Warto wiedzieć Ó
by taktyczny
Obecna edycja cyklu “Warto wiedzieć” różni się od poprzednich obecnością KOMENTARZY, które dodałem od siebie do poszczególnych prawd objawionych. Tak to jest, że egzegeza potrafi być nie mniej istotna niż sama treść, zatem nie można już więcej pomijać takiej możliwości oddziaływania. Poza tym zastanawiam się nad formą obecności tej ramki w kolumnie bocznej, być może zrobię jakieś zmiany.
Prostytucja to zawód, kurestwo to cecha charakteru – trochę grubo, ale w sumie racja i można wykorzystać przy złorzeczeniach na mocno podpadniętego bliźniego swego.
My faceci to mamy przerąbane, całe życie dni płodne – ale nikt by się nie zamienił.
W demokracji nie wymusza się zgody, lecz ją produkuje – tak jest, i czasem przychodzi na myśl, że jedynowładztwo na pewno nie jest sprawiedliwie, ale też jest w gruncie rzeczy uczciwsze.
Ekonomia to jedyna nauka, w której laureat Nobla z tego roku neguje to, co powiedział laureat z poprzedniego roku – to każe się zastanowić, czy ekonomia w ogóle zasługuje na miano nauki, a w każdym razie wygadane kobiety o orientalnej aparycji są tańsze w utrzymaniu, nawet jeśli im dołożyć na karmę dla czarnego kota.
Racja jest jak cień Jarosława Kaczyńskiego, podąża za nim krok w krok – ramię w ramię z bratem-nieudacznikiem.
Czy u nich globalne ocieplenie było wtedy, kiedy u nas było globalne oziębienie? – śledzenie dziejów ściemy o globalnym ociepleniu mogłoby być nawet śmieszne, gdyby to, co się za tą intrygą kryje, było zabawne.
Żadna gmina nie poświęci komfortu i bezpieczeństwa dla 500 bułek – austriackie gminy potrafią liczyć i gdy ktoś im wciska ośrodki dla imigrantów jako formę ożywienia lokalnego rynku, wtedy umieją się zdobyć na coś więcej niż tylko austriackie gadanie.
Dzień bez punkta to dzień stracony – biurowo-szkolna klasyka ma swoich wyznawców jawnych i utajonych.
Życie jest piękne – dla każdego w innym momencie – prawda słodko-gorzka.
Przy prędkości 200 km/h napis 40 jest nieczytelny – z drugiej strony, zdolności czytania nie wolno nie doceniać.
Istotą dziennikarstwa jest nie znać się na niczym, ale mieć swoje zdanie na każdy temat – koronny dowód na to, że wcale nie prostytucja jest najstarszym zawodem świata, a jeśli jednak tak, to konkurencja odbiega niewiele…
Anonimowy pracownik Kancelarii Premiera milcząco potwierdza – a to właśnie przykład działań dziennikarskich.
Co ciekawe – ten tekst o kurestwie to jest tak stary, że aż strach. Ja znam go gdzieś od…hmmm…15 lat? 20? Coś koło tego. A widzę, że ostatnio robi karierę w sieci (powtarzają go tu i tam…). No cóż, widać z tekstami jak z modą – wraca cyklicznie.
Ekonomia to JEST nauka. Amen. I nie zgadzam się na dyskusję w tym temacie:)
A to o prędkości to sobie kiedyś na zderzaku napiszę…jak będę miał zderzak oczywiście:)
Oho, bardzo obrodziło tym razem:) O prędkości bardzo ładne i w gruncie rzeczy jakże prawdziwe, rzeczywiście warto mieć na uwadze jako próba wytłumaczenia przed organami ścigania:))
@WT: Ekonomia to nie nauka, tylko nieudolna próba dojrzenia ustalonych mechanizmów w ogromnym chaosie:) Wiem wiem, pewnie myślisz, że to znów duch Klein nade mną krąży, jednak tu się wtedy pomylisz – tym razem inspiracją dla takiego wniosku jest inna książka (Philip Ball “Masa krytyczna”), która – w dużej części – próbuje mozolnie wykazać, jak to fizyka próbuje odnaleźć się w naukach ekonomicznych. I mimo ciągłego kombinowania wokół tematu (nie doczytałem do końca, może do połowy, bo tak mnie znużyła tematyka) i usilnych prób pokazania, że ekonomię da się ugryźć naukowo, ciągle pojawia się jedno zastrzeżenie, jak mantra – tego lub owego procesu lub też mechanizmu nie da się przewidzieć, nie da się wysnuć na jego podstawie wniosków – wybacz, ale nauka to teoria, która PRZEWIDUJE zachowanie rzeczywistości:)
@fi: ależ! Czy odmawiasz psychologii miana nauki? Albo tej części biologii, która zajmuje się ewolucją? Bo Twoja wypowiedź zabrzmiała tak, jakby nauką było jedynie to, co pozwala przewidzieć zachowanie rzeczywistości ze 100% przyszłością. BTW – możemy się rozwodzić, czy można przewidzieć rzeczywistość, skoro jest to coś, co jeszcze nie nastąpiło, a więc nie jest rzeczywiste…ale byłaby to dyskusja akademicka. Ekonomia przewiduje przyszłość, a jakże – niemniej ze względu na to, że przedmiotem ekonomii są w gruncie rzeczy ludzie, z całą ich pokręconą psychiką, przewidywanie nigdy nie będzie w 100% trafne. Ekonomiści sami wiedzą, że owe mechanizmy, których szukają, nie sprawdzą się w praktyce – pozwolą jedynie stworzyć model teoretyczny, od którego następnie będzie można zaobserwować odchylenia:) A zresztą – prawo podaży i popytu jest dosyć prostym prawem, które – w idealnych warunkach – sprawdzi się zawsze. Ponieważ nie mamy idealnych warunków, prawo to sprawdza się jedynie w większości przypadków:)
Tak więc mój drogi, nie zgodzę się z Tobą:)
Ech, a ja to wcale nie chcę, byś się ze mną zgadzał:)) Nie odmawiam Ci też częściowo racji, jednak przekonać mnie do tego, że ekonomia jest “pełnokrwistą” nauką na pewno nie zdołasz. W przypadku psychologii można by również dyskutować, jednak biologia ewolucyjna? To porównanie wydaje mi się cokolwiek nietrafione.
Może rzeczywiście przesadziłem z tą rzeczywistością, tak chciałem jakoś w jednym zdaniu sprawę ująć, trochę naginając nieszczęśliwie fakty:) Jednak musisz przyznać, że coś w tym jest – nauka “z prawdziwego zdarzenia” bada określone procesy, mechanizmy etc. i na podstawie tych badań (empirycznych) próbuje kształtować generalnie obowiązujące prawa i zasady. Możesz powiedzieć, że istnieje coś takiego jak fizyka statystyczna czy nawet mechanika kwantowa, która operuje jedynie na prawdopodobieństwach i szacunkach. Jednak obejmując statystycznie jakieś zjawisko i tak jest w stanie przepowiedzieć jednoznacznie, co będzie jego skutkiem. Tymczasem w ekonomii mimo zebrania ogromnej ilości danych i prób ich interpretacji ciągle pewność, że coś odbędzie się tak a nie inaczej nie istnieje. Sam zresztą o tym piszesz – ekonomiści sami wiedzą, że mechanizmy przez nich badane nie mają przełożenia na praktykę i tworzą mimo to modele, mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dla mnie akademicka ekonomia to to taka zabawa w naukowca – jednak jest tutaj jeden poważny problem: o ile naukowiec amator, zabawiający się przykładowo w przemyślenia nad perpetuum mobile nikomu w ten sposób nie szkodzi, o tyle eksperymenty “naukowych” ekonomistów są realizowane w świecie realnym, tak ot, aby zobaczyć, co się stanie – nierzadko kończy się to katastrofą.
No fakt, z tą ewolucją to pojechałem po bandzie:) Niemniej – wrócę do najprostszego i podstawowego przykładu. Prawo popytu i podaży. Oczywiście, nie ma możliwości przewidzenia dokładnie, co się wydarzy, jeśli podniesiemy cenę danego dobra (albo inaczej – ilość zmiennych na to wpływających jest zbyt duża), niemniej przy laboratoryjnych warunkach (no niestety, nie mamy takiego laboratorium) można dokładnie przewidzieć, co się stanie. Można wyznaczyć krzywe popytu i podaży, ich przecięcie (cenę równowagi) itp. A zauważ, że ekonomia to nie tylko zagadnienia makro – to także finanse, rachunkowość, zarządzanie przedsiębiorstwem i cała masa przedmiotów, których uczą na kierunkach ekonomicznych. Co dalej – nie twierdziłem, że modele nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, ale że jedynie od niej odbiegają, podobnie jak warunki za oknem odbiegają od idealnych temperatury i ciśnienia, jakie mamy w laboratorium. Niemniej jeśli przyłożysz jakiś model ekonomiczny do społeczeństwa, odchylenia będą – ale nieznaczne! Oczywiście musisz uwzględnić wszelkie zmienne, takie jak poziom rozwoju danego społeczeństwa, ustrój itp.
Posłużę się prostym przykładem – jeśli rzucisz piłką, to możesz obliczyć gdzie ona upadnie: znając siłę, z jaką rzucasz, siłę grawitacji, ciśnienie, sprężystość piłki w danej temperaturze, ruch powietrza itp… Ale teraz wyjdź z laboratorium i rzuć dwa razy piłkę IDENTYCZNIE. I co?:) Podobnie jest z ekonomią:)
Cytując Cię, mój drogi finwe – ekonomia jako “nauka z prawdziwego zdarzenia” bada określone procesy (choćby ów popyt, podaż, wpływ podatków, zaspokajanie potrzeb, zwrot z inwestycji…) i na podstawie tych badań PRÓBUJE kształtować generalnie obowiązujące prawa i zasady.
A że krzyżują się w ekonomii różne inne nauki (matematyka, statystyka, psychologia, socjologia…o matko, dużo tego:), to i o jednoznaczne wyniki trudno. Sam na studiach pozyskałem wiedzę z dziedzin tak różnych, jak matematyka (łącznie z rozwiązywaniem równań w przestrzeni dziewięciowymiarowej – do dziś to może się śnić), psychologia czy…protokół dyplomatyczny (no wiem, to nie nauka, ale jakaś wiedza jest). I to wszystko, moi mili – to jest właśnie ekonomia (poza tym protokołem może – ale wykłady świetne były):)
Oj chyba Slawkas zaraz nas tutaj za swobodne dyskusje wyrzuci:))
Przykład z piłką mój drogi jednak jest nietrafiony – ja zmierzałem do tego, że ZNAJĄC warunki początkowe jesteśmy w stanie określić co się stanie (jaki będzie tego SKUTEK), jednak w przypadku piłki Ty piszesz o tym, żeby spróbować UZYSKAĆ identyczny skutek, a to jednak co innego. Nie bierzesz tutaj pod uwagę (jak przypuszczam o to Ci chodziło) tego, w jaki sposób będzie ułożone ramię, jak dokładnie się wygnie i z jaką siłą. W tym problem – jeśli faktycznie umiałbyś ułożyć ramię dokładnie tak samo i tak samo silnie rzucić, przy założeniu innych warunków typu wiatr, temperatura blablabla (że są IDENTYCZNE) uzyskałbyś wynik IDENTYCZNY.
Fizyka jako taka (jako wybrany tutaj przeze mnie przedstawiciel nauk ścisłych) pozwala powiedzieć, że przy IDENTYCZNYCH warunkach SKUTEK może zostać precyzyjnie określony. I do tego piję w stosunku do ekonomii (nie chodzi mi o księgowość itp., zagadnienia o jakich wspominasz a jakie są bardzo ważne, a o makroekonomię właśnie) – w tym przypadku znając dokładnie uwarunkowania wstępne nigdy nie możemy powiedzieć, że efektem tego będzie precyzyjny skutek – raz stanie się tak raz inaczej, oczywiście jest tutaj jakiś trend, jakaś statystyczna prawidłowość (dzwon Gaussa czy jakoś tak, tępy jestem z tego niestety), jednak mówiąc, że jakieś zjawisko w dużej skali będzie miało takie a takie efekty (na pewno!) ekonomiści kłamią:)
Nie wyrzuci, nie wyrzuci – budujemy mu społeczność, czy tego chce, czy nie:)
A ja będę się upierał, że przykład z piłką był dobry:) Zobacz- możesz obliczyć, a i owszem – ale musisz znać olbrzymią liczbę parametrów: siłę rzutu, zgięcie ramienia, opór powietrza…i tak dalej. W przypadku popytu i podaży – tych parametrów jest o wiele więcej, ale można je poznać (teoretycznie): preferencje konsumentów, sprzedawców, siła nabywcza (każdego z nich!) itp. Albo odwróćmy temat – na kartce obliczysz, że piłka rzucona z taką to a taką siłą, pod takim kątem itp. upadnie tu i tu. Po czym bierzesz piłkę – a tu się wiatr zmieni, rzucisz nieco lżej, skurcz złapie czy coś… W makroekonomii – określisz, że jeśli cena spadnie, spadnie podaż, ale wzrośnie popyt, co spowoduje powstanie luki w takiej to a takiej ilości. Po czym w rzeczywistości okaże się, że ktoś jednak kupi, a ktoś sprzeda… Tak jak nie istnieją idealne warunki fizyczne, tak nie istnieje rynek idealny. Na dodatek pamiętaj, że teorie ekonomiczne mają założenie ceteris paribus – czyli niezmienności wszelkich innych parametrów. Takie drobne uproszczenie – ale pozwala komplikować modele o dowolną ilość zmiennych, pomijając to, o wyda nam się niepotrzebne.
A to, że jakiś ekonomista mówi, że z pewnością coś się wydarzy, a potem okazuje się, że jest inaczej – wynika ze zwykłego pominięcia jakiejś ważnej zmiennej. W większości przypadków jednak możesz ogólnie powiedzieć, co się wydarzy. Pytanie tylko, czy model jest dopasowany do społeczeństwa… a więc to wina psychologii:)
Hmm, chyba Was trochę poniosło! Ale nie przeszkadzajcie sobie, zgaście tylko światło, jak będziecie wychodzić :)
Może jeszcze spróbuję przesterować tę rozmowę na Nobla, bo o tym też jest mowa w tym bon mot’cie. Alfred Nobel nie przewidywał nagrody z ekonomii, została ona przyszyta do jego nazwiska stosunkowo niedawno. Intencją fudnatora było wyróżnienie przyznawane za wybitne osiągnięcia naukowe, literackie lub zasługi dla społeczeństw i ludzkości. No ja przepraszam, ale z tego wszystkiego to jeszcze najbliżej może być ekonomistom do nagrody literackiej, jeśli który ma styl, bo fantazji to im nie brakuje :P
Sorry Winnetou, nie mogłem się powstrzymać… Muszę trzymać linię z wpisu :)
@WT: Trafiają tu teksty nawet takie, które JA pamiętam ze szkolnych lat, a to już jest coś. Ale widocznie są ponadczasowe :)
@fi: Obrodziło jak zwykle w dwanaście, tylko dodałem omówienia, czyli jak się okazało, kij w mrowisko…
@Slawkas: Dokładnie, dokładnie, kij w mrowisko z tym Twoim komentarzem. Całkowicie zgadzam się z Twoją powyżej wypowiedzią – osiągnięcia “wielkich” ekonomistów, które są premiowane Noblem, to dla mnie czcza gadanina i dorabianie teorii do procesów, których nie da się opisać:))
@WT: A jednak – przykład piłki to Twój grób, sam go kopiesz próbując wyjaśnić jego podobieństwo do ekonomicznych zawiłości:)) Musisz znać sporą ilość parametrów – OK, ale to dotyczy przykładu piłki, zależnie od zagadnienia tych parametrów może być śmiesznie mało albo niemal nieskończenie wiele. Nie w tym jednak kłopot – piszesz, że warunki się mogą zmienić. No dobra mój drogi, ale co to ma wtedy do opisu procesu czy mechanizmu? Wtedy opisujesz już inny proces/mechanizm, na innych warunkach. I znowu wracamy do tego samego – nie zwalaj niepewności na zmienność warunków, bo to donikąd nie prowadzi:) Oczywiście nie ma warunków idealnych, ale są przybliżenia, coś, czym wyśmienicie da się żyć – napiszesz, że to samo robią ekonomiści, jednak ja tutaj widzę olbrzymią różnicę – dzięki przybliżeniom fizyków, mimo że to tylko przybliżenia, i tak świetnie możemy przewidzieć efekty procesu: piłka, zostańmy już przy niej, nie poleci nagle do góry, nie zacznie robić bączków ani nie wbije się na metr w ziemię. Jeśli zmienisz parametry, wówczas zmienia się efekt – ale jedno jest ważne – znając parametry znasz bardzo dokładnie efekt. Tymczasem w ekonomii jest to po prostu gdybanie i fantazjowanie na podstawie danych, które wydają się coś mówić. Prawo podaży i zbytu, o którym tak nagminnie wspominasz, to coś, co rzeczywiście jakoś tam działa – ale czy dzięki jednemu sensownemu prawu mam przyznawać ekonomii pełne prawa nauki?:) Albo – co mi się w głowie zupełnie nie mieści – nagrodę Nobla? Nigdy w życiu.
Nie gadaj, że w większości przypadków możesz przewidzieć, co się zdarzy – oczywiście wszyscy nobliwi ekonomiści już dawno wiedzieli o tym, że zbliża się tzw. “kryzys”, podobnie wszyscy ekonomiści w bankach starali się mu gorączkowo zapobiec:))))
Dobra, na dziś gaszę światło i wychodzę, pociągniemy jakby coś jutro dalej :P
Zaraz!…zamknęli mnie…i zastawili bez światła…
@Beata: nie lękaj się, oto niosę Ci kaganek…oświaty:)
@fi: no więc – mój drogi, grobu sobie nie wykopałem moim zdaniem:) W przypadku ekonomii tych parametrów masz od cholery – ale mozna je dość łatwo zdefiniować (co nie znaczy “wyznaczyć”). Parametr 1: po ile pan Kowalski chce kupić coś (a raczej funkcja skokowa – w jakich przedziałach cenowych p. Kowalski kupi jedną, dwie, trzy rzeczy…), oczywiście ceteris paribus. Parametr 2: po ile pan Nowak… Rozumiesz?:) Wątpię, aby p. Kowalski nagle stwierdził, że kupi czegoś więcej, niż może, albo mniej, niż chce – tym bardziej, że jedynym sposobem, aby określić ten parametr, jest…spytać p. Kowalskiego! Mrówcza robota, fakt – i stąd przybliżenia. Ale jeśli poznasz preferencje nabywcze WSZYSTKICH konsumentów, to dokładnie wyznaczysz funkcję POPYTU (nie zbytu!). Podobnie, ale od strony sprzedaży, wyglądają parametry do funkcji podaży. Dwa wykresy, punkt przecięcia – ot i masz!
Kryzys – i wychodzenie z niego – przewidują ANALITYCY: to nieco osobny gatunek ekonomistów, zwierzęta medialne, a nie laboratoryjne:)
Mógłbym się z Tobą zgodzić, ale wtedy musielibyśmy też odebrać miano nauki psychologii, filozofii, socjologii…pewnie wszystkim humanistycznym i społecznym. Nawet historia mogłaby się nie załapać:) Czytaj też moją odpowiedź dla Autora – poniżej.
@slawkas: nagrody Nobla, jeśli dobrze kojarzę, przyznawane są głównie w naukach matematyczno – przyrodniczych, prawda? Wyjątkiem jest pokój, literatura i ekonomia własnie – ale…sprawdźmy Wiki:) Od 1901 przyznawano nagrody Nobla z chemii, fizyki, medycyny (fizjologii), literatury i za zasługi dla pokoju. To daje nam 3 z 5 nagród “matematycznych”. W 1968 r. Bank Szwecji ustanowił Nagrodę im. Alfreda Nobla (a nie nagrodę Nobla!) z dziedziny ekonomii – no i polecam Wam zobaczyć, kto też ją dostawał! A to matematycy (Nobel nie uhonorował królowej nauk, bo zona uciekła mu z matematykiem), a to spece od mikroekonomii (coś jak makro, ale…mikro), od ekonometrii (czyli statystyki w służbie ekonomii), finansiści, psycholodzy… Naukowcy pełną gębą! A do tego – ekonomiści:) Dość powiedzieć, że gdyby nie Nash i teoria gier, to nie wiedzielibyśmy do dziś, którą dziewczynę w barze podrywać:) Tak więc możemy się podśmiewać, że zdarzają się rozbieżne opinie między ekonomistami (finwe, czyż wszyscy Twoi naukowcy dadzą sobie rękę obciąć za czarne dziury?), ale nie stawiajmy ich na równi z szarlatanami…
Finwe, sam ostatnio pisałeś o znalezieniu rozbieżności w datowaniu. Tam za błąd odpowiada skupienie jakiegoś pierwiastka, błąd ludzki – a tu: psychologia jednostki i społeczeństwa. To trudna materia, niemniej można (i trzeba) ją badać…
@WT: No jak, światło zgasiłem i miało być nynu:))
Zostawmy już nieszczęsną piłkę, bo tutaj nie dojdziemy do jakiegoś porozumienia – piszesz znowu o zbycie i podaży a sam się przy tym upierałem, że tutaj akurat jest pewien wyjątek tylko potwierdzający regułę, więc to nie argument:)) Aby uratować nieszczęsną ekonomię przed pogrążeniem (swoją drogą zastanawia mnie dlaczego tak dzielnie w ogóle jej bronisz, jesteś ekonomem?:P )pociągasz w przepaść wszystkie nauki humanistyczne w ogóle – a ja jako humanista zaoponuję – skoro wszystkie to co powiesz na filologie na przykład? Czy chcesz odmówić prawa do nazywania się dziedziną nauki sztywnemu zestawowi jasno określonych zasad i reguł definiujących jakiś tam język?:) Ekonomia to wyjątkowa pokraka, bo to ani nauka ścisła (przyrodnicza) ani humanistyczna – to hybryda, w której “fachowcy” próbują upychać wiedzę niemal z wszystkich dziedzin pokrewnych w zależności od potrzeby, wycodzi przy tym niewiele warte gadanie.
Odnośnie Nobla jeszcze – Nash dostał, i bardzo dobrze, bo jego praca to rzeczywiście “nauka”, wykorzystywana tylko w ekonomii (ale żyć może i samodzielnie), dlatego Nobel z ekonomii. Ale Nobla dostał również Friedman, co uważam za skandal: twórca dzikiej wersji kapitalizmu, stawiającej sobie za cel maksymalizację zysków bez jakiegokolwiek oglądania się na etykę czy po prostu zwykłą “ludzkość”, gość wspierający krwawe dyktatury cenną radą służącą uwolnieniu nieszczęsnych ludzi od w jego mniemaniu okropnej opieki państwa. Wiem wiem, zarzucisz mi, że to Klein mi we łbie mąci – jednak Nobel dla osoby, która świadomie i otwarcie, bez próby nawet wytłumaczenia tego, współpracuje z najgorszymi bandytami w ostatnich kilkudziesięciu latach i jest z tego zadowolony, budzi we mnie mieszane uczucia:)
@Beata: Taka rozgarnięta dziewczyna jesteś, a się pogubiłaś. Przecież w tym wątku jak nie dasz głosu minimum na 250 słów to nikt Cię nawet nie zauważy i będziesz siedzieć po ciemku do rana. Ja to przynajmniej mam klucze…
@all: myślę, że na tym przykładzie potwierdza się moja obserwacja, że większość dyskursów toczy się rozumienie słów. Na gruncie językowym musimy zauważyć inne znaczenie słów “nauka”, które po polsku obejmuje określone sposoby gromadzenia wiedzy oraz samą wiedzę oraz obejmuje wszystkie dziedziny, które zdobyły sobie uznaną odrębność. “Science” znaczy to samo, chyba, ale dotyczy tylko nauk przyrodniczych. Jest tu jakby odmowa z wychodzenia z metodą obiektywną poza sferę materialną. Tutaj może być źródło nieporozumień w przypadku zajmowania się różnymi stronami rzeczywistości, przyrodniczą czy humanistyczną.
Z ekonomią jest głównie taki problem, że mamy do czynienia z ciągłym zmienianiem wszelkich parametrów, bez czekania na pełny efekt zmian wprowadzonych wcześniej. Przyczyny tego leżą jednak w dużej mierze poza ekonomią.
@fi: tak, wykształcenie ekonomiczne mam:) Ale nie jestem EKONOMEM:) I nie rozumiem uporu w określaniu popytu mianem zbytu:) Podaję ten przykład – bo jest najjaskrawszy, niemniej są w ekonomii inne prawa. Masz rację – to jest hybryda. Łączy nauki ścisłe i nauki humanistyczne. Dlaczego więc coś, co łączy tak różne nauki, samo nie może być nauką? Z filologią też można się pozastanawiać – bo przecież języki nie są czymś ustalonym… Reguły się zmieniają – ale nauka trwa. Pojmijmy naukę jako badanie pewnych rzeczy, a wtedy tą definicją obejmiemy wszystko:)
Tak, Klein miesza Ci w głowie:) Nie znam jej, ale już jej nie lubię, skoro sprawia, że rozsądni ludzie mówią jak jakieś feministki conajmniej…:)
@Autor: dziękuję za jakże cenne spostrzeżenia:) Ale bez sporów o rozumienie słów – cóż to by były za dyskusje? O meritum? Nuda…:)
Ło matko, to ja tylko powiem, że post mi się podoba. A dyskusja pod nim znaczy, że warto go było napisać :D
@Slawkas: Trudno mi powiedzieć, czy dyskusja tak naprawdę rozbija się o znaczenie słowa “nauka”, myślę, że problem leży jednak głębiej i nie dotyczy tylko leksykalnego znaczenia słów. Niemniej Twoja uwaga wydaje się sensowa – chyba jednak ja i WT mamy różne spojrzenia na definicję nauki jako takiej:) A tak swoją drogą to pana z kluczami trzeba jednak respektować, bo potem i nie wypuści:))
@WT: Ech, zbyt, popyt, podaż, tak się znam na rzeczy jak nie przymierzając Ty mój drogi na filologii, więc eeeee nie bądźmy małostkowi, sedno sprawy i tak jest jasne :P Ciągle nie potrafię (moja przewina!) wyjaśnić Ci, o co mi tak naprawdę chodzi – filologia weźmy na to to oczywiście również nauka o zmianach w języku, nauka żywa i ewoluująca, jednak nie zmienia to faktu, iż jest pełnoprawną nauką (muszę w końcu fachu bronić:)). Do hybryd jako takich również nic nie mam, póki ta interdyscyplinarna mieszkanka ma solidne podstawy. Dyskusja była bardzo przyjemna i pouczająca (bo światopogląd kształtujemy sobie w każdej chwili na nowo), jednak coś mi się zdaje, że stoimy za swoimi workami z piaskiem i ostrzał nic nie da :)
A z Klein… no cóż, powiem tak – kiedy ziarno pada na jak najbardziej podatny grunt…:) Kobiecie udało się sformułować to, co wiele lat gdzieś po łbie mi się kłębiło, cóż się więc dziwić, że darzę uwielbieniem:))
A czy nie mamy na pokładzie dziennikarza? To byłby temat…
@fi: a widzisz, mój drogi – ty bronisz filologii, a ja ekonomii:) Ale to Ty zacząłeś:) A teraz serio – cóż poradzę na to, że podstawy ekonomii są takie, jak psychologii (na przykład), a wiec trudno mówić tu o czymś stałym. Niemniej spójrz na to z tej strony – w takiej fizyce w pewnym momencie będzie można (teoretycznie) wszystko odkryć. W ekonomii – nie:)
Również dziękuję za przyjemną dyskusję i próby przekonania mnie do zmiany mojego światopoglądu – niemniej z trollem nie wygrasz:)
Klein, Klein…jak ja ją wreszcie przeczytam, to pogadamy. Ale to będzie pewnie gdzieś za rok…
Ech, zacząłem, to fakt, ale jakieś dziwnie miałem dobre przeczucie, że rozpoczynając taką dyskusję z Tobą będę miał wiele przyjemności:))
I gdyby rzeczywiste trolle w Internecie miały tak wyśmienity poziom jak Ty mój drogi, to by dopiero był raj a nie Sodoma i Gomora:P Dobra, ale dość tego smarowania, bo nam niedobrze będzie:)
Każdy z nas ma swoje przekonania i bardzo dobrze tak – nie zawsze dyskusja musi przeca służyć zmianie tegoż u dyskursantów:)
@slawkas: a obywatelski się liczy?:)
@fi: strony ustaliły zatem, że w pokoju rozejdą się do swoich domów:)
@WT: Obywatelski – nie liczy się. Tylko wydrwigrosze bez określonego zawodu.
chciałabym więcej, ale WT przywalił mnie kagankiem oświaty…i chyba jakąś pętlę zarzucił na dodatek:)
niestety zagłębiłam się w pracę, ale jestem, ale jestem,
poczytam tylko Was, Panowie…