Olimpiada Berlin – Pekin

by taktyczny

Przyznanie prawa do organizowania olimpiady Pekinowi uważam za BŁĄD. Jest to posunięcie tej samej kategorii, jak organizacja igrzysk w Berlinie w 1936 i w Moskwie w 1980. Zrozumiałe staje się to dopiero, gdy pomyśleć, jakie PIENIĄDZE musiały być wpompowane w MKOl i personalnie w jego działaczy, że do takiej decyzji doszło. W przypadku Berlina tym, który uległ mamonie był Pierre de Coubertain, twórca nowożytnego olimpizmu. Sprzeniewierzył się głoszonym przez siebie ideałom, a kontynuatorom jego “idei olimpijskich” jest już coraz łatwiej.

Teksty o otwarciu Chin na świat dzięki olimpiadzie można od razu włożyć między BAJKI. Odgrywanie zaskoczenia teraz przez działaczy i dziennikarzy, że Chińczycy robią co chcą, jest żałosne. Jedyna nadzieja na zmianę tkwi w tym, że nie tyle Olimpiada zmienia totalitarny kraj organizatora, co jest jakimś znakiem czasu, że zbliża się przesilenie. Imperium będące u szczytu potęgi pragnie międzynarodowego szacunku, na co i tak nie ma szans, oraz manifestacji swojej potęgi poprzez osiągnięcia organizacyjne i sportowe. No to sobie KUPUJE Olimpiadę, tak jak ja kupuję bilety do cyrku. Można oczekiwać, że w przeciągu następnych 10 lat coś się wydarzy i żółty moloch klęknie.

Osobistej hańby z działaczy MKOl to nie zmyje. Oficjalnej reputacji nie zaszkodzi. Zasiada tam wiele osób medialnie promowanych na autorytety, chociaż poza chwalebną przeszłością niektórych z nich, nie ma ku temu podstaw. Ale tak to to toczy i będzie toczyć, aż do wyczerpania zainteresowania ludzi. Wyschnie wtedy źródełko kasy i wszystko samo zdechnie. Ja tam nie żałuję. Dla mnie zdycha w tym roku.

Nie mam żadnego zainteresowania tym co się wydarzy. Nie mam żadnych oczekiwań. Na pewno będę się cieszył z sukcesów Polaków. Ale zainteresowanie kibiców na świecie, w tym i moje, przesuwa się na dyscypliny, które na igrzyskach nie są rozgrywane. Igrzyska coraz bardziej są manifestacją nacjonalizmu a nie wydarzeniem sportowym. Liczy się tylko ogólna KLASYFIKACJA MEDALOWA I PUNKTOWA. Media we wszystkich krajach praktycznie relacjonują tylko te wydarzenia, gdzie stratują ICH zawodnicy. Wielcy mistrzowie są pamiętani głównie w swoim kraju. Są tam dyscypliny uprawiane przez garstkę zawodników i jest tyle sztucznie tworzonych konkurencji. Nie może być być inaczej, jeśli pływak, gimnastyk czy kajakarz może zdobyć kilka medali, a zawodnik w sporcie walki lub drużyna w sporcie zespołowym, złożona z równie wspaniale wytrenowanych sportowców, może liczyć tylko na jeden medal.

Olimpiada w Pekinie, tak jak w Berlinie i Moskwie, nie jest dla sportowców ani dla kibiców. Jest akcją polityczną. Na krótką metę pod tym względem jej sukces jest zapewniony. Będzie można zobaczyć tam wiele rzeczy, jakich do tej pory nie było i nie wiadomo, czy kiedyś ktoś zdoła je powtórzyć. Reżyseria, kasa i zakulisowe rozgrywki. Szczerze mówiąc, tym bardziej NIE CHCĘ tego oglądać. Mam nadzieję, że zniechęcenie jakie odczuwam, jest powszechne i że organizatorzy to odczują.