Wlepka na sumienie

by taktyczny


Na Pamiętniku wywrotowca temat o lansowaniu się poprzez uzewnętrznianie poparcia dla różnych akcji, które mają tę wspólną cechę, że są ‘trendy’. Temat jest szeroki i o ile nie ruszają mnie akcje charytatywne lub związane z kulturą masową, to mam nieco inne spojrzenie na nagłaśnianie problemów politycznych,  w ten powierzchowny ale za to masowy sposób.  Osobiście uważam takie polityczne manifestowanie za sympatyczne. Ja nie stosuję, wolę zabrać głos w dyskusji przez komentarze albo wpis na swoim blogu. Ale jeśli ktoś chce, to dlaczego nie? Wielu wyraża w ten sposób swoje poparcie, a już od jego osobowości zależy na ile jest ono świadome, a jego wiedza pogłębiona. Czy poza manifestacją przynależności do pewnego trendu, ci ludzie zrobią coś konkretnego? Większość zapewne nie, ale razem stanowią opinię publiczną, a to coś znaczy. Dla ludzi żywotnie związanych z jakąś sprawą ma to na pewno wartość, bo świadczy o rozgłosie i znaczeniu wydarzeń w ich kraju. Dla nas chociażby miała wielkie znaczenie znajomość na świecie na początku lat 80-tych przynajmniej symboliki Solidarności. Inny znany przykład to prezydent Kennedy, kiedy powiedział “Jestem berlińczykiem!” Czy to była prawda? No nie, nie taka mainstreamowa, powiedzmy… Ale prawda czasu w tych słowach była i miały one wpływ na historię. Dlatego sądzę, że niech już będą choćby te wlepki na blogach czy podkolorowane avatary. Taka akcja zawsze w pamięci gdzieś zostaje i kiedyś może zaowocować.