Dzienkaryna

by taktyczny

No przecież nie mogło opinii na ten temat zabraknąć chyba nigdzie. Dziennik i Kataryna, a teraz już właściwie, aż wstyd napisać, Dziennik a blogosfera. Temat jest moim zdaniem rozdmuchany ponad miarę.

Interesuję się polityką od zawsze ale o Katarynie usłyszałem po raz pierwszy przy tej okazji, a i Dziennika chyba nidgy nie miałem w ręku, a na pewno nigdy nie kupiłem. Myślę, że nie ja jeden. Medialny szum, jaki się wytworzył, właściwie mógłby większości blogerów nie dotyczyć, tyle, że przy okazji pękła bańka wzajemnych animozji środowiska dziennikarskiego a blogosfery. Jestem za blogosferą, ale… to nie jest moment.

Potoczna opinia o tym, jacy są dziennikarze, że słabi warsztatowo, nie wykształceni, nie zawsze etyczni itp, to jedna sprawa. Jednak w tym przypadku blogosfera też nie ma się kim pochwalić. Dobrze byłoby, gdyby ośrodkiem sporu był ktoś znaczący i z charakterem. Tymczasem Kataryna z placu boju czmychnęła. Janke, właściciel platformy blogowej na której publikowała, zachowuje się jak mazgaj. Nie wiadomo o co tym dwojgu chodzi. Zdaje się, że główne swoje pieniądze zarabiają w sferze związanej z mediami tradycyjnymi. Ich rzetelność jako publicystów także nie została zweryfikowana, a jedynie milcząco przyjęta, na co zwracam uwagę, bo potem może być łyso. W każdym razie Kataryna ani nie nadaje się na symbol, ani chyba wcale nie chce być stawiana na piedestał.

Ten spór faktycznie toczy się pomiędzy  przedstawicielami zagrożonej w istnieniu prasy, a tą częścią środowiska mainstreamu mediów, która tylko wykorzystuje internet jako dźwignię do swoich zasadniczych interesów. Moim zdaniem, niech się żrą. Normalsi powinni to zlewać.