Bić, albo nie bić – to głupie pytanie
by taktyczny
Nie wiadomo skąd na nowo rozgorzała dyskusja na temat wprowadzenia ZAKAZU KARANIA DZIECI. Piszę jasno – karania, chociaż maskuje się to dyskusją nad wprowadzeniem ZAKAZU BICIA DZIECI. Jak to zwykle bywa, zwolennicy wypaczeń unikają kontaktu z rzeczywistością, za to czynią przekłamania na gruncie języka. Mamy więc dyskusję na temat “wprowadzenia zakazu bicia dzieci”, chociaż taki zakaz już funkcjonuje, tak jak zakaz bicia ludzi w ogóle, a tylko patrzeć jak narodowym problemem stanie się definicja klapsa.
Mój pogląd jest taki – NIE ZAKAZYWAĆ karania ani karcenia. Nie wtrącać się w ogóle. Kampanie propagujące taki czy inny styl życia rodzinnego, to owszem tak, może być. Sieć poradni rodzinnych, kursy dla chętnych, to jest jeszcze lepsza droga. Ale nie regulacje prawne, które zachwieją całym systemem wychowania dzieci i młodzieży, a my zamiast poradni rodzinnych będziemy organizować kursy samoobrony dla dorosłych przed dziećmi. Uważam karcenie dzieci za naturalny środek wychowawczy. Obejmuje to zarówno słowną reprymendę, o wielu przecież odcieniach, jak i dolegliwość fizyczną, w postaci nieszkodliwych klapsów. Nie ma to nic wspólnego z “biciem” dzieci ani z przyzwoleniem na katowanie ich.
Prawdziwym problemem jest jednak kolejna próba INGEROWANIA Z ZEWNĄTRZ W STOSUNKI RODZINNE. Ta sfera jest wyjątkowo silnie oparta na obyczaju i co ważniejsze, na uczuciach. Każdy, kto chce wchodzić z butami w tę sferę, nawet mimo najlepszych intencji, może się okazać zimnym draniem dla tych na siłę uszczęśliwianych. Uszczęśliwianych i poprawianych zresztą nie według jakichś obiektywnych prawd, ale według subiektywnego widzimisię, przejściowego trendu, który za kilkanaście lat może się okazać “wypaczeniem”. Tylko że wtedy już zniszczonego życia wielu rodzin nie da się naprawić. Nie mają tu zastosowania żadne “ale”. Przypadki pobić jakie się zdarzają, są objawem patologii i przydarzyłyby się i tak. Prawny zakaz fizycznego karania jest jawnie WYMIERZONY W RODZINY, które nie są patologiczne, które normalnie borykają się ze swoim losem.
WYCHOWYWANIA DZIECI NIE NAUCZY ŻADNA SZKOŁA. Kto jest rodzicem bardzo szybko się o tym przekona. Tym bardziej więc niech nikt nie odbiera rodzicom środków wychowawczych, a karcenie jest takim środkiem. Niech też nikt nie odbiera dzieciom szansy na jasny przekaz od rodziców, co uważają za dobre, a co za złe. Bo właśnie wychowanie dzieci to jest dalszy ciąg i istota tej sprawy. To nie jest tylko kwestia zachowania rodziców, ale też potrzeb dzieci. Dziecko OPERUJE EMOCJAMI i emocjami trzeba się z nim kontaktować.
Niniejszy wpis dotyczy wyrazów dezaprobaty, bo taki jest nośny temat obecnej powszechnej dyskusji, ale przecież absolutna większość przekazu rodzicielskiego to są wyrazy aprobaty, a nawet tam gdzie jest kara, nie wynika ona z nienawiści ale z MIŁOŚCI I PRAGNIENIA DOBRA DZIECKA. I DZIECKO TO WIE, chociaż może się sprzeciwiać tymczasowej dolegliwości.
Zwolennicy tzw. [popularnie] “nowoczesnych metod wychowania” proponują w to miejsce rzecz wręcz NIELUDZKĄ. Działania emocjonalne chcą zastąpić “odpowiednim oddziaływaniem”, czyli – psychiczną manipulacją. Zamiast miłości – wyrachowanie, zamiast rodzicielskiej intuicji – zimna kalkulacja, zamiast nauki życia – psychologiczna rozgrywka z własnym dzieckiem. Naprawdę, WSTRĘTNA BESTIA wychodzi z ludzi w najbardziej nieprawdopodobny sposób. A tymczasem na złych albo głupich kreuje się tych , co chcą kochać i żyć po ludzku, dla siebie i dla swoich bliskich.
Pocieszające jest to, że Polacy nie dają się zwariować. Nawet Rzecznik Praw Obywatelskich zdecydowanie stanął w obronie rodziny i zdrowego rozsądku. Postulat wprowadzenia prawnego całkowitego zakazu bicia dzieci, POD GROŹBĄ KARY (sic!), jest głęboką i szkodliwą ingerencją w życie rodzinne. To jest koleiny zamach na rodzinę.
Nie miejmy też złudzeń, jakie to jest wielkie POLE DO NADUŻYĆ. Ile sąsiedzkich porachunków będzie załatwianych w ten sposób, nawet na fałszywej podstawie. [Ile ujawni się urzędniczej bezduszności i bezmyślności]. A to wszystko kosztem dzieci, które kolejni “rozumiejący świat inaczej” chcą rzekomo chronić. I przy okazji, jaka będzie sankcja, jeśli proponowany zakaz będzie przekroczony, nawet faktycznie? O tym się jeszcze u nas nie mówi, ale w krajach posiadających taką regulację istnieje zagrożenie odebrania dziecka od rodziców. Takie odebranie może nastąpić szybko, ale już naprostowanie tego jest bardzo trudne. Właśnie takie rzeczy mają miejsce, a najprędzej przydarzają się normalnym rodzinom, bo do marginesu i patologii państwo się generalnie nie wtrąca. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jakie to jest DRUZGOCZĄCE PRZEŻYCIE dla samego dziecka, jeśli już nawet ktoś ma za nic rodziców. Czy muszą one przechodzić to wszystko i mieć zmarnowane życie tylko dlatego, że ktoś chce WBREW NATURZE urządzić świat po swojemu?
@Slawkas: wybacz, że kopiuję, ale wrzucę tylko mój komentarz do innego tekstu dzisiejszego który czytałem:)
(…)Nie oznacza to, że jestem fanem fizycznego obijania dzieci, jednak zachowajmy trochę rozsądku. Zakaz bicia? Administracyjny? Karany więzieniem lub grzywną może? A co następne – może zakaz podnoszenia głosu powyżej iluś decybeli w stosunku do dziecka lub zakaz stosowania trybu rozkazującego? Też karany więzieniem? Oczywiście, nie powinno się bić dzieci. Ale stosować do tego zakazy? Zmierzamy w ten sposób w stronę społeczności na Zachodzie (szczególnie w Skandynawii), gdzie administracja próbuje uregulować dosłownie wszystko, niedługo pojawią się dyrektywy UE w jaki sposób ocierać sobie tyłek.
W dzieciństwie zdarzyło mi się otrzymać klapsa lub szereg takich. Nie pałam nienawiścią do rodziców ani nie mam im tego za złe, wręcz przeciwnie, uważam, że mi to wcale nie zaszkodziło. Rozróżnijmy pomiędzy patologicznymi rodzinami, w których leje się patelnią, kluczem francuskim do nieprzytomności i interny w szpitalu a sytuacjami, gdzie dziecko wyraźnie nieposzłuszne dostanie klapsa w tyłek. Bo o ile w przypadku patologii jest to karygodne, nie uważam, by państwo miało prawo decydować, czy mogę dać klapsa mojemu dziecku. Może dojdą do tego rozporządzenia o maksymalnej sile nacisku ręki, jaki można wywierać na swą pociechę? Albo prędkość, z jaką ręka zbliża się do dziecka? Jeśli zostanie przekroczona, dziecko może wtedy z uśmiechem zadzwonić na policję i już rodzic z głowy.
Nie jest to powiązane bezpośrednio, ale kiedy jeszcze ja chodziłem do podstawówki nauczyciel matmy miał zawsze pod ręką listewkę, którą walił po łapach. Może to nie jedyny powód – ale jak wyglądają szkoły obecnie? Nie wyobrażam sobie, żebym wsadził temu nauczycielowi kosz na śmieci na łeb lub go pobił. Teraz to sprawa codzienna. Bo nie można w żaden sposób ukarać ucznia. Nawet słowem.
Pewnie, zabrońmy wszystkiego, podnoszenia głosu, dawania klapsa, a pewnego pięknego dnia kiedy będę szedł ulicą grupa 10-latków z nożami zadźga mnie za mój telefon komórkowy (notabene znajomy ma bliznę od takiego szczeniaka). Będzie pięknie.
@fi: Twój komentarz to praktycznie osobna notka:) Całe szczęście, że przynajmniej w tej sprawie jest więcej normalnie myślących. Drugie szczęście to takie, że napór absurdu już chyba przekracza masę krytyczną i coraz więcej ludzi chce głośno mówić co myśli, zamiast przechodzić do prządku dziennego nad bzdurami “politycznej poprawności”. Chyba sobie na próbę wykopię ten tekst, zobaczę jakie będą reakcje;)
Kurde, trudny temat…nie lubię, jak państwo ingeruje w rodzinę, ale jestem absolutnie przeciwny wychowywaniu dzieci poprzez bicie. Sam nigdy w życiu nie byłem uderzony przez rodziców ani razu. Poza tym – cała ta dyskusja wypłynęła na fali przypadków przemocy wobec małych dzieci, a państwo, jak ma w zwyczaju, sięga po środki ostateczne, zamiast pomyśleć.
@WT: Nie krępuj się, nie masz się czego wstydzić;) A poważniej, w sumie to nie mam złudzeń, że cała ta dyskusja to jest rozpętany temat zastępczy, żeby odwrócić uwagę od czegoś tam. Jest to zasłona na tyle ważna, że osobiście zabrał na ten temat głos a-takiego-wała-przyszły-prezydent Tusk, chociaż nie wypowiada się na przykład o ministrach zamieszanych w korupcję ani o upadającym projekcie Euro-2012. Jednak sam temat jest według mnie na tyle niebezpieczny, że trzeba dać odpór totalitarystom. Bo jest tak właśnie jak zauważyłeś, kwestia metod wychowawczych to jedna sprawa, ale ingerowanie państwa w wychowanie to druga sprawa, bardzo groźna. Przypadki pobicia dzieci, jakie ostatnio miały miejsce, dotyczyły o ile pamiętam wyłącznie występków konkubentów i pod wpływem alkoholu. Nie miały one nic wspólnego z wychowaniem. Żadne posunięcia prawne by temu nie zapobiegły ani nie zapobiegną w przyszłości.
Przy okazji, ile się niedawno dostało Gowinowi, za to jak powiedział przy okazji tematu ślubów gejowskich, że przypadki znęcania w 90% dotyczą konkubentów a w normalnych rodzinach są rzadkością. Teraz podciąganie psychopatów pod normalne wychowanie to jest bezczelne nadużycie. Jedni uważają tak, większość inaczej, i w obie strony można wykazać zarówno powodzenia wychowawcze jak i totalne porażki. To jest każdego rodzica osobna droga, i każdego dziecka też, bo każdy człowiek potrzebuje innych metod. Nie ma złotej recepty.
nie ma złotej recepty, to fakt…
jeśli będziemy zakazywać, to czego i kto ma prawo ustalac jak mocny np ma byc klaps?
przemoc trzeba zwalczać ale nie w ten sposób,
ja też pamiętam, że nauczyciel pociągnął za ucho, rzucił we mnie kredą… a w dzisiejszych czasach, kiedy spróbowałam wyprowadzić za rękę ucznia z klasy, zaatakował mnie, że go szarpię…a ja rozdzielałam bijących się, kopali sie po nerkach, bili po twarzy, ale ja zmyślałam, bo oni “się tak bawią”.
Jesli ta młodzież będzie mieć dzieci, to niewinny klaps wymierzony przez nich ich dzieciom skończy się tragicznie…
@Beata: Właśnie, problem się pojawia już na etapie określania co jest przemocą. Tak naprawdę jedyna czysta forma nie budząca żadnych wątpliwości to jest całkowity brak fizycznego kontaktu. Z punktu widzenia bojowników nowoczesności to może być nawet fajne, bo od razu mamy załatwiony problem molestowania. Wprowadźmy całkowity zakaz stykania się ludzi.
Albo może jednak pomyślmy, czy debilne rozwiązania nie wynikają z debilnych postulatów.
Co do targania za uszy, rzucania kredą czy brania linijką po łapach to też pamiętam ze szkoły:) Z rozrzewnieniem!:)Pamiętam też, że na ulicy każdy dorosły mógł zwrócić dzieciakowi uwagę, że źle robi. Obecne szkolne sytuacje są dla mnie nie wyobrażalne.
Mówią niektórzy, że dziecko ma swoje prawa i godność. Oczywiście, że tak. Tylko, że to nie oznacza nieograniczonej swobody. Uzasadnione karcenie wcale tej godności nie odbiera, tak jak nie odbiera jej darmowe korzystanie przez dzieci z dorobku starszych. To są elementy wychowania. Głupie, co jeszcze raz podkreślam, jest takie podejście, gdy daleko idące prawa daje się ludziom, którzy nie mają obowiązków. Taka sytuacja deprawuje. Skutki są takie jak widać.
Masz rację, ale co z tego, nie widzę wyjścia, rozwiązań… kolejne pokolenie będzie znowu mówić “za moich czasów”…
@Beata: Czasem wydaje mi się, że w tym jest konkretna prawidłowość. Nie taka, że kolejne pokolenia mają takie same złudzenia, ale dokładnie to, że świat się naprawdę wyradza…
Ja ten temat poruszam reguralnie co jakiś czas, żeby rozdrażnić niektórych. Nawet jeden taki artykuł przetłumaczono mi na czeski czy słowacki http://blog.ihned.cz/c3-35686680-YSemin_d-kocabova-facka-rodicum
@Dariusz Z.: Tego tematu nigdy dosyć. Wbrew pozorom wielu osobom te sprawy leżą na sercu.