Pamflet na nieprzyjaciół Moskali

by taktyczny

Mariusz na swoim blogu napisał o filmie, który miał być nową rosyjską epopeą narodową. Opowieść o 1612 roku i kapitulacja POLSKIEJ załogi Kremla. Bardzo ciekawe czasy polskiej historii, o których niewiele się mówi. Ciekawe dlaczego? Za mało to było prawdopodobne? Jesteśmy tak zdegenerowani, że boimi się nawet myśleć o czasach potęgi? Czy jesteśmy tak małoduszni, że zamiast analizować nasze gry o wielkie stawki, wolimy rozdrapywać rany po najbardziej durnym powstaniu nowożytnej Europy?

Na razie niech to będą tylko pytania retoryczne. W komentarzach pod tamtym wpisem okazało się, że Kreml nie jest takim niedostępnym miejscem i nie raz w dziejach obsadzała go obca załoga. WT wyraził ciekawy pogląd o rosyjskich kompleksach wobec Polski. Przyznam, że też tak myślę, chociaż chyba inaczej rozumiem jak przejawiają się te kompleksy. Rosjanie naszym krajem gardzą, ale i w gruncie rzeczy BOJĄ SIĘ. Nie fizycznie, przynajmniej nie w tym momencie. Ale boją się, że skutecznie stoimy im na drodze, i że sto lat temu kierunek dziejów odwrócił swój korzystny dla nich bieg. W czczeniu kremlowskiej rocznicy jako święta narodowego przejawia się ich sen o potędze oraz obawa, że się on nie spełni z naszego powodu.

Rosja nade wszyskto chce być światowym IMPERIUM. Imperializm to wrodzona cecha Rosji, czyli Moskwy. Bo Rosja nie jest spadkobierczynią Rusi kijowskiej, Wielkiego Nowogrodu, Księstwa Twerskiego ani innych państw istniejących niegdyś na jej obecnym obszarze. Nie jest tak, jak to próbuje przedstawiać oficjalna historiofgrafia. Tamte wspaniałe cywilizacje zostały unicestwione a ich dorobek zmarnowany. Rosja jest jedynie i w prostej linii spadkobierczynią tej ekipy Waregów, która pod przewodem Jerzego Dołgorukiego, w obawie przed rozpłynięciem w morzu Słowian, założyła sobie w XII wieku osobne księstwo, zupełnie na uboczu, na terenach fińskich leżących pomiędzy Oką a Wołgą. Stamtąd zaczęła krok po kroku niszczyć i podporządkowywać sobie wyżej ucywilizowane państwa.

Taka jest dla mnie Rosja. Kraj zamieszkały przez zeslawinizowaną mieszankę ludów różnego pochodzenia, zorganizowany przez Normanów, ukształtowany przez Tatarów, wyznający prawosławną wiarę, noszący grecką nazwę i pielęgnujący bizantyńskie obyczaje. Rosja jest także spadkobierczynią niczemu nie służących dążeń imperialnych. Będzie taka ZAWSZE- dopóki będzie oczywiście. Dla Rosji nie ma znaczenia, że obiektywnie Polska jej nie zagraża. Polska jest wrogiem dla Rosji przez sam fakt swojego istnienia.

Rosja chce być imperium i zawsze do tego dążyła. Najpierw pod pretekstem “zbierania ziem ruskich” – czyli będących niegdyś we władaniu przybyłych ze Skandynawii normańskich Rusów! Potem pod pretekstem “panslawizmu”. Ostatnio wymyśliła sobie wyzwolenie “ludu pracującego” jako pretekst do imperium światowego. Na szęście ten proces został cofnięty. Znów musi “zbierać”, czyli zagarniać, dawne ziemie ruskie, zwłaszcza Ukrainę, bez które nie ma mowy o imperium. Ale zawsze w tle widnieje Polska, jako najludniejszy i najwyżej zorganizowany kraj na wschodzie Europy. Najpoważniejszy potencjalny konkurent do roli hegemona na tym obszarze.

Rosjanie, chyba na zasadzie psychologicznej PROJEKCJI, przypisują nam swoje własne zapędy. W ich pojęciu na Wschodzie może być tylko jedno państwo. Ściślej jedno z dwóch. Albo Rosja albo Polska. Dlatego jesteśmy dla nich zagrożeniem. Uważają, że jeśli nas nie ujarzmią, nigdy nie zrealizują swoich dziejowych celów. Dlatego nie ma sensu przekonywanie Rosjan, że z naszej strony nic im nie zagraża, budowanie w dobrej wierze dobrosąsiedzkich stosunków i tym podobne daremne wysiłki. Spokojnie może sobie darować wszelkie złudzenia. Strategicznym celem Rosjan, którzy nie są żadnymi naszymi pobratymcami ani z pokrewieństwa ani z uczuć, jest usunięcie wyimaginowanego polskiego zagrożenia. Rosja zawsze będzie nam szkodzić. Jako państwo realizujące strategiczne cele swojej polityki niezależnie od tego kto sprawuje władzę, nigdy tych celów nie zmieni.

Warto o tym pamiętać. To i źle i dobrze. Źle, bo to stałe zagrożenie. Dobrze, bo sprawa jest jasna. Trzeba Rosjanom patrzeć na ręce, rozmawiać taktycznie, nie przejmować się groźną retoryką, bo i tak co byśmy nie zrobili, to będzie według nich źle. 7 listopada 1612 to pamiętna data dla obu krajów. Oni uświadomili sobie, że to my jesteśmy jedynym realnym zagrożeniem dla ich ciemnych interesów, a nasza obecność na Kremlu dała im do myślenia po dziś dzień. My powinnyśmy sobie przypomnieć, że kiedyś siedzieliśmy na Kremlu o własnych siłach i że HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY. Możemy tam wrócić…