Tajemnicza tożsamość blogera

Pod poprzednim wpisem nieoczekiwanie rozwinęła się dyskusja o skrywaniu się blogerów za nickami, a nawet  o wykazywanej czasami potrzebie anonimowości. Nie potrafię w tym momencie ocenić powodów takich zachowań. To chyba sprawa do badań psychologicznych i socjologicznych. Może jakiś przyczynek do tego wyniknie z toczonej właśnie dyskusji. Przy tej okazji mam ochotę wrzucić jeszcze kilka uwag o tym, czy to coś daje w sensie bezpieczeństwa. Poniżej poruszam tylko pewne okoliczności bezpieczeństwa danych, które zawsze budziły moje zdumienie.

Tożsamość i ochrona danych w epoce komputerów i internetu to fikcja. Firmy i urzędy zbierają najdrobniejsze i głupawe dane o człowieku. Potem dzięki temu różni ludzie w tych firmach mają do tego dostęp. Albo handlują tymi danymi. Albo jakiś debil kopiuje je na pena i gubi w autobusie.

Wojsko, Policja, ABW czy inni zbierają o swoich ludziach takie czy inne rzeczy i robią tajemnice czasem nawet z tego, kto tam pracuje, a potem ci sami ludzie idą do służby zdrowia i tam muszą podawać jeszcze bardziej szczegółowe dane, łącznie z miejscem pracy z rozbiciem na jednostki czy wydziały, jeśli to jest służba zdrowia resortowa, potem są tam opisywane ich różne przypadłości, a jeszcze do tego to wszystko jest powiązane z członkami rodzin, którzy też tam są pacjentami szczegółowo opisanymi. Te dane praktycznie nie są chronione. To jakaś paranoja.

Albo ci sami ludzie ze służb idą do nie wiadomo jakich firm, po kredyty, po inne rzeczy, samochody, kiedyś nawet po komórki i biorą te usługi za jakąś śmieszną zniżkę oferowaną np. dla policjantów czy strażaków itp. Muszą tylko wykazać, gdzie pracują. To samo z ubezpieczalniami. Cała służba jak na widelcu.

Giną komputery z twardymi dyskami, ze szpitali, z urzędów, gdzie jest wszystko o wszystkich szczegółowo zapisane. To są dopiero jaja.

To, że ktoś tam pozna, kto co napisał, to tak naprawdę ma znaczenie dla już posiadanych znajomych, jeśli jeszcze nie wiedzieli, że ktoś bloguje. “A, to ty napisałeś? Wiesz, że to było fajne!”. I to właściwie tyle. Dla nieznajomych nie zmienia to wiele, jeśli dowiedzą się jak się nazywa ten czy ów nick. No chyba, że to już jest nick-instytucja, to jakaś tam ciekawość jest większa. I też nic z tego nie wynika w sensie zagrożeń.

Zagrożenia to są te wyciekające dane ze śledztw, z tajemnic państwowych czy lekarskich, oraz to co można wyciągnąć ze statystyk. W skali indywidualnej znaczenie może mieć sieciowa aktywność danej osoby, tylko że prywatnie nie ma przed tym obrony poza zaprzestaniem korzystania…

41 komentarzy do wpisu “Tajemnicza tożsamość blogera”

  1. finwe.isilra pisze:

    Ech, ile razy już to pisałem – trudno się z Tobą mój drogi nie zgodzić:) Oczywiście wiara w anonimowość w dobie internetu jest mrzonką, jednak nie do końca – wszystko zależy od tego, w jakim stopniu jest się osobnikiem interesującym kogoś. Ponieważ najlepiej znam swój przykład (jakżeby inaczej), wezmę go na tapetę – jestem taką sobie osóbką, piszącą o dziwacznych sprawach, nikomu nie znaną. I dobrze się z tym czuję, nie powiem. W rzeczywistości można oczywiście łatwo dojść do moich danych personalnych poprzez powiązania w sieci, tylko powstaje pytanie – po co? Czy rozpoznanie kogoś takiego jak ja ma dla kogoś znaczenie? Wiem, piszesz, że moje nazwisko dla obcych i tak nie gra roli. A jednak, jest coś takiego, co… trudno mi to określić, krępuje? Lepiej się czuję, kiedy występuję pod nickiem, tyle. I zakładam, że dla nikogo nie jestem tyle wart, by przekopywał się przez powiązane konta itp. Dlatego dla osoby takiej jak ja pewna anonimowość jednak istnieje. I dobrze mi z nią.

    Może to głupie, i to bardzo, ale nie afiszuję się wśród znajomych tym, że prowadzę bloga, tym bardziej na przykład w pracy czy gdziekolwiek indziej. Nie jest to coś wstydliwego, oczywiście, ale może po prostu obawiam się krytyki od rzeczywistych ludzi? Nie wiem. Temat jest dość ciekawy, rzeczywiście, warto może dokonać jakichś przełomowych odkryć w psychologii Internetu:)

  2. Beata pisze:

    Czy wiesz, że ten facet u góry to moja miłość niespełniona? Dzięki, dzięki, że dałes kobiecie chwilę rozmarzenia…

    Wpadam często na takie dwa zamknięte (konieczne zaproszenie) blogi, mieszany i babski blog, nie znałam tam nikogo, ale spotykamy sie teraz także w realu, grupowo :) w zależności od miasta, miejsca spotkania, jest…fajnie :)

    Bloga swojego chyba jednak wole pisac anonimowo, chyba że mnie ktoś rozpozna :) Kiedyś, przypadkiem, poczyniłam literaturę lekką :) dla nastolatków młodszych, znajomi odnajdywali sie w tekście i było wielu niezadowolonych ! To mnie przeraziło i wstrzymało wenę :)
    “Dlatego dla osoby takiej jak ja pewna anonimowość jednak istnieje. I dobrze mi z nią. ” :)

  3. slawkas pisze:

    @fi: W stu procentach się z Tobą zgadzam. Właśnie tak to i dla mnie wygląda – absolutnej większości userów nie nie jest potrzebna wiedza o tym z kim personalnie mają do czynienia w internecie. Pomijam serwisy randkowe… Ale gdy ktoś zechce rozszyfrować określonego użytkownika a nawet coś więcej się o nim dowiedzieć, to w większości przypadków mu się uda. Nie wspominając o takich programach jak Echelon itp., dzięki którym niektóre rządy i organizacje wiedzą o nas więcej niż my sami.

    Lepsze samopoczucie pisania pod nickiem? Większość ludzi tak ma moim zdaniem. W moim przypadku też jest i w pełni jawny profil na serwisie społecznościowym, i autorski serwis, a z drugiej strony choćby ten blog. Niby oficjalnie, ale ze znajomych to chyba nikt nie wie:) Nie będzie tragedii jak się dowie, i kiedyś na pewno do tego dojdzie, ale nie chcę o tym trąbić.

    Do tego pisania dochodzi oczywiście przygodne komentowanie na portalach jako jakieś-trzy-przypadkowe-litery. Ale to jest inna sprawa. Raczej jak uśmiech na ulicy albo fakjowanie obcych kierowców, czyli emocje bez wchodzenia w bliższe relacje.

    Myślę, że jest to to samo, co w realu, kiedy czym innym jest śmiałość przedmiotowa, np. w załatwianiu czegoś, a czym innym śmiałość w sprawach osobistych.

    Nick i niby-anonimowość jako efekt osobistej nieśmiałości?

  4. slawkas pisze:

    @Beata: Gdyby to była miłość spełniona, to byłabyś przez kilka sezonów w każdym numerze “Kobiety i Życia”:) Nici z anonimowości.

    Internet jest z pewnego punktu widzenia kolejnym sposobem komunikowania się i objawiania zainteresowań. Znajomość oparta na takich samych zainteresowaniach będzie wcześniej czy później, że tak powiem skonsumowana. Jak spotkanie nieznajomych do tej pory widzów na meczu albo na koncercie. Zawsze takie rzeczy się działy, tylko sposób komunikowania był inny.

    Nie chcę być advocatus diaboli, bo jak napisałem wyżej, wcale nie jestem za pełną jawnościa w internecie. Być może jego znaczenie opiera się też na tym, że daje możliwość pozostawania “oficjalnie” anonimowym. Jak w weneckim karnawale. To nie ten don z tamtym donem spiskuje, ani nie ta donna się puszcza. To tylko jakieś maski:)

    Zorro też był nie do rozszyfrowania. Nawet dla kobiet…

  5. Beata pisze:

    slawkas…nie rozumiem…

  6. slawkas pisze:

    @Beata: ?
    Nie jestem pewien, w którym momencie się nie rozumiemy:( Musiałem coś namieszać.

    Pomijam tych, którzy nie zdają sobie sprawy, że internet jest jak plac przed ratuszem. Wszytko widać.

    Pozostali traktują chyba anonimowość jako rzecz umowną. Część osób pisze pod nazwiskiem, używając równolegle nicków, o których i tak wszyscy wiedzą, że należą do nich. Być może to jest pozostałość ze starych “partyzanckich” czasów.

    Inni wolą nie łączyć swojego pisania i nicków ze swoimi nazwiskami. To gra pozorów na krótszą metę, moim zdaniem przed przejściem do pragrafu wyżej za jakiś czas. Tak jest w moim przypadku. Tak jest i w Twoim – szukając potrzebnych Tobie linków w tamtym tygodniu natknąłem się na oba nurty Twojej twórczości, edukacyjny i literacki, jawnie przecież podpisane. Umówmy się, że o blogu teraz nie wspomniałaś.

    To jest jak z tym balem maskowym albo Zorro. Czy przyłożenie maski na patyku do twarzy albo założenie czarnej opaski uczyni człowieka nierozpoznawalnym? A jednak w jednym i w drugim przypadku widzowie wpadali w tę konwencję.

    O kobietach i Zorro to nawiązanie do kobiecej intuicji, która jakoś zawodziła w tym przypadku. Gdy bohater nie miał maski, nie było takiej możliwości, żeby któraś filmowa wielbicielka go rozpoznała, choćby po uśmiechu:)

  7. WT pisze:

    W sumie mam podobną sytuację, jak Beata – jako ja sieciowy, gdy się udzielam tu i ówdzie, miałem okazję poznać parę osób, spotkać się z nimi w realu, a jako WT jestem tylko bytem wirtualnym. I nawet nieźle mi z tym, tylko ta samotność…WT to taki głos w mojej głowie:)

    Nie łudzę się, że jestem animow…anomi..anime…że nikt mnie nie rozpozna, niemniej o tym, że pisze bloga jako WT wiedzą może dwie osoby (żaden wstyd, ale może inni mają o mnie inne wyobrażenie – i po co psuć im bajkę?). Ciekawe, który z nas jest bardziej autentyczny? I czy bardzo się różnimy? No cóż, nie mi to rozstrzygać.

  8. Beata pisze:

    Nie byłam nawet jednego sezonu w KŻ :( i co teraz?

  9. Beata pisze:

    WT a te osoby w realu są realnie na wyciągnięcie ręki? Myślę, że odległość czasowa czy też fizyczna jest atrakcyjna :)
    tak na trochę, na chwilę, jest…bezpiecznie?

    poza tym myślę, że na blogach są dwa rodzaje (wybaczcie) osób, dla których przekaz literacki, naukowoliteracki, przekaz pismem jest bardzo ważny. Dlaczego dwa rodzaje? bo ten drugi jest bardziej skrótowy :) powiedziałbym smsowy :) minimalność komentarza połączona z emocjonalną intensywnością przekazu :)

  10. finwe.isilra pisze:

    Ale się porobiło – na chwilę nie zyrkałem i już cała masa komentarzy:) Nawiązując do odpowiedzi Slawkasa, szczególnie “anonimowość jako efekt osobistej nieśmiałości”: nic, tylko podpisać się wszystkimi dwiema rękami pod tą wypowiedzią. Zgadzamy się tutaj w pełni. Coś w tym naprawdę jest, przyznam szczerze, że nie mam żadnych “rzeczywistych” znajomości, które miałyby swoje źródło w Internecie. Nie dlatego, że uważam takie znajomości za coś złego, absolutnie, raczej dlatego, że i “normalnych” znajomości mam niewiele, z własnego świadomego wyboru. Jesteś dość “dzikimi” człowiekiem, w sensie społecznym, i dobrze mi z tym. Ograniczenie do nicka na mojej stronie mi odpowiada również dlatego, że mam pewną kontrolę nad tym, jak intensywny jest kontakt z czytelnikami. Zdarzały mi się przypadki, gdy na maila dostawałem dziwne informacje, które niekoniecznie mnie interesowały a były jakby zakamuflowanym zaproszeniem do pogłębienia znajomości. Nie interesuje mnie to, nawet jeśli to dziwactwo. Niby-anonimowa obecność w sieci odpowiada mi, bo dzięki temu, nawet jeśli sztucznie, istnieje pewien dystans, który lubię zachowywać.

  11. slawkas pisze:

    @WT: Im więcej tego głosu w Twojej głowie, tym więcej dobrych tekstów na naszych ekranach:)

    @Beata: I nie ma czego żałować. “Kobietę i życie” przytoczyłem jako pismo, które w czasach pierwszej popularności serialu o Zorro w jakimś stopniu uprawiało działkę zajętą dzisiaj przez pisma plotkarskie. Przynajmniej tak mi się wydaje. A może “Przyjaciółka” była bardziej na miejscu w tej sytuacji? Tak czy tak, poznałaś męża i Zorro (czy też Guy Williams – nie wiemy w końcu który z nich) nie miał szans:)

    @fi: z tego punktu widzenia internet to narzędzie, które pozawala na intelektualny czy emocjonalny kontakt, bez potrzeby wchodzenia w relacje wiążące się z fizyczna obecnością innych osób. Do tego jeszcze sprawujemy cały czas kontrolę nad skalą tego kontaktu. Do takiego użycia internetu rzeczywiście najbardziej odpowiednia wydaje się strategia możliwie największej anonimowości:)

  12. slawkas pisze:

    Ciągle nasuwa mi się pdobieństwo tego o czym mówimy w odniesieniu do blogów, do znanego od zawsze w literaturze (!) pisania pod psudonimem. Miało to miejsce szczególnie w dwóch sytuacjach.

    Jedna to taka, gdy to o czym pisał autor było uboczne w stosunku do jego głównego życiowego zajęcia. Było to coś przez samego autora uważane za mniej godne, w jakiś sposób może i krępujące.

    Druga sytuacja, to ostre, publicystyczne pisanie, jakieś pamflety, satyry, otwarte listy itp. Czasem jest bezpieczniej się wtedy nie ujawniać. A czasem i nie ma się czym chwalić, jak to się komuś grubo dowaliło:)

  13. finwe.isilra pisze:

    @Slawkas: Ująłeś to naprawdę świetnie, cenię Cię za bardzo skonkretyzowane, ujmujące sedno sprawy, wypowiedzi:) Intelektualny kontakt – jak najbardziej, fizyczna koegzystencja – niekoniecznie:) Powtarzam, że nie ma to być obraźliwe dla czytelników (nie chciałbym, żeby ktoś się poczuł dotknięty przez to co piszę w jakiś sposób), wynika to bardziej z tego, że sam lubię zachowywać kontrolę nad swoimi kontaktami społecznymi. Znasz to pewnie z życia – są ludzie, którzy w przelotnym kontakcie wyczuwają wezwanie do pogłębiania znajomości, co niekoniecznie zawsze ma sens. Wtedy trudno takie osoby, że tak brzydko powiem, “spławić”, uświadomić je, że są wprawdzie”fajne”, jednak to byłoby na tyle. Rozumiesz moje podejście?

  14. Beata pisze:

    Zeby tak wyjaśnić do końca, miałam epizod warszawski, ale wtedy pracowałam jako “poszukiwany-poszukiwana” :) krótko, wróciłam na Kaszuby do 3miasta i jestem do tej pory :) w odległości mniej więcej 15 km od granic ukochanej Gdyni. Zajmuję sie nauczaniem i wychowywaniem :) reszta to dodatek.

  15. Beata pisze:

    Wolę pisac anonimowo, moi uczniowie i wychowankowie szukaja mnie :)

  16. slawkas pisze:

    @fi: jak to zwykle bywa, życie samo dopisuje puentę. Tak się niespodziewanie stało i w przypadku Twoim:) Jeszcze raz gratuluję wielkiego sukcesu w konkursie. Wydaje się, że jest to jakaś prawidłowość, że po pewnym czasie spędzonym w necie utrzymanie pełnej anonimowości jest z jednej strony niemożliwe, a z drugiej nam samym przestaje zależeć na absolutnej konspiracji. Podstawowe dane są nie do ukrycia, linia obrony prywatności musi być przesunięta gdzieś dalej.

  17. slawkas pisze:

    @Beata: Tak jak wspomniałem w części dyskucji pod poprzednim wpisem, tym o podwórkach – dzisiaj nawet jeśli my nie chcemy być w internecie, to jeśli robimy cokolwiek publicznie, to i tak w internecie będziemy. Jeśli my tego nie napiszemy (to jest przejęcie inicjatywy w kreowaniu własnego wizerunku w sieci), to i tak napisze, wspomni, wymieni nazwisko, opublikuje zdjęcie, zamieści czy zacytuje publikację, ktoś inny.

    BTW. Mam nadzieję, że taktyczny okaże się na tyle zadupiem internetu, że nie grozi Ci odnalezienie przez Twoich wychowanków :-P

  18. finwe.isilra pisze:

    @Slawkas: Racja, życie samo pisze swoje scenariusze:) I znów muszę się z Tobą zgodzić – o ile początkowo konspiracja to rzecz niezwykle ważna, z czasem staje się marginalna – wynika to chyba z tego, że z początku nie kwapimy się do sygnowania swoim nazwiskiem czegoś, co niekoniecznie może być przychylnie odebrane, w przypadku absolutnej klęski jest jakaś obawa przed podpisaniem jej swoim imieniem i nazwiskiem. Bloga jednak prowadzę już dłuuuugo, widzę, że ma sens i odbierany jest pozytywnie – może z tego względu człek się staje gotowy na większą przejrzystość?

  19. Beata pisze:

    zadupie.. :)
    a uczniowie? mają okreslone dość wąskie zainteresowania, są niepełnosprawni intelektualnie, hasło “taktyka, taktyczny” może ich zainteresować, układ strony, wielkość czcionki juz nie…

  20. slawkas pisze:

    @fi: myślę, że tak. Wszyscy jesteśmy próżni, przynajmniej odrobinę. Ja w każdym razie na pewno :)

    @Beata: o tym nie pomyślałem…

  21. finwe.isilra pisze:

    @Slawkas: No to znowu mi tu pojechałeś, powiem tak: z mętnej wypowiedzi wycisnąłeś esencję:) Tak, próżność, nie owijając w bawełnę to właśnie próżność powoduje nami niezwykle często i nie ukrywam, że przez próżność trochę jestem nawet dumny ze swoich elaboratów:)))

  22. Beata pisze:

    och, finwe, prozy Twej niegodnam czytać, lecz dzisiaj, dzisiaj, dzięki czytaniu Cytadeli, przez 1,5 h rozmawiałam z 6-klasistami (chłopcy :) ) na temat czarnych dziur, LHC, wizji końca wszechświata i nie dałam plamy. (znalazł swój swego) , jak to się stało, że od różnic w dojrzewaniu płciowym chłopców i dziewcząt prześlismy do końca świata? całkiem naturalnie, całe dojrzewanie to właśnie koniec świata…

  23. slawkas pisze:

    @fi: to przynajmniej służy wyższym celom:)

  24. Beata pisze:

    mój wczorajszy komentarz…zaginął :(
    a pisałam o sukcesie, moim, dzięki Cytadeli, wybacz Sławkas, przez 1.5 h z 6-klasistami (chłopakami) rozmawialiśmy o końcu swiata, o LHC itp, oczywiście znałam sie na tym dzięki, wiecie KOMU… w gimnazjum juz pewnie byłabym za cienka z tych tematów :)

  25. slawkas pisze:

    @Beata: Dobrze, że zaalarmowałaś. Znalazłem Twój komentarz odrzucony między spamem. Nie wiem dlaczego maszyna tak zrobiła, ale już go przywróciłem.

    Czyż sukces Cytadeli nie jest zasłużony? :) Dla mnie także to co czytam na blogach i komentarzach jest rozwijające.

  26. slawkas pisze:

    Temat jaki poruszamy nabiera coraz większego rozmachu. Przy okazji rozstrzygnięć tego konkursu, w którym była zgłoszona Cytadela, poznaliśmy także tożsamość legendy niegdyś forum onetu, a obecnie całej blogosfery piszącej o sprawach publicznych, Matki Kurki.

    MK zwycięzył w głównej kategorii Blogera Roku (gratulacje) i zgarnął jeden z naszych laptopów (UUUU!), które pownien dostać fi (brawa!). Na swojej stronie Kurak w swoim stylu najnormalniej w świecie zamieścił skan dowodu osobistego. Jedna z największych zagadek walki politycznej w internecie przestała istnieć. Teraz zostało już tylko czytać – i zgadzać się lub nie.

  27. finwe.isilra pisze:

    @Beata: Ależ mnie tym komentarzem teraz ucieszyłaś:)) Cieszę się niezmiernie, że informacje, które podaję (pamiętaj jednak o tym, że nie można ich brać bezwarunkowo za pewniki, czasem zdarza mi się pomylić), pomogły w ciekawej dyskusji:) Swoją drogą mam pytanie – jak to wygląda wśród dzieci – co o tym myślą? Dają się porwać pewnej propagandzie i obawiają się końca świata?:)
    Wiesz, dzięki takim komentarzom jak Twój wiem po co w ogóle mam bloga:)

  28. finwe.isilra pisze:

    @Slawkas: Cóż to za czasy – wszyscy się ujawniają:)

  29. slawkas pisze:

    @fi: to jest “glasnost’ 2.0″

  30. Beata pisze:

    finwe, sama się zdziwiłam, bo chłopaki 12 letnie ale filozoficzne. Wszechświat albo się rozszerzy tak bardzo, że wszystko zgonie nieogrzewane słońcem, albo się skurczy :), albo ziemia zacznie sie kręcic w drugą stronę, albo czarne dziury wessą się od środka i wyskoczy z nich to co tam jest…a ludzie stworzą zmutowane roboty i one nas zniszczą, albo sklonują potwory i one tez nas zniszczą…
    a potem było o Bogu, że Biblia kłamie, bo Piłat urodził sie po Chrystusie, a ta pustynia co ja opisują, to przeciez nie jest największa na świecie, i po co się w ogóle umiera i po co się w ogóle żyje :) (gdzies to słyszałam) i co jest za wszechświatem? a jesli ktoś nagrzeszy a potem się rozgrzeszy to dlaczego on idzie do nieba?
    a na końcu było – jak sie zapładniaja ptaki?

  31. finwe.isilra pisze:

    Jak się zapładniają ptaki?:)) Ciekawe powiązania. Ciekawych masz uczniów, wydaje mi się (już nie bardzo pamiętam), że w wieku 12 lat to ja i koledzy byliśmy bandą beztroskich głupków:)) Cieszy, że są dzieci, które coś takiego w ogóle interesuje.

  32. Beata pisze:

    Te chłopaki to tzw norma, a zajęcia…wychowanie do życia w rodzinie! to co ma ich nie interesować jak TO sie robi?

  33. finwe.isilra pisze:

    Aaa, wychowanie do życia w rodzinie! A skąd miałem wiedzieć, jaki to przedmiot?:) Trochę chyba zeszliście jednak z tematu, co?

  34. veronica pisze:

    ale to jest tak: że ludzie uzbierają sobie obraz ciebie z tego, co osobie opowiesz.
    mniej lub bardziej dokładny.

    co prawda jestem zdania, że osobowości się nie ukryje, że w necie, czy w realu- jest się takim samym.
    a właściwie internet może bardziej nawet nas odsłaniać- bo nam się wydaje, że jesteśmy anonimowi.

    ale odróżniam pojęcie: chronienia prywatności od anonimowości.

  35. slawkas pisze:

    @veronica: Ukrywanie prawdziwej osobowości, anonimowość i prywatność – ładnie wypunktowałaś podstawowe rozróżnienia, które umykają wielu osobom. Są to określenia zupełnie różnych aspektów naszego funkcjonowania, a jednak często zdarza się mieszanie tych pojęć.

    Szczególnie dzieje się to w sieci, bo jednak w realu ludzie w sumie przyjmują do wiadomości, że osoba publiczna ma swoją sferę prywatną, albo że prywatnie ktoś okazuje się często zupełnie inną osobą, niż się prezentuje publicznie.

    Sieć jest pod tym względem o tyle bezlitosna, że błyskawicznie obnaża osobowość, i to w powiązaniu z tożsamością, która jest właściwie nie do ukrycia na dłuższą metę. Z tym musi liczyć się każdy, kto robi cokolwiek w sieci, czyli w dzisiejszych czasach praktycznie każdy w miarę oblatany członek społeczeństwa. Moje zdanie jest takie, że w tej sytuacji trzeba świadomie wziąć sprawy w swoje ręce i wykorzystując właściwości internetu starać się kreować swój pozytywny wizerunek.

    Powyższe nie oznacza wywlekania na forum publiczne spraw prywatnych. Każdy z nas sam zakreśla granice prywatności, które stara się chronić. Musi tylko tylko zrozumieć i zaakceptować fakt, że sieć jako miejsce publiczne wszystkich swoich użytkowników czyni w pewnym sensie osobami publicznymi. To powoduje, że ich tożsamość nie leży w sferze prywatności, nawet jeśli w danym momencie jest nieznana.

  36. szpiegowsky pisze:

    @sławkas hm. jakieś założenie tożsamości jest publiczne.
    i o ile nie wywlekę na wierzch jakichś prywatności- jak sama nazwa wskazuje – pozostaną one prywatne.

    to, że ktoś może cos o nas z kawałków wyszukać, czy odkryć- temu nie jesteśmy w stanie zapobiec.
    a nawet może się to stać bez naszego udziału.
    choćby dzisiaj znalazłam artykuł- traktujący o jakimś dochodzeniu policyjnym i świadku- i w komentarzach ktoś podał informację dotyczącą świadka.
    no gdyby ktoś chciał, to namierzenie danej osoby naprawdę po tych danych długo by nie zajęły…
    a przecież zaistniały w sieci bez udziału osoby zainteresowanej.

    kreowanie wizerunku to już inna kwestia.
    jeśli chce ktoś wizerunek przez net kreować- życzę powodzenia…
    pod warunkiem, że dana osoba ma przynajmniej pojęcie jak internet funkcjonuje.
    przykład blip: i profile firmowe zus, czy poczty polskiej…

    w kwestii prywatności: bardziej mnie śmieszą celebryci, którzy najpierw opowiadają dookoła wszystko o wszystkim, a potem nagle jest płacz i zgrzytanie zębów, że media im wchodzą w życie prywatne.
    prywatnie: podziwiam niektórych artystow za to, jak właśnie potrafią się zachować, i jak szanują swoją prywatność, a co za tym idzie swoje rodziny, domy, wartości- rzeczy niezbywalne i najważniejsze dla nich.
    a jednocześnie realizują się zawodowo- i także istnieją w mediach z uwagi na osiągnięcia zawodowe.
    i choć zdarzają im się (jak innym ludziom) potknięcia, czy zawirowania w życiu prywatnym- dzięki ich postawie- są to ich zawirowania, a nie rzeczy którymi obklejonych jest sto tysięcy kiosków ruchu w polsce.

  37. slawkas pisze:

    @szpiegowsky: Zgoda. Odniosę się tylko do fragmentu o kształtowaniu wizerunku. Każdy może to robić. Nie wymagajmy profesjonalnych działań od osób prywatnych. Dobrze jest tylko zdać sobie sprawę, że w internecie i tak są informacje o nas nie pochodzące od nas. W kształtowaniu osobistego wizerunku chodzi o dostarczanie informacji od siebie i przejęcie w ten sposób większej lub mniejszej kontroli nad tym, co sieć o nas mówi i wie.

  38. szpiegowsky pisze:

    @slawkas takie kształtowanie kojarzy mi się z manipulacją.
    albo z przedstawieniem siebie koniecznie w pozytywnym świetle.
    mnie się zdarza przyznawać do robienia głupich rzeczy.

    wiadomo: mądrzej by było nie robić tych glupich, ale się zdarzają.
    a już kolejnym poziomem w tej grze- jest uczenie się na błędach innych.
    dlatego staram się przyznawać do głupich rzeczy, do błędów, do pomyłek.\do tego, że cczegoś nie rozumiem, albo zrozumiałam za późno,.

  39. slawkas pisze:

    @szpiegowsky: złe skojarzenie :) Oczywiście można próbować takiej manipulacji i niestety wiele osób ulega pokusie tworzenia siebie w sieci na nowo. Sęk w tym, że internet weryfikuje wszystko i jest niesłychanie pamiętliwy. Kto wstąpi na tę ścieżkę, ten może sobie na dłuższą metę tylko zaszkodzić i utracić wiarygodność. Dlatego prawidłowa droga to raczej przejrzystość i rzeczowość. Trzeba wiedzieć, że internet tak funkcjonuje.
    Wracając do ochrony prywatności – znowu, nie oznacza to publicznego rozprawiania o swoich osobistych sprawach.

  40. veronica pisze:

    @sławkas
    ha! ale żeby dojśc do takiej drogi, to lata medytacji i zen ;-)
    i nirvana ;-)
    się człowiek uczy wielu rzeczy metodą prób i błędów.

    można sobie do woli NIE rozprawiać o prywatności, i tak może się zdarzyć, że coś się pojawi poza naszymi plecami, że ktoś nas wytknie paluchem.
    na to nie ma sposobu, ani rady.
    w dobie internetu chyba możemy zapomnieć o jakiejkolwiek tajemnicy.

  41. slawkas pisze:

    @veronica: takie coś nie nazywa się zen, tylko SEO ;)

Skomentuj