Marmurkowy grób Polski
by taktyczny
Ostatnio miałem okazję przejechać samochodem tam i z powrotem przez Danię, Niemcy i Polskę. Przyrodniczo te kraje są sobie bliskie, a to na co można zwrócić uwagę patrząc z okien samochodu to jak ludzie mieszkają i po czym jeżdżą. Wniosek, jaki mi się nasunął jest jeden – Polacy mieszkają ponad stan, grzebią majątek wraz ze swymi umarłymi i czynią to KOSZTEM SWOJEJ PRZYSZŁOŚCI.
Jedna z towarzyszek podróży zadumała się, jak może wyglądać życie ludzi, których domy mijamy. Ja spróbowałem spojrzeć na to od drugiej strony – co o życiu tych ludzi mogą myśleć CUDZOZIEMCY przejeżdżający obok ich domów.
Co się dzieje w polskich domach, my mniej więcej wiemy. Miejscowość za miejscowością, kilometr za kilometrem, ciągnął się pudełkowate budowle. 200 – 300 metrów kwadratowych albo i więcej. Obowiązkowo balkony, również na wsi. Wejście wysoko nad ziemią, więc do własnego domu trzeba włazić po schodach. Dlatego nierzadko istotnym ośrodkiem życia jest przysposobiony garaż lub letnia kuchnia. Tam gdzie gospodarze są “z pretensjami”, w garażu się nie siedzi. Oprócz głównych drzwi na pokaz, są wygodniejsze, kuchenne, do użytku na co dzień. Schodami podłazi się już w środku.
Wszyscy budowniczowie mieli i mają zamysł, aby zbudować dom dla siebie i dzieci. Tak twierdzą, ale często ukrytym powodem jest CHĘĆ POKAZANIA SIĘ. Praktycznie wszędzie, dzieci mają w nosie takie pomysły i wynoszą się do siebie. Wcześniej czy później zaczynają budować kolejnego, nikomu nie potrzebnego budowlanego potworka. Dla siebie i dla dzieci…
Co może pomyśleć taki Duńczyk, gdy widzi taki dom, zwykle kilka razy większy od jego własnego? A gdy zobaczy niemal CAŁY KRAJ zabudowany takimi domami? Jako człowiek nauczony liczyć pieniądze, bo dzieci w duńskiej szkole uczą się liczyć na pieniądzach a nie na jabłkach, szybko zweryfikuje swoje dotychczasowe pojęcie o Polsce jako kraju biednym. Jako człowiek praktyczny, zaraz zapyta żartem, a kto to wszystko sprząta? Jako człowiek ciekawy świata, zapyta o co tu chodzi.
Nie sądzę, żeby gospodarny i praktyczny człowiek był w stanie pojąć do końca, co się dzieje w tych domach. Choćby to, że w wielu domach nie ma tyle sprzątania, bo większości tych pomieszczeń się nie używa. Jak się nie używa, to się też nie ogrzewa. Potem gospodarze przesiadują z domownikami i znajomkami w jakiejś kuchni czy pokoiku i narzekają. Zwykle NA BIEDĘ. Kiedy ich dziecko ma komunię lub wychodzi za mąż, urządzają przyjęcie bez gustu, ale po kosztach jak duńska królowa. Kiedy ktoś z nich umrze, pakują majątek w nagrobek. Mniejsza o jego estetykę, ważna jest wystawność, bo przecież w gruncie rzeczy nie robią tego dla zmarłego tylko dla siebie. Dzięki temu cmentarze wyglądają jeszcze gorzej i jeszcze bardziej bez sensu niż miasta i wsie.
Ale w gospodarce ZAWSZE JEST COŚ ZA COŚ. Te pieniądze wydane na rzeczy nikomu nie potrzebne, wysiłek budowniczych, materiały, transport, to wszystko jest jak para w gwizdek. To przez to zabrakło na przedszkole, na internet, na drogę, na most, na lotnisko. A bez tych rzeczy nie ma rozwoju. Tkwimy w tym wszystkim jak w pętli ubóstwa. Narzekasz na biedę, rodaku? To przypomnij sobie przysłowie i odpowiedz sobie sobie sam, czemuś biedny.
Też niekiedy zastanawiam się nad tym samym, podróżując po Polsce, ba, nawet spacerując po moim mieście. Ja bym jednak dodał coś innego – bardzo często ludzie nie dbają właśnie o schludny i czysty wygląd swego domostwa i jego otoczenia, natomiast pakują pieniądze w inne rzeczy. Żebyś zrozumiał o co mi chodzi – u mnie w mieścinie są też domy, które wyglądają fatalnie, syf, jakiś gruz na podwórku, złomowisko, tynk ze ścian się sypie, po prostu przerażenie. I na takim podwórku stoją niekiedy naprawdę drogie samochody. Bo samochód to coś, co trzeba pokazać “krążąc” po mieście. A dom… Wiesz o co mi chodzi? Tak jak piszesz ludzie żyją na pokaz, a nie potrafią o swój dom zadbać, takie coś mnie zawsze szokuje…
Generalnie masz dużo racji (a kiedy nie masz, często się zgadzamy). Kiedy mam klientów z zagranicy i mówię im o średnich pensjach w naszym kraju pada sztandarowe pytanie: jeśli tak rzeczywiście jest, to skąd te Mercedesy, skąd wypasione wille, skąd taki przepych gdzieniegdzie? Trafiłeś w sedno pisząc o tym, że obcokrajowiec podróżując przez Polskę widzi właściwie wszędzie, że całkiem całkiem dobrze nam musi tutaj iść i to narzekanie jest sztucznym wymyślaniem problemów. Bo w Polsce ludzie zrobią wszystko, by wyglądać dobrze na zewnątrz, niestety…
@fi: trafiłeś w sedno z tym problemem niedbałości o swoje otoczenie. To już mi się nie mieściło we wpisie, może jeszcze do tego wrócę, ale uderzający jest choćby kontrast między bajkowymi, ślicznymi krajobrazami wiosek w Niemczech a tymi wielkimi domiszczami u nas, do których nie da się dojechać. To samo z samochodami, sprzętem audio i wideo, królewskimi darami na komunię a z drugiej strony prowizorka na każdym kroku. Wystawność i klepanie biedy w jednym.
Staropolskie “zastaw się, a postaw się” działa nadal. Choć dosyć ciekawy wniosek wysnułeś – przez okazałe cmentarze nie ma lotnisk (upraszczam celowo). Ja na to patrzę w ten sposób – kupujesz okazały nagrobek, płacisz masę kasy kamieniarzowi. On buduje sobie okazały dom, płaci murarzowi. Murarz wyprawia komunię córce, płaci kucharzowi. Kucharz kupuje mercedesa – płaci dilerowi. I tak to się kręci. A gdzie tu lotnisko, droga, most? A od każdej transakcji leci VAT, potem PIT / CIT.
Niemniej – życie ponad stan jest plagą. A wystarczy nieco pokombinować choćby przy codziennych zakupach, aby potem sobie tego merca nie kupować na kredyt, a nawet za gotówkę. Serio. Polecam przemyślenia Kiyosakiego oraz kilka blogów:
http://appfunds.blogspot.com/
http://blog.viixpublish.info/
http://blogi.bossa.pl/
A takie śmieszne domki to się nazywają “gargamelki” i wyglądają tak:
http://raider55.blox.pl/html
A czemu mój komentarz sie nie pojawił?
@wt: a był jakiś? Żartuję;) Nie mam włączonego moderowania ani antyspamu, nie wiem co się mogło stać. Zaraz jeszcze sprawdzę w sterowni, ale to pierwszy taki przypadek. Chociaż oczywiście, jak ulał pasuje tu publikowane już w “Warto wiedzieć” powiedzonko Benny Hilla o braku skarg na nieotwierające się spadochrony.
No zgadza się, jednak czekał komentarz na moderację. Został zatrzymany, bo zawierał większą ilość linków, co jest podobno cechą spamu.
@WT: A ja to widzę tak: To co opisałeś to kółeczko rozpasanej konsumpcji. Czy nie lepiej byłoby tak: dokonujesz godnego pochówku, płacisz kamieniarzowi ile trzeba, a resztę oszczędzasz. Kamieniarz buduje sobie dom na miarę potrzeb, płaci murarzowi, resztę oszczędza. Murarz wyprawia córce komunię, płaci kucharzowi za miłą rodzinną uroczystość, resztę oszczędza. Kucharz kupuje samochód jaki mu potrzeba, resztę oszczędza. I tak to się kręci. Każdy ma to co mu faktycznie potrzebne do życia, oraz oszczędności. To ważne, bo przez niepohamowaną konsumpcję jesteśmy bardzo zadłużeni. Przejadamy swoją przyszłość i dzieci. Oszczędności dajemy do banku, na studia dla dzieci. Bank mając potężne środki od ciułaczy angażuje się w budowy dróg i lotnisk, które inicjuje państwo, bo ma pieniądze z VAT/PIT/CIT. Te budowy są tańsze, bo ceny materiałów i ziemi, są niższe niż wtedy, gdy zamiast przedmiotem inwestycji stają się przedmiotem powszechnej konsumpcji. Zaoszczędzone pieniądze… itd.
święta prawda, Sławkas, święta prawda, marzy mi się emerytura spędzona w samochodzie-przyczepie, jeżdżąc po całym świecie… moje jedyne zmartwienie wtedy – benzyna:)
@Slawkas: Też miałem niedawno podobne schodki z komentarzami, zanim się zorientowałem chwilę trwało;) Zrób najlepiej tak jak ja – ustaw w opcjach 10 linków albo coś koło tego, i nie będzie problemu;)
@Beata: No właśnie, czyż nie jest to zdrowsze podejście niż martwienie się o nabłyszczany pomnik:)
@fi: Może nie na dziesięć, ale faktycznie coś dodam. Proszę jak WT wymusza podnoszenie standardów:)
A to dopiero początek…HAHAHAHAHA!:)
Pisanie kapslokiem chyba nie będzie potraktowane jako spam?:)
@Slawkas: To masz pecha, WT to dopiero potrafi być upierdliwcem:P (Bez obrazy WT:))
Ale tak a propos standardów – nie znam się na tym wszystkim, ale u Ciebie za każdym razem, kiedy chcę komentarz napisać, muszę na nowo wpisywać dane (nick, e-mail, adres). To coś – podpowiada mi to mój ograniczony umysł informatyczny – z ciastkami? Tylko dziwne, bo wszędzie indziej to działa, tzn. automatycznie formularz jest wypełniony, tylko u Ciebie nie. Nie wiesz OCB?
@fi: się mówi “bez urazy” chyba…:p a właśnie, zagadka językowa: mówi się “Karaimi” czy “Karaimowie”?
@Slawkas: no własnie, u Ciebie jakoś tak się samo nie wypełnia jak na Cytadeli, muszę wybierać z rozwijanej listy…jakieś pomysły?
@WT:Olaboga, znowu zaczynasz…;) Co to w ogóle są “Karaimi”?
Nie mam pojęcia, dlaczego strona Was nie pamięta. Ja też muszę wypełniać formularz nawet wtedy gdy jestem zalogowany do bloga jako administrator. Być może coś mam źle ustawione, ale dlaczego to nie wiem. Sam niczego nie zmieniałem. Traktuję to jako przejściowe trudności, bo zbliża się dzień, kiedy podniosę WP do 2.51. Może wtedy będzie lepiej:)
Ouh, to jeszcze nie podniosłeś??:) Ja wpakowałem sobie 2.5.1 od razu jak wyszedł, i musiałem odtwarzać stronę;))) Ale nie ma źle – sam po prostu trochę błędów narobiłem. Co najważniejsze, to powyłączaj najpierw WSZYSTKIE wtyczki – bo może być bigos. Potem rób update – polecam Ci w tym celu Instant Upgrade, świetny plugin, wpisujesz tylko dane FTP serwera i aktualizacja leci z automatu:)
@fi: jako człowiek ciężko doświadczony internetem nie śpieszę się;) 2.3.1 zainstalowałem i zaraz pożałowałem, bo był dla mnie gorszy od 2.coś-tam-mniej. 2.5 też był taki oczekiwany a już po paru tygodniach miał poważny wymuszony upgrade. Dzięki za info o Instant Upgrade:)
slawkas, mam ochotę się spalić i rozsypać:) ale boje się, że będzie bolało…
@Beata: jest sposób, aby nie bolało. Spal się i rozsyp dopiero po swojej śmierci… coś czarny humor sie mnie trzyma.
@fi: a ja już wiem, że można używać formy “Karaimi”, jak i “Karaimowie”:)
I na koniec mała złośliwość… problemy z WordPressem? My na bloxie i na blogspocie nie mamy takich problemów:P
@WT: Dalej nie wiem, co to jest w ogóle, “Karaimi” (a, już przeczytałem na Wikipedii):)
Wiesz, odnośnie problemów z WordPressem: kiedyś od znajomego z pewnego koncernu niemieckiego usłyszałem bardzo mądre zdanie (było po angielsku, ale nie pamiętam brzmienia, więc dam po polsku): Nie istnieje w naszej firmie coś takiego jak PROBLEMS, istnieją tylko ISSUES:)))
@fi: wiki rządzi:) A to, co napisałeś, to klasyczne “it’s not a bug, it’s a feature”:)
@Beata: Samo rozsypywanie nie wygląda tak źle. Trzeba więc pominąć to spalanie, wystarczy trochę poczekać…
@WT: U Was na bloxie i blogspocie to w ogóle nic nie ma;)
@fi: Ja się i tak nie liczę do żadnej statystyki. Przynajmniej nie powinienem, ze względu na nietypowość. Np. co sądzicie o del.icio.us? Przyglądałem się, przyglądałem, w końcu stwierdziłem, że dobre to jest, co ja się będę motał w zakładkami i osobnymi notatkami z linkami. Założyłem konto, zainstalowałem wtyczki, pięknie wszystko otagowałem. Po jakimś czasie usunąłem zakładki i notatki. Za kilka dni wchodzę na swoje konto, a tam nie ma NIC. Czy ja jakiś Jonasz jestem:)) Oczywiście del.icio.us mój wróg…
Delicje rządzą – i to nie jest googlowskie, a yahoo’owskie:) No, ale Ty nie lubisz Googli, to i Y! pewnie Ci nie w smak:) Masz pecha…
@WT: No przecież piszę, że mam:) Ale to nie mój problem, bo zawsze jest ktoś, kto ma podobną usługę. Teraz korzystam z furl.net A poza tym kartka i ołówek nie są dla mnie przeżytkiem. Tylko, że utraty wszystkich linków prędko nie daruję, bo nie wyobrażam sobie jak może dojść do sytuacji, gdy czyszczone jest całe konto. Zresztą faktycznie, Y! to lipa:)
@WT: Eeee, to nie to samo, tu bardziej chodziło mojemu koledze o to, że w ich firmie nie wolno używać słowa “problem”, bo ma negatywne konotacje i oznacza od razu, iż Klient musi się zacząć martwić. Natomiast “issue” to po prostu w tym przypadku neutralny “temat” (a “feature” to jednak coś pozytywnego), jeden z wielu do załatwienia. Ale się czepiam, nie, też potrafię!;))
@Slawkas: Nie bawiłem się z Delicjami nigdy, podobnie jak inne Stumbleupony czy takie (jedynie Wykop to mój dom). Jakoś mnie to nie rusza. Z rzeczy naprawdę doskonałych (choć będziesz strasznie marudził, bo to produkt Googla) jest Google Browser Sync – rewelacja, a podsunął mi to Mariusz w jednym z wpisów. Bez tego nie mógłbym żyć – synchronizacja zakładek, ciastek i innego dziadostwa pomiędzy różnymi komputerami!
@Slawkas: może i Y! to lipa, ale delicje i Flickr rządzą – i tego będę bronić jak niepodległości:)
@fi: a przekonać Cię do delicji?:) A serio – nie używam Google Browser Sync (choć rozważam:), bo mam delicje. Jedyne, co muszę zrobić, to zainstalować we Flocku oficjalny dodatek Delicji dla Firefoxa i… mam wszystkie zakładki w panelu bocznym i lekko, łatwo i przyjemnie dodaję kolejne – super sprawa przy zbieraniu materiałów do bloga. A ponieważ ostatnio działam tylko na jednym kompie, to materiały do notek zbieram w fiszkach Flocka, a w delicjach tylko jakieś fajne artykuły, strony, gry on-line itp:)
@WT: Nieee, nie musisz przekonywać;) Google Sync ma sens tylko w przypadku, gdy korzystasz z więcej niż jednego komputera (ja mam służbowego laptopa i domowy stacjonarny), wtedy to rewelacja i żadne Flocki, delicje i inne chabozia nie pomogą;) Jeśli jednak nie – nie ma to sensu…
@fi: rozróżnienie problem a issue warte zapamiętania. Wyższa forma ‘propagandy sukcesu’:)
W delicje itp. też się nie bawię, potrzebuję tylko miejsca, gdzie zawsze znajdę swoje linki, niezależnie, z którego komputera bym korzystał. Podobnie czytnik zmieniłem na on-line. Oczywiście konta są niedostępnie publicznie. Moje linki są moje, i nic nikomu do tego co zaznaczam, ani mnie nie interesuje, co sobie zaznaczają inni:)
@WT: No to tu nie ma sporu, bo mi chodzi tylko o indywidualne narzędzia, a nie serwisy społecznościowe. Niepodległość Y! z przydatkami jest z mojej strony niezagrożona:)
@fi: nawet, jak korzystam z jednego kompa, to dobrze mieć delicje – jakbym nagle gdzieś potrzebował jakiegoś linka. Takie jest moje zdanie:) A Flock z połączeniu z del.icio.us, Flickrem, Googlem itd. to jest dla internetu tym, czym ten Wasz linuks dla komputera i WordPress dla blogów:)
@Slawkas: popatrz…Ty mówisz “potrzebuję tylko miejsca, gdzie zawsze znajdę swoje linki”, ja mówię del.icio.us, Ty mówisz “czytnik zmieniłem na on-line”, ja mówię Google Reader, Ty mówisz “konta są niedostępnie publicznie”, ja mówię – oczywiście, że tak. Czyli w sumie mówimy o tym samym. A pecha to masz…:(