Ekspandujące rodzynki
by taktyczny
Na Cytadeli coraz pojawiają się artykuły odnoszące się do TEORII WIELKIEGO WYBUCHU. Według tej teorii następuje ekspansja przestrzeni, a w niej „jak rodzynki w rosnącym cieście lub punkty na nadmuchiwanym balonie, tkwią galaktyki”. Ale co się dzieje z tymi rodzynkami, z samą materią? Czy one nie ekspandują? Czy materia nie podąża za przestrzenią? Przecież to ona stanowi o istnieniu tej przestrzeni.
Nasunęło mi się takie pytanie, bliższe ciału, bo dotyczące koszuli: czy przestrzeń, którą stanowią nasze ciała, również ekspanduje? I czy ma to wpływ na nasze życie? Oczywiście pytanie dotyczy zachowania wszystkich ciał materialnych, ale ten mój antropocentryzm nie jest przypadkowy, o czy może jeszcze kiedyś napiszę.
Uważam tak, że wraz z rozszerzającym się Wszechświatem powiększa się WSZYSTKO CO NAS OTACZA I MY SAMI. Nie zauważamy tego, ze względu na proporcjonalność powiększającego się otoczenia. Wraz z otoczeniem powiększają się masze wzorce miary, przyrządy pomiarowe itd. Dlatego wszystkie wymiary pozostają w w sensie miary takie same. Dla obserwatora z zewnątrz, dysponującego zewnętrznym punktem odniesienia, rośniemy.
Obserwujemy jedynie oddalanie galaktyk, co odkrył Hubble. Galaktyki oddalają się od nas, i to tym szybciej im są bardziej odległe, a brak tego zjawiska lokalnie, jest tłumaczony wpływami grawitacji. Ale czy nie wynika to ze skali? To jak z tymi rodzynkami w cieście. Położone dalej, wyraźnie się od siebie oddalają gdy ciasto rośnie. Znajdujące się bliżej nie uciekają tak od siebie.
A co jest w tym momencie z prędkością światła? Prędkość światła w próżni jest stała i jest to największa prędkość we Wszechświecie, nie zależy od częstotliwości fali ani układu odniesienia. Prędkość oznacza drogę przebytą w jednostce czasu. Jeśli mierzymy prędkość np. w metrach na sekundę, a ten metr nam ekspanduje, a światło w próżni musi w ciągu sekundy przebyć tych metrów 299 792 458, to jeśli te metry są coraz „dłuższe”, to czy światło musi być coraz „szybsze” dla zewnętrznego obserwatora? Nie da rady, bo prędkość światła nie zależy od układu odniesienia.
Co się musi stać, żeby zachować tę samą prędkość na takich samych jednostkach długości, które jednak ekspandują? Wtedy musi PRZYSPIESZYĆ CZAS. A to już możemy zaobserwować. Widać to na przestrzeni pokoleń, zauważamy to nawet na przestrzeni naszego życia. TO DLATEGO CZAS BIEGNIE CORAZ SZYBCIEJ…
Kiedyś pewien fizyk spowodował naprawdę wieeelki wybuch i powiedział: „Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”. Czy FI też chodzi coś takiego po głowie? :)
A Ty napisałeś to jako problem fizyczny czy filozoficzny, bo jeśli to drugie, to biegnę po pół litra „przyjaciela filozofów” :)
@Mariusz: a co to jest pół litra na trzech…weź skrzynkę, się potem rozliczymy.
@Slawkas: no to pojechałeś. Finwe będzie miał cięzki orzech do zgryzienia – i to z każdą minutą orzech ten będzie coraz większy. A nie jest tak, że wraz ze wzrostem przestrzeni i wszystkich obiektów powiększają się też cząsteczki światła? Tylko jak to powiązać z prędkością…poczekajmy na wsparcie ze strony Mariusza:)
@Mariusz: Z filozofii wyodrębniły się wszelkie nauki. Tak, że jak ktoś kiedyś powiedzial, filozofii pozostały już tylko rozważania na temat języka. Ale przy okazji rozważań kosmologicznych wszystko wraca do źródeł. Idę do piwnicy. Kiszone czy sałatka?
@WT: Dobra uwaga z tymi cząsteczkami światła. Myślałem o tym, ale doszedłem do wniosku, że korpuskularna natura światła nie jest tu problemem. Wszelkie czątki elementarne, z których składają się rodzynki, oczywiście też ekspandują. Nie zmieniają swojej masy. Ani oczywiście gęstości, bo przecież jednostki miary też się powiększają.
Koledzy, lubicie mnie chyba gnębić, co?:) A tyle razy mówiłem, że nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, jedynie staram się przekazywać to, w jaki sposób rozumiem dane zagadnienia…;) Ale dobra, jakoś muszę się wybronić, postaram się na tyle na ile potrafię:
1. Stwierdzenie, że materia stanowi o istnieniu czasoprzestrzeni.
Nie zgadzam się z tym, bo niby dlaczego to materia ma decydować o istnieniu przestrzeni jako takiej? Czasoprzestrzeń to mocno abstrakcyjny byt geometryczny, w którym materia jest jedynie drobnym zachwianiem jego struktury, zakrzywieniem. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by istniała pusta czasoprzestrzeń, zupełnie taka, jak w idealnym świecie matematyków.To materia „zależy” od czasoprzestrzeni, bo w niej istnieje;)
2. Ekspansja nas samych
To znacznie trudniejszy temat, niż się wydaje. Jak pisałem w komentarzach do mojego postu moje zdanie jest takie – i będę przy nim obstawał – że rozszerzanie Wszechświata, czasoprzestrzeni, nie jest równoznaczne z tym, że rozszerza się wszystko, w tym na przykład ja i Slawkas:) Mówimy o rozszerzaniu się samej przestrzeni, pustej, znajdującej się pomiędzy obiektami takimi jak wielkie gromady galaktyk czy supergromady, w wielkiej skali. Nawet galaktyki jako takie się nie rozszerzają, ponieważ wiązane są siłami grawitacji. Przestrzeń się rozszerza powodując, że duże struktury się od siebie oddalają, jednak jaka jest więź grawitacyjna pomiędzy nimi? Zaniedbywalnie mała. Nie zapominajmy o tym, że w przypadku zwartego obiektu, nawet gdyby miał się rozserzać, istnieje coś takiego jak siły łączące pomiędzy sobą cząstki elementarne, ściślej rzecz biorąc kwarki (oddziaływanie silne), które – niespodzianka – staje się silniejsze wraz ze wzrostem odległości.
Dlatego uważam, że nie rozszerzamy się ani my, ani otaczający nas świat (Ziemia, Układ Słoneczny, Droga Mleczna) właśnie dzięki grawitacji. Siła napędzająca ekspansję czasoprzestrzeni jest niezwykle duża, ale w ogromnej skali – w mniejszych jest niezwykle słaba.
3. Dla obserwatora z zewnątrz rośniemy.
Nie do końca zrozumiałem, jakiego obserwatora – spoza wszechświata? Bo to jedyny układ odniesienia „zewnętrzny”. Jednak nie istnieje coś takiego jak „poza” Wszechświatem… bo jest on wszystkim co istnieje (celowo nie wspominam o egzotycznych teoriach, takich jak wieloświaty czy brany, gdzie tych wszechświatów jest wiele).
4. Obserwacje galaktyk
Nie ucieka od nas zaledwie niewielka grupka galaktyk (niektóre nawet się zbliżają), jednak to wynik bliskości i oddziaływania wewnątrz grupy. Wszystkie inne jednak oddalają się. Piszesz o efekcie skali – w pewnym sensie masz rację, nie pamiętam teraz dokładnie, ale widziałem kiedyś przykład z gumką (choć czasoprzestrzeń nie ma takich własności): rozciągaj gumkę po zaznaczeniu na niej dwóch punktów. Bliższy Tobie oddali się o jakąś określoną odległość w określonym czasie, jednak ten dalszy proporcjonalnie w tym samym czasie przebędzie większą drogę.
5. Z prędkością światła nie dzieje się po prostu nic. Jak piszesz to rzecz nienaruszalna, jednak moim zdaniem w Twoim myśleniu jest pewien błąd – dlaczego rozszerza się metr lub generalnie jednostki miary? Jeśli weźmiesz tą gumkę, którą wymieniłem wyżej, czy jej rozciągnięcie oznacza, że nie będziesz już jej mógł mierzyć w takich samych milimetrach powiedzmy? Do jakiejś galaktyki jest ileś miliardów lat świetlnych – światło potrzebowało na przebycie tej odległości tyle czasu. Zostało jednak wysłane do nas przed wieloma miliardami lat – zwiększyła się po prostu droga, jaką musiało przebyć, nie znaczy to jednak, że musiało „przyspieszać”.
Jednostka miary nie jest przecież przypięta do jakichś dwóch punktów przestrzeni, które, kiedy się oddalą, zwiększają jednostkę. To jednostka jest tutaj nadrzędna, odmierzając odległość zawsze tak samo, nawet jak oddalą się dane punkty. Może to wszystko brzmi bezładnie, ale rozumiesz moje podejście tutaj?
6. Przyspieszanie czasu
Tutaj akurat sprawa jest dość jasna – prędkość upływu czasu jest względna dla każdego z obserwatorów, to pewnik z STW.Czas może płynąć wolniej, szybciej, niemal się zatrzymać, ale tylko dla odpowiedniego obserwatora. Nie można powiedzieć, że dla Wszechświata czas przyspiesza, bo to zależy od obserwatora. Wszechświat jest naszym „ostatecznym” układem odniesienia i nie możemy przejść do „innego”.
Mam nadzieję udało mi się mniej więcej napisać jak to widzę;)
@WT: Z wymienionych wyżej powodów nie uważam, by powiększały się fotony:)
Jeszcze bardzo fajny link:
http://wszechswiat.astrowww.pl/bigbang.html
Taa, a już było wszystko jasne, to przyjdzie taki trzeźwy i wszystko zepsuje:)
A mówiąc poważniej, to z obserwuję u siebie, jak bawią mnie takie rozważania. Nie mają one wielkiej mocy, a czasem i pewnie nawet konsekwencji, ze względu ma brak usystematyzowanej wiedzy, ale przecież zawsze można trafić na jakiegoś pasjonata i w ten sposób coś uścislić;) A można się przy tym dobrze bawić:)
Co do rodzynek, to przypuszczałem, że rozszerzanie materii to jest główny punkt zaczepienia, No trudno. Ale!… :)
Spekulatywnie nie jest to wykluczone. Przypuścmy, że stoi sobie fi z rękami rozłożonymi na szerokość jednego metra, bo własnie tyle książek chce dzisiaj wziąć z biblioteki. Czas płynie, fi ekspanduje, odznaczony mestr ekspanduje, książki ekspandują, fi dostaje zamówienie i wraca do domu z metrem książek. W jego świecie nic się nie zmienia. Jego sposób pomiaru nie pozwala mu na obserwacje zmian. Dlatego też (m.in.) napisałem o tym antropocentryźmie. Ale obserwator z zewnątrz – zgadza się, spoza wszechświata – widzi tę ekspansję. Obserwator zewnętrzny jest wymyślony, tak jak można było wymysleć tego astronautę czyniącego spostrzeżenia na horyzoncie zdarzeń. A czas ucieka… :)
@fi: Jeszcze nurtuje mnie, oczywiście nie tylko to, ale na ten raz, sprawa istnienia przestrzeni. A co innego może wyznaczać przestrzeń niż materia? W tym linku, który podałeś też wcale tak jednoznacznie o tym nie jest napisane. Jest i stwierdzenie mówiące o odrębnym istnieniu przestrzeni, jak i łączące jej byt z materią. Oczywiście ten problem nie pochodzi ode mnie, mi się tylko coś kołacze po głowie z dawnych lat, że jest związek przestrzeni z materią.
Myślę, że jeśli przyjęli byśmy, że przestrzeń i materia są niezależne, wtedy moglibyśmy mówić nawet o czymś zewnętrznym wobec Wszechświata. Chociaż była chyba taka koncepcja, mianowicie eter Platona. Jak dla mnie koncepcja nie pozbawiona sensu, mniejsza o dowody…
@Slawkas „przyjdzie taki trzeźwy i wszystko zepsuje”: nie zawsze. Wg świadków balety u Hitlera były zawsze udane, pomimo tego, że gospodarz pił tylko wodę. Adolf siedział sobie grzecznie i nie przeszkadzał innym zsuwać się pod stół :)
Moim zdanie zasięg przestrzeni i czasu (a co za tym idzie wszechświata) wyznacza światło wyemitowane podczas BigBangu…
@Slawkas: Wybacz, że urwałem dyskusję, miałem ostatnie dni trochę młynka…:)) No ja tu widzę się wysilam, wyciskam ze swej biednej głowy ostatnie krople inteligencji, a tutaj taka odpowiedź;)) Nie chciałem psuć zabawy, a skąd, jednak kiedy rozmawiamy o tematach, które mnie szczególnie interesują, staram się być rzeczowy, szczególnie że Twój wpis, mimo żartobliwego tonu, stawia naprawdę ciekawe pytania:)
Ciągle obstaję, że przestrzeń nie jest wcale zależna od materii. Wspominasz o eterze Platona, to wcale nie taka zła myśl, bo akurat w sprawie przestrzeni nauka już kilkakrotnie zataczała koło – ostatnie koncepcje z XX wieku wcale nie są tak oddalone od tych z antyku, inaczej się to tylko nazywa i jest bardziej „uczone”:)
Wchodzimy tu w ciężkawą filozofię już – pytasz co może wyznaczać przestrzeń poza materią. Moim zdaniem przestrzeń jako byt fizyczny nie potrzebuje żadnego wyznacznika, czegoś, co ją tworzy czy definiuje. Po prostu jest. A materia w niej sobie przesiaduje;)))
@Mariusz: Dziękuję za porównanie, no ładnie mnie podsumowałeś;)) Do Adolfa mam nadzieję jednak mi daleko…
Nie zgadzam się z Tobą, bo prędkość światła jest maksymalną prędkością we Wszechświecie, jednak nie SAMEGO Wszechświata:))) Zakłada się, że Wszechświat miał fazę intensywnej ekspansji na początku (fazę inflacyjną), kiedy rozszerzał się niemal wykładniczo, znacznie szybciej niż robi to światło
@Mariusz: Generalnie Herr 18 był ciekawym człowiekiem. Oprócz abstynencji, był zdaje się wegetarianinem, więc tak bardzo nie szkodził życiu na Ziemi. No myślę, że fi faktycznie może być zaskoczony, nie tyle porównaniem, bo przecież to jego nie dotyczy, co skojarzeniem:)
Przestrzeń jako byt wyznaczony przez światło – no nieźle. Dla mnie też jak najbardziej do przyjęcia, bo pokrywa się z moim poglądem na materię jako wyznacznik przestrzeni. Ale przy tej okazji, na stronie, którą podał fi, pada takie stwierdzenie: nie ma ograniczeń co do tego jak szybko może się rozszerzać Wszechświat.. No to co z prędkością światła? Czy Wszechświat może się rozszerzać z prędkością większą niż prędkość światła, która jest przecież wielkością stałą i nie możliwa do przekroczenia? I tu taki nasuwa mi się problem: z jednego punktu przestrzeni emitowane są 2 fotony, wzdłuż tej samej prostej, w przeciwnych kierunkach. Obydwa poruszają się w próżni z prędkością światła c. Z jaką prędkością rośnie odległość między nimi?
@fi: Odpowiedź była żartobliwa. Te rozważania tutaj też mają formę rozrywkową, bo sam zdaję sobie sprawę z pewnych ich słabości. Ale te pytania faktycznie mnie samego zaczęły intrygować i samo ich stawianie oraz szukanie odpowiedzi jest interesujące. Raczej nie uprawiamy tu żadnej z nauk ścisłych, ale o filozofowaniu na pewno można mówić. Przez Ciebie, kolego mi się tak porobiło, więc nie narzekaj tylko wysilaj móżdżenie;)
Bo weźmy takie Twoje stwierdzenie: [Przestrzeń] Po prostu jest.. W filozofii, i to zdaje mi się, że weszło to u Platona, takie stwierdzenie odnosi się do bytu absolutnego (nie fizycznego, jak napisałeś), do Boga. Dla mnie to jest OK, ale myślę, że gdybyś napisał coś takiego na swoim blogu, To Twoi racjonalnie nastawieni czytelnicy mieliby kilka pytań do Ciebie:) Na wszelki wypadek nie wchodź już w formy osobowe Najwyższego, bo groziłby Ci jeszcze najazd teologów…
Jaka mamy pewność, że to nie my się oddalamy, tylko te wszystkie inne gwiazdy, super jakies tam, dziury i w ogóle?
z przyspieszania czasu rozumiem, ale nie zgadzam się na – starzenie:(
@Slawkas: Jakbym Ciebie wyczuł, o tym właśnie już zaczynałem pisać, że Wszechświat może rozszerzać się szybciej niż światło. Prędkość światła to w końcu prędkość ograniczająca ruch we Wszechświecie, nic nie może się w nim szybciej poruszać. Poza nim samym;) Brzmi to bardzo dziwnie ale z drugiej strony dlaczego przestrzeń miałaby podlegać ograniczeniom tego typu?;)
Twój przykład z dwoma fotonami również to obrazuje. Prędkość obu jest stała i równa prędkości światła, szybciej te fotony nie mogą się poruszać. Jednak odległość między nimi zwiększa się z prędkością 2c. I nie jest to żaden paradoks czy łamanie praw – c to prędkość maksymalna ruchu ciała bezmasowego. Tutaj jednak nie mówimy o ruchu czegokolwiek, a zwiększaniu się dystansu między obiektami. Podobnie sprawa wygląda czasem z oddalaniem się galaktyk, które oddalają się od nas z prędkością nadświetlną;)
@Slawkas: Rozumiem, pożartować oczywiście trochę można. Zgadzam się z Tobą, że ten dyskurs na pewno nie jest dysputą naukową, a raczej rozważaniem dwóch ignorantów (bez obrazy!!;)), luźnym snuciem domysłów, to prawda. Czy to sprawia przyjemność – jak najbardziej, takie „filozofowanie” niczemu nie szkodzi a jest przyjemnym zajęciem;)
Co do mojego może i niefortunnego stwierdzenia z przestrzenią, nie obawiałbym się zbytnio racjonalnych czytelników;) Mimo wszystko to mój blog, więc mogę na nim wyrażać swoje poglądy. Mam równocześnie wrażenie, że nie czytają mnie osoby rzeczywiście znające się na rzeczy – gdyby tak było, myślę, że już dawno wytknięto by mi wiele błędów, bo czasem mam niejasne przeczucie, że zaczynam się motać i pisać bzdety;)))
@Beata: Mam nadzieję Slawkas wybaczy, że piszę dziesięć komentarzy pod rząd, ale nie chciałem w jednym pisać o wszystkim;)
Na Twoje pytanie odpowiedź jest taka: nie mamy żadnej pewności, że się nie oddalamy, wręcz przeciwnie, jesteśmy pewni, że się oddalamy. Problem w tym, że – dyskutowaliśmy o tym wyżej ze Slawkasem – zakładasz, iż nasz układ odniesienia (Ziemia) jest układem wyróżnionym, nadrzędnym. Tymczasem kosmologowie ustalili, że Wszechświat jest niemal całkowicie jednorodny i nie można w nim wyróżnić żadnego punktu, niczego wyjątkowego. Dlatego Twoje podejście jest w założeniu błędne – to nie od nas oddalają się wszystkie galaktyki, które widzimy (prawie). Kiedy znajdowalibyśmy się w innej galaktyce, widzielibyśmy to samo – oddalające się galaktyki, w tym Drogę Mleczną. Poprzez ekspansję Wszechświata wszystkie obiekty oddalają się od siebie w takim samym stopniu;)
@fi: Nie kłam. Fazę inflacyjną Balcerowicz wymyślił :)
@slawkas: jest ruch ekologiczny, który postuluje zaprzestanie przez ludzkość rozmnażania, w celu wymarcia :) Może H. należał do nich, tylko był trochę bardziej radykalny :))
@fi: Dziękuję Ci za wyrazy uznania w imieniu wszystkich czytelników;))
Prędkość rozszerzania wszechświata większa od c to dla mnie coś nowego. Muszę to przetrawić. Za to nie za bardzo wiem, jak podejść do tego mojego przykładu z fotonami. Na pierwszy rzut oka mamy tu szkolne zadanie z dwoma pociągami. Ale mówimy przecież o prędkości światła, o stałej niezależnej od układu odniesienia. Zwiążmy teraz nasz układ odniesienia z jednym z tych fotonów. Czyżbyśmy mogli mówić, że drugi foton porusza z prędkością 2c?
@Mariusz: Wszelki fanatyzm zawsze ma dla mnie za przyczynę ten sam defekt w głowie. Objawy zależą tylko od możliwości. Gdyby żył dzisiaj, H. być może byłby skrajnym ekologiem, w długimi kudłami i nonkonformistycznym wąsikiem. Albo feministą, albo cośtam. A że trafił na takie warunki jak trafił, to się skupił na czystości. Rasy.
@Beata: fi już odpowiedział, ja tylko dodam, że najlepsza analogia, i chyba najczęściej wykorzystywania to jest powierzchnia nadmuchiwanego balonika. Chodzi o to jak się zachowuje powierzchnia, a nie balonik. Z analogii przestrzennych to jest jeszcze to rosnące ciasto – wyrastające w całości jednocześnie, a nie od jakiegoś konkretnego punktu. Na swój użytek jeszcze stosuję porównanie do ściśniętej gąbki. Zwolniona, rozszerza się ‘cała’.
A co to jest starzenie? ;) Nie przyjmujemy niczego takiego do wiadomości. W razie czego trzeba odwrócić zwrot wektora czasu:)
Jezusmaria… rosnące ciasto? punkty odniesienia? najgorsze dla mnie jest to, że ja tego sprawdzić nie mogę i nigdy nie będę mogła. Obliczac i wyobrażac sobie, jasne , mozna, ale sprawdzić, sprawdzić – nie. I odwieczne pytanie… po co to wszystko?
@Slawkas: Dobra, weźmy więc ten przykład z dwoma fotonami, które poruszają się w przeciwnych kierunkach. Szczególna teoria względności powiada, że prędkość światła c jest prędkością graniczną i maksymalną. W związku z tym logiczne pozornie dodawanie prędkości nie może być prawidłowe. Drugi foton nie może poruszać się z prędkością 2c, bo to złamałoby STW. I rzeczywiście zgodnie z STW niezależnie od tego, jak szybko porusza się jakiś obiekt, dla obserwatora jego prędkość nigdy nie może być większa niż prędkość c. Wynika to z tego, że składanie prędkości, znane nam tak dobrze z życia codziennego (zderzają się jadące z naprzeciwka dwa samochody, jeden jadący 100km/h, drugi 200km/h, prędkość zderzenia zsumowana to 300 km/h) w przypadku prędkości relatywistycznych nie wygląda tak samo, dochodzi dodatkowy czynnik, który powoduje, że złożenie dwóch dowolnych prędkości mniejszych od prędkości światła da w efekcie zawsze prędkość mniejszą od światła.
Dlatego obserwator przesiadujący sobie na jednym z fotonów uzna, że drugi foton porusza się z prędkością światła c.
Polecam dość przystępnie napisany artykuł o najważniejszych postulatach STW: http://mpancz.webpark.pl/fizstw.php
Mam nadzieję trochę wyjaśniłem;)
@Beata: Tak jak piszesz są to rozważania zupełnie nieszkodliwe, jak pisał Slawkas nawet zabawne;) Nikomu w tym przypadku nie szkodzimy, a masz oczywiście rację, że to w zasadzie takie sobie filozofowanie o czymś, czego nie możemy sobie udowodnić lub zaprzeczyć. Tylko jedna uwaga – my nie możemy, ale rzeczy o których piszemy mają naukowe mocne podstawy, to nie jest tak, że to wszystko tylko domysły, bo nauka potwierdziła wielokrotnie już prawidłowość teorii względności, prawidłowość założeń o ekspansji Wszechświata… Nie do końca są to więc fantazje.
Natomiast Twoje pytanie jest faktycznie odwieczne – po co to wszystko? Po to, żeby wiedzieć więcej o miejscu w którym istniejemy…:))
tylko, jak sie juz wie więcej i więcej, to ciągle jest mało i mało…
Akurat w przypadku astronomii czy szerzej kosmologii jest jeszcze gorzej – kiedy dowiadujemy się o czymś, okazuje się, że pojawia się tysiąc nowych pytań:)
@Beata: Też nie mam pojęcia po co to wszystko. Może dlatego, że naprawdę Kartezjusza powinien powiedzieć „jestem więc myślę”;) A może po to, żeby nabrać dystansu, bo i tak szybciej od c nikt nie pojedzie:)
@fi: Może kiedyś sobie to policzę, dzięki za rewelacyjną stronkę pod tym linkiem. Przyjmijmy więc, że dla obserwatora siedzącego sobie na jednym fotonie, drugi pedzący w przeciwnym kierunku będzie miał nadał prędkość c. Czy to jednak oznacza, że odległość między nimi będzie wzrastała z prędkością 2c? Ale wtedy, jeśli prędkość potraktować wektorowo, bo przeceiż można i tak, dlaczego przyrost wektora prędkośdkości nie będzie 2c?
W sumie sorki za tę sieczkę.:) Przy okazji, nie mogłem w Polsce kupić „Krótkiej historii czasu”, chociaż 2 miesiące temu była. Mam za to „Podglądanie Wszechświata” Hellera. Jak przeczytam, to będzie się działo…
@Slawkas: Z tym liczeniem to dałbym sobie spokój, choć może jesteś amatorem matematyki, kto wie, o mnie samym tego na pewno nie mogę powiedzieć;) Zaskakujące tutaj jest to, że fizyka jednak nie zawsze odpowiada matematycznej logice – 0,5 + 0,5 w tym przypadku wcale nie daje 1;))
Tutaj mnie już zagiąłeś całkowicie i szczerze Ci się przyznam, że nie mam pojęcia, czy rzeczywiście odległość między tymi fotonami będzie rosła z prędkością 2c, może zbyt się wcześniej pospieszyłem z tym stwierdzeniem. Zdrowy rozsądek podpowiada, że tak powinno być, jednak kiedy przyjąć powyższe… Nie wiem, szczerze mówiąc. Pogrzebię może jeszcze w materiałach jakie mam, jeśli zmądrzeję, dam znać;)
Nie ma za co przepraszać, dla mnie to wielka przyjemność podyskutować o czymś takim, nawet jeśli mam oczywiste luki w rozumieniu tematu i nie wszystko sam rozumiem;)
Co do „Krótkiej historii…” to w internecie (Merlin, Empik) jest dostępna;) Hellera ostatnio sobie też kupiłem (ale inną książkę, „Pojmowalny Wszechświat”) ale jeszcze nie zacząłem czytać, opornie to idzie;)
Prędkość światła, Adolf H. i… rodzynki. To wszystko i wiele więcej znajdziecie na taktyczny.net. I to w jednym poście!:)
Ja tylko w temacie rozszerzania się Wszechświata z prędkością >c – wiecie, że mnie to wcale, ale to wcale nie zdziwiło? po prostu – jak tak czytam Cytadelę to coraz mniej mnie dziwi z tej całej astrofizyki:) Martwi mnie tylko jedno – jeśli prędkość granicy kosmosu (która, jak już wiemy, granicą nie jest i być nie może) jest większa od prędkości światła, to nie ma takiej możliwości, abyśmy kiedykolwiek sprawdzili czy te teorie trzymają się kupy. A skoro tak, to może nie być żadnej granicy (która w rzeczywistości nie jest żadną granicą) ani rozszerzania z prędkością >c. A więc – może gonimy królika, który nie istnieje?
@WT: Widzę wróciłeś po małej nieaktywności, bo sypiesz dzisiaj z rana komentarzami jak z rękawa, a nawet nowy wpis żywieniowy się pojawił:)))
Rzeczywiście masz tutaj rację, że rzadko spotyka się takie dyskusje, w których przewijają się podobne tematy w jednym miejscu, podoba mi się to i to bardzo – rodzynki Adolfa rozszerzające się z prędkością światła, no piękny to tytuł na jakiś film s-f, prawda?:))
Co do tego przeklętego rozszerzania, to coś w tym jest, co piszesz. Najbardziej mnie tu cieszy, że dzięki mojej stronce przekonujesz się, jak fantastyczne i niewiarygodne rzeczy najprawdopodobniej dzieją się we Wszechświecie, jak bardzo czasem są odległe od naszego rozumienia intuicyjnego rzeczy. A poczekaj – zmontuję blog o mechanice kwantowej, to dopiero będzie wesoło:P
Prędkość rozszerzania jaka jest tak naprawdę nie mam pojęcia – wiemy podobno, że przed ok. 7 miliardami lat Wszechświat zaczął rozszerzać się coraz szybciej, coś się więc wydarzyło (zabrzmi to trochę egzotycznie, ale odpowiadać ma za to potencjalna energia fluktuacji próżni, ładne, nie?:)) i tempo wzrasta. Czy jednak dzieje się to z prędkością większą niż c? Napisałem, że jest to możliwe, bo w sumie nie widzę przeciwskazań, ale nie wiem nic o tym dokładnie:)
@WT: Jeszcze jeden taki post i mój blog zmieni nazwę na Kosmiczne Jaja:)
@fi: Jeśli coś się oddala od nas z prędkością nadświetlną, to nie możemy tego zobaczyć. Może to jest ta masa, której nie możemy się doliczyć w Kosmosie. Ale dalej idąc, zamiast odkrywania coraz dalszych/starszych galaktyk, powinno nam raczej coraz ubywać, znikać z pola widzenia. Chociaż trochę:)
@Slawkas: Święta prawda, bo tak podobno jest – z czasem nasz horyzont staje się coraz skromniejszy, bo coraz więcej galaktyk ucieka poza pole widzenia, więc masz rację tutaj. Przewidywania są takie, że za ileś tam miliardów lat (abstrahując od tego, że Ziemi i tak już nie będzie) na niebie nie będziemy widzieć niczego poza naszą grupą lokalną, która i tak zbije się w jedną, superdużą galaktykę eliptyczną;)
@fi: A widzisz, to jeszcze taki numerrrr…! No to ja chyba będę miał kiedyś parę pytań:))
Olaboga, w co ja się wplątałem;))