Jazda na swoje podwórka
Wczoraj Matka Kurka na swoim portalu ostro skrytykował Tuska, i dobrze. Nic dodać, nic ująć. Takie samo zdanie mam już dawno. Po nadziei wzbudzonej powyborczym przemówieniem dosyć szybko przyszło rozczarowanie, czemu dałem wyraz także na swoim blogu. To co wtedy napisałem, było jeszcze przed tym, zanim uświadomiliśmy sobie nadchodzący kryzys. Jeśli obijanie się premiera zwracało uwagę już wtedy, to jakie będą skutki jego nieróbstwa w gorszych czasach?
Moje rozgoryczenie zmieniło się w postanowienie, że ten piłkarzyk nie może sobie pogrywać, jak mu się podoba. Tuskowi trzeba już teraz jasno dać do zrozumienia, że w tej chwili nie ma prawa myśleć kategoriami walki wyborczej o prezydenturę. Jest premierem i ma się brać do roboty. Jeśli do tego nie dorósł, to niech spada.
Tym, którzy tkwią jeszcze w epoce telewizji czarno-białej przypomnę, że nie popieranie Tuska nie oznacza popierania jakichkolwiek innych zjawisk biologicznych. Ich żenująca śmieszność to oczywista oczywistość i nikt poważny nie zwraca sobie nimi głowy.
Na koniec, kto pamięta ten stary kawał, jak kierownik Miss Polonia wpada za kulisy i przeprowadza swoje wybory? Coś takiego trzeba zrobić przy najbliższej okazji:

27 lutego 2009 o godz. 20:00
ok, tylko wtedy kto?
27 lutego 2009 o godz. 20:09
@Beata: Przyroda nie znosi próżni, a co dopiero polityka. O jakość nie ma się co martwić. Gorzej nie będzie:)
28 lutego 2009 o godz. 09:53
a ja, wraz ze społecznościa wsi protestuję przeciwko budowie drogi przez moja wieś :) pierwotnie droga Słupsk Gdańsk miała iść (od 30 lat w planach) zupełnie w innym miejscu, teraz sa badania, że właściwie to ona nieszczególnie jest potrzebna…poniewaz Donaldutusku obiecało komus tam te drogę, a na pierwotnym wariancie drogi ma dom mój wójt i jego zastępca, powstało nagle kilka nowych wariantów tej drogi! przez moja wies też, i np, dom postawiony rok temu musi iść do wyburzenia… bez sens zupełny,
28 lutego 2009 o godz. 18:22
@Beata: Może chociaż taki będzie pozytek z kryzysu, że nie będzie za co tej drogi zbudować;) A poważnie, to jednomandatowe okręgi wyborcze bardzo by przybliżyły władzę do ludu. Własny poseł to powinna być kolejna instytucja, do której się można zwrócić w takich sytuacjach. Ale ten temat też jest pogrzebany przez obecny rząd.
1 marca 2009 o godz. 22:33
Ech… i co tu dużo dyskutować wokół tematu, na nic usprawiedliwianie, na nic tłumaczenie – głosowałem swego czasu na PO (jako odtrutkę na PiS), olaboga, pierwszy raz, żeby nie skłamać, na wybory się wybrałem… i co? Ano, nic. Nie spodziewałem się cudów, ale to co się dzieje, to jednak znacznie gorzej wygląda, niż mogłem przypuszczać. W zasadzie to takie same dziady jak wcześniej, identyczne, tyle że próbujące udawać “yntelygentów”, cała różnica…
1 marca 2009 o godz. 23:36
@fi: Każdemu, kto głosował na PO cześć i chwała, bo do tej pory mielibyśmy w Polsce II Białoruś. Nie mamy sobie co wyrzucać. Teraz za to nie mamy powodu, żeby popuszczać nierobom tylko dlatego, że kiedyś w ostatniej chwili zastąpili głupków. Albo się opamiętają, albo dziękujemy.
2 marca 2009 o godz. 11:17
A mi to lotto, mam kiepski humor, źle mi się dzieje i w d… mam Tuska, Kaczyńskiego i całą resztę. Może o tym napiszę, kto wie. A może nie.
Choć ostatnio wymyśliłem ciekawy patent – przy wyborach głosy tych, którzy nie poszli, automatycznie byłyby rozdzielane proporcją na ugrupowania już znajdujące się w parlamencie (radzie miasta, gminy czy co tam jeszcze wybieramy). W ten sposób zakładałoby się, że ci, co nie idą na wybory, nie tyle mają wszystko w dupie, ale opowiada im obecna sytuacja. Nie uważacie, że to mogłoby spowodować nieco zamieszania, podniesienie frekwencji i dopływ świeżej krwi?
No i oczywiście jestem za okręgami jednomandatowymi.
Pozdrawiam!:)
2 marca 2009 o godz. 14:03
@WT: To lotto zwracało uwagę:) Nic nowego na blogu, nic nowego nawet na blipie, jak widziałem na wklejce u Ciebie. Ale to i tak nie ma znaczenia. Świat się nie kończy na internecie i polityce.
Proponowane przez Ciebie rozdzielenie nie oddanych głosów jest o tyle ciekawe, że podział miejsc w Sejmie nie jest proporcjonalny do liczby zebranych głosów – lepsze wyniki w wyborach dają jeszcze więcej mandatów. Skutki mogłyby być nieoczekiwane. Np. PiS mógłby przejąć pełnię władzy i na drugi dzień wysłać ABW na przeszukanie do Palikota. Pogrzeb w najbliższy poniedziałek. Albo zdecydowaną większość miało by PO. Wtedy będzie zmiana konstytucji, że ze względu na godność państwa prezydentem nie może być osoba nie potrafiąca spamiętać kolejności dwóch barw narodowej flagi i wymówić bez pomyłki trzech spisanych na kartce nazwisk – sprawdzian natychmiast:)
2 marca 2009 o godz. 15:34
Na blogu prędko się nie pojawi, bo…bo źle mi się dzieje i niestety nie mam czasu:( Szkoda. Co do blipa – muszę poważnie przemyśleć, bo owszem, na blipie znakomicie mi się dzieje, ale…pod innym nickiem. Tym oficjalnym. A jako WT milczę… więc pewnie ograniczę się tylko do bloga. No, chyba, że się ujawnię :D
W moim rozwiązaniu , przy obecnej sytuacji, pewnie miażdżącą większość zdobyłaby PO, co nawet nie byłoby takie złe. Ale z drugiej strony – nie wyobrażam sobie, że 60 do 70% ludzi miałoby gdzieś swój głos i pogodziłoby się z faktem, że to system głosuje za nich. Tak w rzeczywistości chodzi więc o sprytne zmuszenie ludzi do udziału w wyborach (bo jestem przeciwnikiem głosowania obowiązkowego). Z drugiej strony ludzie, którym jest faktycznie dobrze i chcą utrzymania obecnej sytuacji, mogliby faktycznie nie pójść do urn – a wtedy do parlamentu weszłyby LPR, Samoobrona, UPR i cała masa drobnicy. No i tu zacząłby się dylemat będących u władzy – rządzić tak dobrze, żeby do urn szli tylko ci, którzy zmienili zdanie od poprzednich wyborów i popierają władzę, a cała reszta została w domu… Nie mówię, że byłoby lepiej – ale ciekawiej z pewnością. No, ale konieczny byłby nowy sposób przeliczania głosów – najlepiej tak, żeby był faktycznie proporcjonalny. Plus połączyć to sprytnie z jednomandatowymi okręgami. Plus zmniejszyć liczbę parlamentarzystów (jeden senator i czterech posłów na każdy powiat).
To co, piszemy projekt poprawek do Konstytucji?;) Jak zajmiemy się ustrojem i wyborami, przejdziemy do podatków…
PS: w Chrome się dzieje tak dziwnie, że pola z nickiem i stroną mi wypełnia, ale z mailem już nie…wiesz czemu?
2 marca 2009 o godz. 17:39
@WT: Nie tylko w Chrome (że się tak ni z gruszki ni z pietruszki wtrącę, ehem) tak się dzieje, o nie:)
2 marca 2009 o godz. 17:58
no i klops, wygląda na to, że nie ma następców?
Ja bym poczekała troche jeszcze i dała Donaldu Tusku szansę, toć polityka i rządzenie krajem to nie tylko białe ale i czarne momenty :)
tak, tak, mimo, żem komuch paskudny, niech jeszcze porządzą, bo mi sie socjaldemokraci zagubili :)
aj, ajjajaj, jaka paskuda ze mnie
2 marca 2009 o godz. 18:44
Zaraz tam paskuda, ja tam widzę tylko przemiłą osobę, a jak:)
2 marca 2009 o godz. 19:13
@WT: przypuszczam, że prędzej byśmy tu na blogu napisali poprawki do Konstytucji niż to się może stać w parlamencie. I jeszcze pewnie byłyby lepsze.
@Beata: Jasne, że są rózne momenty. Ale dobry uczynek to jest napomnieć bliźniego, żeby się opamiętał, zanim przepadnie w ciemności, czyż nie? Szansy Tusku nikt nie odbiera, może jeszcze ją wykorzystać. Więcej mu teraz da krytyka niż głaskanie.
2 marca 2009 o godz. 19:17
Próbuję zgadnąć, o co chodzi z tym wypełnianiem pola maila. Kiedy padło słowo Chrome, to tylko się mściwie uśmiechnąłem, ale jak słyszę, że ten problem widać i z Kosmosu, to co innego:P
Czy to nie chodzi o to, że w polu maila zamiast zapamiętanego adresu mail jest zawczasu wpisane 0? Jeśli o to, to tak ma być. To jakaś chytra sztuczka autorów tego szablonu. Tu jest takich niuansików więcej. W sumie podziwiam swobodę, z jaką są napisane te skrypty. Ale też autorzy to nie byle kto.
Być może ta sztuczka ma ograniczać spam z automatów? Zaraz to wypróbuję. A żartem, to chwila zastanowienia pozwala na wybór maila i tym samym gravatara, jeśli kotś używa kilka.
PS@WT: oficjalny nick – rewelka. Ale w sumie faktycznie coś takiego dużo ludzi ma, ja też. Mam nawet dwa: oficjalny oficjany i nieoficjalny oficjalny. Plus ze trzy nieoficjalne.
2 marca 2009 o godz. 19:21
komentarz 0 – nie, to nie działa w ten sposób. Myślałem o tym, że może komentarz nie jest przyjmowany, dopóki ktoś nie wykasuje tego 0, ale nie. Po wpisaniu adresu obok 0 komentarz wchodzi. Czyli to jest taki sobie wodotrysk.
2 marca 2009 o godz. 21:52
:) plus rumieniec :)
może to 0 to jaka forma bezpieczeństwa:) przed kisielem, czarnym :)
(nie myślałam o pewnym prezydencie!)
Jestem ZA, możemy pisać poprawki do Konstytucji! może ktoś skorzysta…
2 marca 2009 o godz. 22:20
@Slawkas: no, ale Ciebie to łatwo poznać z imienia i nazwiska. Natomiast związki pomiędzy WT a ******* są tak delikatne, że tylko żmudne przerzucanie stogu siana źdźbło po źdźble pozwoliłoby odnaleźć tę igłę…taką mam nadzieję:) Ani jako WT, ani jako ja nie jestem żadnym mikrocelebrytą (rewela slowo), niemniej w swoim “prawdziwym” życiu sieciowym korzystam z masy aplikacji sieciowych, udzielam się, wykopuję, blipuję (może nawet się o mnie otarliście gdzieś tam w sieci)…tylko z blogami mi nie wyszło:) A jako WT piszę bloga i…nic poza tym:) Choć jakiś czas temu myślałem o ujawnieniu, ale sam nie wiem… jestem za, a nawet przeciw. Poradźcie:D
Co do poprawek Konstytucji – ciekawe, tak sobie strzeliłem, ale myślę, że podjęcie próby naszkicowania tego i owego mogłoby nie być głupim pomysłem. Nawet, jesli byłoby to tylko dla nas:)
PS: Chrome rządzi! :P
2 marca 2009 o godz. 23:22
@Beata: takie 0 absolutne, prawda?
Poprawki można. Chociaż już tutaj nam by się szykowała niezła jazda, jakie wspólne poprawki mogą uzgodnić paskudna komuszka, wesoły terrorysta, prosty taktyk i badacz życia gwiazd, o ile go to zainteresuje:) Może włączyłby się ktoś jeszcze.
2 marca 2009 o godz. 23:40
@WT: Trudno jest radzić, każdy ma w internecie swoją strategię. Swoją główną stronę prowadzę nawet nie pod nickiem, tylko pod własnym nazwiskiem. W innych miejscach, gdzie się porusza te tematy, to nawet jak mam nick (ten oficjalny oficjalny), to tylko ze względu na sieciową konwencję, a czytelnika dzielą góra dwa-trzy linki od mojej tożsamości. Pomijam to, że czasem z rozmówcami znamy się jak łyse konie. To są tego rodzaju klimaty, że trzeba być kimś konkretnym, kto staje za swoimi słowami. Zresztą jest to w jakimś sensie kontynuacja mojego papierowego pisania i szkoleń, gdzie biorę odpowiedzialnośc za to ludziom przekazuję, więc inne zachowanie byłoby niepoważne.
Zaś blogowanie takie jak tutaj wynika z temperamentu i potrzeby wyrażenia poglądów na szersze tematy. Bez problemu można mnie z tym powiązać, ale zawsze wydźwięk jest inny. Świadomie te sfery oddzielam – jeszcze. Bo właśnie się zastanawiam, czy nie zrobić tu swojej sieciowej wizytówki. Raczej nie, ale sam nie wiem:)
3 marca 2009 o godz. 09:43
Na ciekawy temat Państwo zeszli, jak widzę:) Co do poprawek w konstytucji to jednak badacz życia gwiazd musi zrejterować, zupełnie go to nie interesuje, niestety tak to już jest, ewentualnie to bym może tam dopisał, że wyobrażenie Ziemi jako dysku na grzbiecie słonia powinno być karane chłostą;)
Mniejsza jednak o konstytucje, bardziej zainteresowało mnie zagadnienie nicków i wizytówek. Kiedyś jak ognia unikałem możliwości, że ktokolwiek powiąże mój nic z rzeczywistą osobą, jednak z czasem przestało to dla mnie być tak ważne – głównie ze względu na tematykę mojego bloga i wyrażane tam opinie i poglądy. Pod Cytadelą mógłbym się podpisać imieniem i nazwiskiem, nie miałbym z tym żadnego problemu, a nie robię tego z prostego powodu – nie ma takiej potrzeby. Inna sprawa, gdybym prowadził bloga z gołymi babami czy tym podobnym badziewiem, wtedy zastanawiałbym się nad publikacją swych danych.
Nie ma się zresztą co oszukiwać – jeśli ktoś się trochę uprze i tak pozna tożsamość każdego z nas. Posiadam wiele kont w sieci, wiele z nich wymagało swego czasu podania prawdziwych danych, małe dochodzenie pozwoli na powiązanie odpowiednich danych:)
3 marca 2009 o godz. 10:08
@fi: nie słonia, a czterech słoni, stojących na grzbiecie żółwia…Pratchet się kłania:)
@slawkas: no faktycznie, skład komisji nowelizującej wyszedł nam piorunujący, ale czemu nie? Może właśnie to by coś dało? Odpowiednie rozłożenie sił socjalnych (ups, solidarnych, zawsze się pomylę) z liberalnymi zaowocowałoby czymś świeżym i strawnym dla każdego. Choć ja bym wolał maksimum liberalizmu, ale ja to terrorysta jestem.
A tak ogólnie, co do tożsamości sieciowych – oczywiście, mniejsze lub większe śledztwo pozwoliłoby odkryć tożsamość każdego z nas, ale komu by się chciało? Ja osobiście staram się rozłączać WT i ******* na tyle skutecznie, że dopóki ktoś nie będzie grzebał bardzo głęboko (a zaznaczam, że to tytaniczna praca), to nie znajdzie. Choć swego czasu popełniłem parę błędów przy myleniu tropów, niemniej…no, mam nadzieję, że nawet, jeśli ktoś się kiedyś domyśli, to zachowa to dla siebie, najwyżej napisze mi maila:) WT to miał być nick do pisania ostrych, kontrowersyjnych teorii, ale chyba mi się to i owo stępiło, albo w realu (i oficjalnym necie) i tak głoszę to samo, więc ujawnienie się nie byłoby chyba straszne. Kto wie, może wtedy zacząłbym pisać bloga w innym miejscu, pod innym nickiem, umieszczając w nim nie tylko to, co piszę jako WT, ale i to, o czym piszę (lub chciałbym pisać) jako ja? Pytanie, czy Wy chcielibyście czytać tamte notki? Chyba taka segmentacja jest lepsza…
Zawsze się zastanawiam, czy nie mijam czasem na ulicy któregoś z Was. Albo czy – gdybyśmy się spotkali – bylibyśmy w wielkim szoku:)
3 marca 2009 o godz. 10:31
No tak, tak, cztery słonie, wszystko jedno, problem leży w samych słoniach a nie ich ilości:)
Orientacyjnie mimo wszystko wiemy, w jakim regionie Polski mieszkamy, więc zazwyczaj się pewnie nie mijamy na ulicy. Ze Slawkasem to chyba całkiem rzadko (no chyba że incognito bywa w Polsce). Zwykle teksty nie przystają w żaden sposób do wyglądu, nie wiem, czy macie jakieś oczekiwania wobec siebie, jak możemy wyglądać:) Jak normalni ludzie, a nie?:)_
3 marca 2009 o godz. 10:53
WT, pisz, pisz! nawet Moralio (mi to lotto) ponowił pisanie :)
ciekawia mnie te gwiazdki twoje, oj ciekawią, najbardziej to jak sie tak ukryc, żeby nikt nie rozpoznał :) ha!
zgadzam się z twoim podziałem tematycznym :) ludzie dwu, trój, czwór – licowi są :)
finwe, z tym wygladem może byc róznie, co prawda juz uprzedziłam żem stara baba, ale jeszcze nie dodałam że nie z tego świata, tak prawie z czarnej dziury :) :) :) a ty juz sam wiesz najlepiej, że tam w CD może być straszno!
3 marca 2009 o godz. 11:05
A tam stara baba, po tym co piszesz to wydajesz mi się młoda duchem, i tylko to się liczy:) Zresztą, bez jakichś podejrzanych skojarzeń, w pracy bez przerwy mam kontakt z kobietami “w dojrzałym wieku”, młódek tu jak na lekarstwo, i nie narzekam, bo przynajmniej nie są, ekhem, zbyt “nastolatkowe”, da się z nimi pogadać:)
3 marca 2009 o godz. 13:01
Co komu przyjdzie ze znajomości tożsamości osób w internecie? Mam na myśli oficjalne dane i nawet wizerunek. Co innego znajomość szczegółów życia prywatnego i zawodowego. To trzeba chronić i mieć świadomność zagrożeń.
Pamiętam, jak założyłem swoją pierwszą skrzynkę e-mail, to dałem taki login cośtam na poczta onet oczywiście (lata 90-te były), że sam nie byłem w stanie tego powtórzyć. Pełna autokonspiracja:) Takie czasy. Potem stopniowo przychodziła zmiana podejścia. Mojego i wielu innych internautów, bo to zawasze są podobne procesy.
Dzisiaj w wielu profesjach jest wręcz nie wyobrażalne nie mieć siebie w internecie jako siebie. Zgodnie z zasadą, że czego nie ma w interencie, to nie istnieje. I z godnie z drugą zasadą, że nawet jakbyś nie chciał, to i tak już w interencie jesteś. Lepiej więc mieć nad tym jakąś kontrolę i zadbać o odpowiedni wizerunek.
Jest teraz pytanie, dlaczego tyle blogów jest pisanych anonimowo albo niby-anonimowo? Przecież w wielu przypadkach to nie są rzeczy ani głupie ani krępujące, a jednak istnieje powszechny odruch pisania pod pseudonimem. Zresztą identycznie to samo działo się zawsze. Nawet najwięksi pisarze, poeci, publicyści, dziennikarze przybierali pseudonimy, na stałe lub do określonych utworów.
3 marca 2009 o godz. 13:16
@fi: o, czyżbyśmy wiedzieli, gdzie mieszkamy? Slawkasa łatwo namierzyć (choćby poprzez Google Analytics, niewiele mam odwiedzin z Danii), Ciebie tak z grubsza, Beatę też mniej więcej (choć ostatnio się nieco wysypała), Mariusza (co u niego, ciekawe…) to jako – tako, Moralnego…chyba też, ale ja to się nie zdradziłem:) A może jednak? Aż teraz zacząłem się zastanawiać.
Co do wyglądu – chodzi mi o to, że jednak każdy z nas jakoś sobie wyobraża tych drugich (łatwiej operować w myślach jakimś wizerunkiem niż nickiem / szablonem bloga), a pytanie brzmi, czy to wyobrażenie bardzo odbiega od rzeczywistości. Takie teoretyczne rozważania…
Jakże słynny (w niektórych kręgach…) Kominek ostatnio ujawnił swoją twarz. Wyglądał tak… niekominkowo:)
@Beata: a widziałem, że Moralny wrócił (chyba). Ale ja nigdy nie odszedłem…:) i nie pisz, żeś stara baba, bo i tak Ci nikt tu nie uwierzy.
@Slawkas: ja też powoli przechodziłem od adresów mailowych typu xyz do imię.nazwisko, bo w sieci być trzeba, inaczej się nie da. To już teraz bardzo ułatwia życie…no, chyba że ktoś przesadza z naszą klasą:) Ale pytanie o anonimowość blogów jest jak najbardziej zasadne. Może ta dwulicowość, o której wspominała Beata, dochodzi do głosu?
3 marca 2009 o godz. 18:11
No to się tak narobiło, że z komentarza wyszedł mi znowu post. O tożsamości blogera. Muszę zapamiętać tę metodę. W ferworze dyskusji łatwo się pisze.
3 marca 2009 o godz. 21:47
WT – synu!!!!!!!!!!! albo wnuku!!!!!!!!!!! tfu !
22 marca 2009 o godz. 23:37
Wracając do tematu:) Dzisiaj podmieniłem obrazek we wpisie. W peirwszej wersji zabrakło Pawlaka! Nie do wiary, ale kiedym to na początku zbierał fotki naszych milusińskich, to całkiem o nim zapomniałem. Gdy już wszystko było gotowe, dopiero mi się przyponiało o ludowym przywówdy, ale pomyślałem, że to już jest taki nieudacznik, że nie ma znaczenia. I co? I “nie dacenialiśmy kolegi”, jak mówił Dudek. Wkrótce wybuchła afera strażacka. Nie ma dla Pawlaka miejsca w życiu publicznym, i to od zaraz!