O tożsamości po raz kolejny
by taktyczny
Pojawiło się, pośrednio, zamówienie na DRUGĄ NOTKĘ notkę (poprzednia była o tożsamości blogera) o TOŻSAMOŚCI W SIECI od Wesołego Terrorysty . Jak to się mówi – mówisz i masz, chociaż pisanie na te same tematy po różnych blogach też jest fajne, bo to przypomina trochę dyskusje podczas nocnego włóczenia się po różnych lokalach. Na szczęście po to wynaleziono trackback, żeby się nam rozmowa nie posypała.
W komentarzach pod swoją notką WT zrobił dobry punkt:
Bo wychodzi mi, że trzeba w fascynujący sposób wyważyć proporcje między anonimowością, bezpieczeństwem a paranoją.
Wszystko rozbija się o wyważenie PROPORCJI pomiędzy bezpieczeństwem a paranoją. Potrzeba BEZPIECZEŃSTWA to jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Nie tylko, żeby w ogóle żyć, chociaż to oczywiście jest po pierwsze. Poczucie bezpieczeństwa jest niezbędne, żeby życie miałą odpowiednią jakość. Dopóki potrafimy o bezpieczeństwo zadbać niejako miomochodem, to mamy w życiu duży plus. Jeśli dbanie o bezpieczeństwo zamienia się W PARANOJĘ, wtedy jakość życia drastycznie spada.
Jak to wygląda w rzeczywistości widzimy na co dzień. Płynące z tytułu istnienia i użytkowania internetu zagrożenia dla bezpieczeństwa fizycznego i funkcjowania też są w miarę rozpoznane. Zajmę się natomiast tym, co jest jednak niekonsekwencją i jakimś obciążeniem OSOBOWOŚCI internauty.
Jeśli ktoś jest zdania, że internet nie powinien za dużo o nim wiedzieć, to może to zrobić tylko nie korzystając z tego medium. To i tak nie wyklucza pojawienia się w internecie na sposób bierny, w spisach klientów, w komunikatach, wspomnieniach, na zdjęciach, wymieniony w wypowiedziach przez inne osoby itd.
Ale jeśli ktoś w internecie funkcjonuje czynnie, np. pisze na blogach, forach, wstawia profile na portalach społecznościowych, to jasna rzecz, że CHCE a co najmniej GODZI SIĘ być zauważonym. I wtedy zaczynają się schody, bo wiele osób świadomie temu zaprzecza.
Pojawia się wtedy problem ANONIMOWOŚĆ. Nie realne jest zachowanie jej ze względów technicznych. Nie znam się na tym, nie będę wnikał. Ale co gorsza dla anonimowych paranoikow, nie jest to realne także ze względów psychologicznych. Mam tu na myśli to, że co raz nam się wyrwie coś osobistego. A to imię, a to wspólny znajomy, miejsce zmieszkania, upodobanie albo niechęc do czegoś, itd. Za każdym razem nic, w sumie zawsze złoży się z tego jakiś konkret.
Wydaje mi się, że w sposób naturalny wcześniej czy później każdy zdaje sobie sprawę, że taka partyzantka na dłuższą metę nie ma sensu, zwłaszcza w tych sieciowych miejscach, gdzie bywamy częściej i relacje z innymi nabierają bardziej osobistego charakteru. Tam, gdzie bywamy rzadko, gdzie użytkowników jest dużo i gdzie w sumie traktujemy innych trochę jak przedmioty, nasza maska ma się dobrze.
Jeszcze jedną przyczyną, za sprawą której kruszeje mur uporu przy ścisłej anonimowości, jest… no tak, właśnie, ten sam powód, dlaczego w ogóle się udzielamy w internecie. CHĘĆ ZAISTNIENIA. My się chowamy, a tu nikt nas wcale nie szuka. To czy wtedy zabawa w chowanego ma sens?
a-ku-ku!
@Beata: :) jak to powiedziała Angela Merkel w takiej sytuacji: Silvio!!
No Panie Kolego…trafiłeś w sedno! Zwłaszcza z tym ostatnim akapitem:) Ale tak serio – sam też długo pragnąłem anonimowości, ale chyba powoli dojrzałem do tego, że chowanie się za jakimś pseudonimem i łudzenie się, że nikt nigdy mnie nie pozna jest głupotą. Oczywiście, nadal będę WT, ale jeśli ktoś mnie pokojarzy z ******* to nie zaprzeczę:)
@WT: Nie pisaliśmy dotąd jeszcze o jednej roli nikc’ów. Mają one kapitalne znaczenie jako znak firmowy (BMW znaczy bez porównania więcej niż “jesteśmy światowym producentem samochodów zlokalizowanym w Bawarii’), którego wartość można ukształtować i którego pojawienie się w dyskusji od razu wyznacza jej poziom. Decydują też o sposobie odnoszenia się do siebie nawzajem w internecie – nawet jeśli wiadomo, kto jest kto, to można pisać do siebie po nicku i bezpośrednio (co nie oznacza bez szacunku), co znakomicie współgra z tym sposobem komunikacji.
O, słuszna uwaga. Nick jako logo, marka – to jest to. Kominek, fanatyk, finwe.isilra – to od ręki trafia do głowy i pozwala powiązać daną osobę z otoczeniem. Co do bezpośredniości – zauważ, że zdarzają się nadal formy Pan/Pani, i to zwłaszcza tam, gdy wiadomo, kto pisze (mówię np. o blogu Roberta Gwiazdowskiego albo blogu Domu Maklerskiego BOŚ S.A.).
Panie Wesoły, czy na pewno łudził sie Pan, że nikt Pana nie rozpozna? Albo odwrotnie, że rozpozna?
Chodzi nie o to, by złapać króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go! go, go, go, go, go….
Ale się towarzystwo rozpisało o tożsamościach, anonimowości i paranoikach:)) Dopiero co zajrzałem na bloga WT i tam zobaczyłem przepiękne zdanie niejakiej odzywkidowlosow (Beato, to Ty?!:)): wpuszczamy siebie do naszych domów tylko na wysokość monitora. Mistrzostwo, taka krótka forma a tak wiele mówi:)
@WT: Aż musiałem zobaczyć, kto zacz jest Robert Gwiazdowski. Ładnie zrobiony i pisany blog. Formy oficjalne (Proszę Pana/Pani Profesor), półoficjalne (Panie Jarosławie) oraz ch. w. jakie (Pawle, Dominiku) w internecie zachodzą, jak mi się wydaje tam, gdzie piszących wiążą relacje środowiskowe. Dla mnie to jest jeszcze jeden powód, żeby używać nicków. Wtedy nawet siny ze złości, waląc wściekle w klawiaturę, można uzyskać na końcu wcale nie taki głupi efekt: “Gwiazdek, gratuluję habilitacji, stary! Pozdrawiam, twój Super Mind”
@Beata: masz dzisiaj figlarny nastrój:)
@fi: To jest rzeczywiście świetny tekst. Odżywka go napisała, Ty odkryłeś, a ja go uwiecznię:) Bo to warto wiedzieć takie rzeczy.
Jestem odzywkadowlosow – oDZywka od ozywania się, w końcu mogę sie odzywać do czego chcę:)
miałam takiego nicka kiedyś, kiedy Moralny namówił mnie na kominek i tak zostało. Musiałabym zmieniać, a nie chce mi się, bo wpadam do Psotnej:) Bardzo sympatyczna, młoda dziewczyna, Beatą jestem od momentu czytania “Rzygaczy”.
Nastrój…eee, zmienił się, stacja kosmiczna zagrożona, łyżwa choruje, Śnieżka się sypie, Pawlak milczy, czarne dziury nieaktywne, koniec świata…
@Beata: Prezpraszam, to nieprozumienie. Sądziłem, że nie chciałaś używać polskich znaków. Nie skojarzyłem , że chodzi o od-zywki do czego popadnie [np do mnie...] :p
@Slawkas: R.Gwiazdowski to jest taka odtrutka po gadających głowach w stylu Witka O. czy Darka R. No i z jajem, i do rzeczy…:)
@Beata: a co trzeba robić, żeby poczytać Rzygacze? To ma coś wspólnego z Akademią Rzygaczy?
sławkas :) bawi mnie to tłumaczenie :) i sprawia przyjemność :) do Ciebie będę sie odzywać:)
WT – nie wiem czy RZ maja cos wspólnego z ARZ…Rzygacze trzeba poprosic o wpuszczenie:) to babski blog i facetów tam nie ma :) jak się jakis podszywał szybko był “wyłapywany” i blokowany, ale…to nie mój blog i ja o niczym nie decyduję.
sławkas:) miało być do Ciebie będę sie odżywiać:)
@Beata: a jak babski, to nie, dzięki:)
WT…:(
tak gwoli ścisłości -też jestem baba
@WT: RG mnie zaciekawił. Trafił już do zakładek i jest poważnym kandydatem co najmniej do RSS :)
@Beata: mówi się: “dla” ;)
Sławkas…nie dla, DO CIEBIE, i nie pytaj błagam, nie pytaj dlaczego, tak ma byc i konie, gra słów
czy pan RG jest od od Janusza K M? ……….sprawdziłam, jest :( no i juz dostałam wysypki na plecach…nie będe sie wypowiadac
RG od JKM? A możesz pokazać dlaczego? Obaj liberałowie, fakt, ale RG strawniejszy. No i mówi tylko o gospodarce, a nie o wszystkim.
Choć nie wiem, jakie są związki UPR i CAS…
PS: a ja nie jestem baba, więc blog babski chyba nie dla mnie…:)
WT, to co ja TUTAJ robię?
@Beata: TUTAJ nie jest blog ‘chłopski’. Nie przyszło by mi do głowy ani nawet nie słyszałem czy takie w ogóle istnieją, bo po co? Zamknięte strony ‘babskie’, jeśli już się trzymać tej terminologii, są faktem, ale to osobna historia. W każdym razie nikt tu nikogo nie będzie banował za płeć ani poglądy:)