Tajemnicza tożsamość blogera

by taktyczny


Pod poprzednim wpisem nieoczekiwanie rozwinęła się dyskusja o skrywaniu się blogerów za nickami i o wykazywanej czasami potrzebie anonimowości. Nie potrafię w tym momencie ocenić powodów takich zachowań. To chyba sprawa do badań psychologicznych i socjologicznych. Może jakiś przyczynek do tego wyniknie z toczonej właśnie dyskusji. Mam ochotę wrzucić jeszcze kilka uwag o pewnych okolicznościach bezpieczeństwa danych, które zawsze budziły moje zdumienie.

Tożsamość i ochrona danych w epoce komputerów i internetu to fikcja. Firmy i urzędy zbierają najdrobniejsze i głupawe dane o człowieku. Potem dzięki temu różni ludzie w tych firmach mają do tego dostęp. Albo handlują tymi danymi. Albo jakiś debil kopiuje je na pena i gubi w autobusie.

Wojsko, Policja, ABW czy inni zbierają o swoich ludziach takie czy inne rzeczy i robią tajemnice czasem nawet z tego, kto tam pracuje, a potem ci sami ludzie idą do służby zdrowia i tam muszą podawać jeszcze bardziej szczegółowe dane, łącznie z miejscem pracy z rozbiciem na jednostki czy wydziały, jeśli to jest służba zdrowia resortowa, potem są tam opisywane ich różne przypadłości, a jeszcze do tego to wszystko jest powiązane z członkami rodzin, którzy też tam są pacjentami szczegółowo opisanymi. Te dane praktycznie nie są chronione. To jakaś paranoja.

Albo ci sami ludzie ze służb idą do nie wiadomo jakich firm, po kredyty, po inne rzeczy, samochody, kiedyś nawet po komórki i biorą te usługi za jakąś śmieszną zniżkę oferowaną np. dla policjantów czy strażaków itp. Muszą tylko wykazać, gdzie pracują. To samo z ubezpieczalniami. Cała służba jak na widelcu.

Giną komputery z twardymi dyskami, ze szpitali, z urzędów, gdzie jest wszystko o wszystkich szczegółowo zapisane. To są dopiero jaja.

To, że ktoś tam pozna, kto co napisał, to tak naprawdę ma znaczenie dla już posiadanych znajomych, jeśli jeszcze nie wiedzieli, że ktoś bloguje. „A, to ty napisałeś? Wiesz, że to było fajne!”. I to właściwie tyle. Dla nieznajomych nie zmienia to wiele, jeśli dowiedzą się jak się nazywa ten czy ów nick. No chyba, że to już jest nick-instytucja, to jakaś tam ciekawość jest większa. I też nic z tego nie wynika w sensie zagrożeń.

Zagrożenia to są te wyciekające dane ze śledztw, z tajemnic państwowych czy lekarskich, oraz to co można wyciągnąć ze statystyk. W skali indywidualnej znaczenie może mieć sieciowa aktywność danej osoby, tylko że prywatnie nie ma przed tym obrony poza zaprzestaniem korzystania…