Jarmark w Fierclewie

by taktyczny


W Danii handlowanie zbędnymi rzeczami użytku domowego jest bardzo popularne. Z drugiej ręki można sprzedać i kupić praktycznie wszystko, począwszy od mebli a skończywszy na drobnych zabawkach czy starych butelkach. Są dostępne zaczytane książki i najnowsze filmy, archaiczny sprzęt RTV i piękna biżuteria, i zaraz obok waciki do uszu z czyichś zapasów. Loppemarked, czyli pchli targ jest spotykany często, a jednym z większych i z dużymi tradycjami jest ten odbywający się w każdą sobotę lata w bardzo ładnym miasteczku Fjerritslev, w Północnej Jutlandii.

Jarmark odbywa się na głównych ulicach miasta, nazywających się oczywiście Wschodnia i Zachodnia. Jeśli ktoś nie wie, jaką ulicę wpisać w GPS, żeby dojechać do centrum dowolnego duńskiego miasta, może w ciemno pisać np. Vestergade. Będzie na 90%. W przypadku Fjerritslev szczególnie warto.

Na kramach obok siebie miodzik, książki i skorupy. Rzeczy są na ogół w przyzwoitym albo i bardzo dobrym stanie. Duńczycy dbają o rzeczy. Ceny na targu są śmiesznie niskie, a jak na duńskie warunki to czasami wręcz symboliczne. W arcybogatym społeczeństwie nadal i tak każdy grosz może się przydać a dla kupujących groszowy zakup może się okazać nadzwyczajną okazją. A jeśli nie sprzedadzą, to oddadzą darmo do kościelnych sklepów handlujących na cele dobroczynne. Oprócz osobistej oszczędności jest w tym jeszcze coś typowo duńskiego – żeby się nie zmarnowało, może komuś się przyda. Jeszcze jeden z powodów, że są tak zamożni jako naród?

Targ jest atrakcją turystyczną i dobrą okazją do rodzinnego spaceru. Nie może zabraknąć atrakcji – darmowych -  dla dzieci. Są nadmuchiwane trampoliny, karuzela, drogowy pociąg. Podstawowa zasada znana przytomnym rodzicom na całym świecie brzmi, że dobre dziecko to wywściekane dziecko. W połączeniu z drobnym zakupami jest to miły czas na spędzenie sobotniego przedpołudnia.

Flagi. Flagi muszą być. Duńczycy to kochają. Flaga jest wszechobecna i towarzyszy niemal każdemu przedsięwzięciu. Jak chłop wystawia kartofle na sprzedarz przy drodze, to też zatyka na skrzynce flagę. Co dopiero mówić na takim jarmarku, który jest w gruncie rzeczy pretekstem do ściągnięcia klientów do stałych sklepów w “najszczęśliwszym miasteczku handlowym w komunie Jammerbugt”, jak to ujął miejscowy dziennikarz-dziejopis. Stowarzyszenie tych kupców z prawdziwego zdarzenia jest organizatorem jarmarku do spółki z magistratem, a także sponsorem atrakcji. Nie wyklucza to działania z wyższych pobudek, dla dobra miasta i mieszkańców.

W niektóre dni czas umila orkiestra, amatorska ale naprawdę przyzwoita. Jest jedną z niezliczonych lokalnych aktywności w Danii, które ludzie robią z pasji, niezależnie od pracy zawodowej. Robią dla siebie i dla społeczności.

Jarmark odbywa się w każdą sobotę lipca i sierpnia mniej więcej od 9 do 13. Każdy tu znajdzie coś dla siebie lub dla bliskich, albo przynajmniej trochę się rozerwie.