pojęcie, jak oni błądzą.

Dlatego obraca to w żart, gdy przy robieniu kawy podczas przerwy w pracy jego pracodawca delikatnie bada, czy WIDZIAŁ JUŻ WCZEŚNIEJ bezprzewodowy czajnik. Udaje też, że nie zauważa maskowanego ZDUMIENIA duńskich znajomych, którym po koleżeńsku przywrócił do porządku komputer. Za wieczór pracy wezwanego technika musieliby zapłacić duże pieniądze. Nawet im nie tłumaczy, że w Polsce został by nazwany lamą, gdyby coś takiego próbował przedstawić jako wyczyn. Nie chce im robić przykrości. Wielu Duńczyków było w Polsce. Pamiętają wspaniałą przyrodę i zabytki. Oraz pijaków. Ale w gruncie rzeczy nie wiedzą nic i dopiero zetknięcie z Polakami przybyłymi do nich do pracy, otwiera im oczy na INNY ŚWIAT rozciągający się nieopodal.

Dla Krzysztofa dobrą ilustracją tych paradoksów jest wiedza Polaków o WŁASNYCH SYMBOLACH. Na przykład wszyscy znają słowa o Czarneckim i powrocie przez morze. Ale ilu wie, jakie to było morze? Kto wie w jakich okolicznościach w grudniu 1658 roku odbyła się przeprawa wpław przez cieśninę oddzielającą Jutlandię od wyspy Als? Przemyślany manewr wielkiego wodza, na którego rozkaz wojsko z oczami wytrzeszczonymi jak talary zwaliło się z końmi i bronią do wody, tak zapadł w serca, że jeszcze 140 lat później śpiewano o tym w żołnierskiej piosence, a po następnych 130 latach uczyniono tę pieśń hymnem narodowym. Lecz to, że obok wspomnienia innych krajów i ludzi, mamy w hymnie PAMIĄTKĘ WYCZYNU DOKONANEGO W DANII, jest praktycznie nieznane. Krzysztofowi wydaje się to bardzo charakterystyczne.

20 komentarzy do wpisu “Krzysztof odkrywa Danię”

  1. Wesoły Terrorysta pisze:

    Toś mnie z tym Czarneckim zaskoczył…w sumie dla mnie Dania to Andersen, mała syrenka i LEGO. Ale jako przedstawiciel “prawdziwego narodu wybranego” (genialny tekst, BTW!:)) nie muszę się znać…

  2. finwe.isilra pisze:

    Ufff, Slawkas, chyba Cię zainspirowałem trochę moim komentarzem do poprzedniego wpisu, co?:) (przyznaj mi rację, żebym się poczuł dowartościowany!) No i z dumą muszę zaznaczyć, że kolega mnie zacytował, tak!:)
    O tym “nielaniu” się z Duńczykami napisałem tak po prostu, ale może coś w tym jest? To zdumiewające, że faktycznie oni są tak blisko, a zielonego pojęcia nie mamy o tym kraju. Wiemy tyle o Anglikach, Francuzach czy Hiszpanach (nie wspominam o Amerykanach, naszych Wielkich Braciach zza wody) a tutaj taki wstyd. To pewnie byłby ciekawy pomysł na pracę socjologiczną dla naukowców…

  3. slawkas pisze:

    @wt: Jest jeszcze parę rzeczy, którymi Dania może niejednego zaskoczyć. Tak jak my ją. Przez całą epokę komuny jedyne czego się spodziewali po Polsce, to desant żołnierzy:)

  4. slawkas pisze:

    @fi: Zgadza się. Pomysł na wpis jakoś mi krążył po głowie, ale dopiero po Twoim komentarzu zobaczyłem o co mi chodzi. Dlatego przytoczyłem go niemal w pełnym brzmieniu:)
    Naukowe zbadanie tej wzajemnej nieświadomości to dobry pomysł. Przecież początki zapowiadały się inaczej. Nasze państwa kształtowały się w tym samym czasie i pełne rozmachu posunięcia polityczne Mieszka I i Bolesława Chrobrego wiązały się właśnie z Danią. Ale o tym także nie pamiętamy:)

  5. Mariusz pisze:

    Witam po przerwie.
    Z tym prawdziwym narodem wybranym – naprawdę dałeś czadu :)
    Prawdą jest, że większość narodów nurza się w poczuciu wyjątkowości. Ciekawe tylko, czy Duńczycy wiedzą, że mogli się spotkać z prawdziwym najazdem Polaków. Wg planów operacyjnych Układu Warszawskiego LWP miało zdobywać właśnie Danię. Wtedy widzieliby pijaków na ich ulicach (ciekawe, czy byłyby jakieś po paru chwilach trwania III wojny światowej) :)

  6. slawkas pisze:

    @Mariusz: witaj:)
    Duńczycy wiedzą i pamiętają. Bez tam jakichś scen, jako historyczną ciekawostkę, ale mają świadomość.

  7. Beata pisze:

    slawkas, dobre to jest!, czarnecki mi tez, zupelnie obcy, bo jak sie rzucil to obojetnie przez jakie morze… jako Kaszub myslalam ze przez nasze, male mlerze czyli zatoke pucka, co ja to mozna przezezc wplaw:) a przecie Szwedzi to po lodzie do nas szli i podobno na srodku Baltyku mieli karczmy na lodzie:)

  8. slawkas pisze:

    @Beata: Miałem dzisiaj gwałtowny atak spamu na blogu i w ferworze walki z żywiołem usunąłem między innymi swoją poprzednią odpowiedź oraz Twój kolejny komentarz. Pamiętam jednak o czym były, więc odpowiem tak i coś nowego. Przeprawa przez cieśninę byłaby piękna, gdyby była ona skuta takim solidnym lodem jak ten, o którym piszesz. Wojsko na pewno by tak chciało, chociaż my nie mieli byśmy wtedy tego przykładu patriotyzmu, o którym śpiewamy w hymnie:) Na marginesie tego warto jeszcze zauważyć, że przygotowania do przeprawy zajęły dywizji Czarneckiego niemal dwa dni, w tym była ciężka harówka nad SKUCIEM LODU powstałego przy brzegu:) My mamy tendencję do wyobrażania sobie, że takie akcje rodzą się z porywu i brawury czyli w sumie głupoty, a nie jak przystało na żołnierzy, ze śmiałego planowania. Tymczasem jest na odwrót – zawsze mieliśmy świetnych żołnierzy i nieżyciowych twórców. Warto o tym pamiętać na wypadek jakby jakiś kolejny Wajda chciał nakręcić o tym film i przebić jego idiotyczną scenę szarży szablami na czołgi:(

  9. Beata pisze:

    mogą być czołgi, mogą być szable, pod warunkiem że Doda zagra Marusię…

  10. slawkas pisze:

    @Beata: I o to chodzi! A Wojewódzki będzie Szarikiem:)

  11. Beata pisze:

    kurcze, na podwórku to zawsze ja byłam szarikiem…

  12. slawkas pisze:

    @Beata: w sumie tak, Szarik był w tym wszystkim postacią najbardziej pozytywną:)

  13. Beata pisze:

    nie pocieszaj…i tak mi już nic nie pomoże, Marusią zawsze była Iza…mnie zostawało merdanie ogonem

  14. slawkas pisze:

    @Beata: Z drugiej strony patrząc, to jednak byłaś członkiem Załogi, a Marusia nie:) No i głaskanie po głowie musiało być przyjemne;)

  15. Beata pisze:

    jak…tak teraz…patrzę na to po latach:) to masz rację. Że tez tego wczesniej nie doceniałam!

  16. slawkas pisze:

    @Beata: Dlatego – carpe diem! Ala na to też się wpada dopiero po latach :)

  17. Beata pisze:

    carpe, carpe, dziury między palcami

  18. slawkas pisze:

    @Beata: Powinnaś gdzieś zbierać w jednym miejscu swoje komentarze:))

  19. Beata pisze:

    właśnie u ciebie to robię:)

  20. slawkas pisze:

    @Beata: To dla mnie wyróżnienie:) A jeśli byś zaczęła bloga, to koniecznie daj znać.

Skomentuj