Wlepka na sumienie

Na Pamiętniku wywrotowca temat o lansowaniu się poprzez uzewnętrznianie poparcia dla różnych akcji, które mają tę wspólną cechę, że są ‘trendy’. Temat jest szeroki i o ile nie ruszają mnie akcje charytatywne lub związane z kulturą masową, to mam nieco inne spojrzenie na nagłaśnianie problemów politycznych,  w ten powierzchowny ale za to masowy sposób.  Osobiście uważam takie polityczne manifestowanie za sympatyczne. Ja nie stosuję, wolę zabrać głos w dyskusji przez komentarze albo wpis na swoim blogu. Ale jeśli ktoś chce, to dlaczego nie? Wielu wyraża w ten sposób swoje poparcie, a już od jego osobowości zależy na ile jest ono świadome, a jego wiedza pogłębiona. Czy poza manifestacją przynależności do pewnego trendu, ci ludzie zrobią coś konkretnego? Większość zapewne nie, ale razem stanowią opinię publiczną, a to coś znaczy. Dla ludzi żywotnie związanych z jakąś sprawą ma to na pewno wartość, bo świadczy o rozgłosie i znaczeniu wydarzeń w ich kraju. Dla nas chociażby miała wielkie znaczenie znajomość na świecie na początku lat 80-tych przynajmniej symboliki Solidarności. Inny znany przykład to prezydent Kennedy, kiedy powiedział “Jestem berlińczykiem!” Czy to była prawda? No nie, nie taka mainstreamowa, powiedzmy… Ale prawda czasu w tych słowach była i miały one wpływ na historię. Dlatego sądzę, że niech już będą choćby te wlepki na blogach czy podkolorowane avatary. Taka akcja zawsze w pamięci gdzieś zostaje i kiedyś może zaowocować.

11 komentarzy do wpisu “Wlepka na sumienie”

  1. Wesoły Terrorysta pisze:

    To ja też u Ciebie powtórzę – mi nie chodzi nawet o to, że poza wklejeniem wlepki nic więcej nie będzie zrobione. Bo też co taki bloger (czy nawet mikrobloger) może zrobić? Podpali się w akcie protestu? Nie kupi trampek made in China? Chodzi mi raczej o konsekwencje – ile osób nadal ma zielone awatary? A w Iranie bez zmian. A ile osób ma nadal wlepkę “Wolny Tybet”?
    Tak serio to zastanawiam się nad jednym – jakie myśli kłębiły się w głowach tych ludzi, gdy zmieniali awatary na “normalne” albo zdejmowali wlepkę? Bo myślę, że to jest klucz… Nie sądzę, że byli aż tak głupi, aby stwierdzić “igrzyska skończone – Tybet już nie jest okupowany”. A więc co? Zdejmę wlepkę, bo tybetańskie misie panda już nie są seksowne? Odzielenię swojego awatara, bo to guzik daje? Takie smutne zderzenie wzniosłych ideałów z prozą życia…
    Ale myślę też, że to jest specyfika tego typu akcji – krótkotrwałość, a tym samym brak konsekwencji. W dobie sieci – jeszcze spotęgowane. Żadna akcja nie utrzyma się dłużej niż miesiąc – bo globalna uwaga nie jest w stanie koncentrować się tak długo na jednej sprawie. Nieistotne, czy jest to Iran, Irak, Tybet, Kataryna czy Owsiak. Jest zryw i…kolejny…i kolejny…i kolejny. Szkoda tylko, że adresaci tych zrywów mogą mieć przez chwilkę nadzieję, że kogoś realnie obchodzą.

  2. slawkas pisze:

    Opaski na rękę czy wlepki na blog itp. to są właściwie gażety, a że gros ludzi to gadżeciaże, więc u większości nie ma co się doszukiwać głębi przeżyć związanych z akcją, z którą się wiążą (danego dnia). W świetle tego co piszesz, to nawet pytanie o myśli i to w liczbie “kłębiącej się”, jest zbyt śmiałe. Ale – pozwólmy! Myślę też, że ocena często zależy od tego, jak bardzo sami utożasamy się z przyczyną danego poruszenia :)

  3. Beata pisze:

    wlepki, wlepki…no gadżety, jedni lubią, inni tolerują, fakt, rodzaj zaangażowania to jest, albo raczej przedłużenie wizytówki/profilu, moim zdaniem oczywiście.
    Mnie denerwują nadmierna ilość reklam na blogach. Często nijak sie mają do treści. i co? ten gadżet reklamowy to jest rodzaj manifestacji, przynależności?

  4. Wesoły Terrorysta pisze:

    @Slawkas: a nie śmieszy Cię, jak ktoś krzyczy “wolny Tybet”, a nawet nie wie, gdzie ten cały Tybet leży?:) Tak jak mówiłem – ofiary mogą pomyśleć, że cały świat je wspiera, podczas gdy faktycznie wspiera je grupka osób, a reszcie opaska pasuje do torebki… Co do subiektywności oceny – masz rację jak cholera:) Ale co – wolno mi krytykować?:)

    @Beata: reklamy to sposób zarobku – i często nie można wybrać ich treści (jest dostarczana przez odpowiedni program reklamowy). A że czasem jest ich nadmiar? Bywa:)

  5. slawkas pisze:

    Przynam, albo możecie to odebrać, że się chwalę, ale ja praktycznie nie zauważam wlepek ani reklam na stronach. Poza treścią czy tym co mnie interesuje na inne rzeczy zwyczajnie nie zwracam uwagi. Serio. I nie uczyłem się tego, tak jakoś mam. Może sprawdźcie u siebie w ustawieniach? Wiecie, wieczorkiem, przed zaśnięciem jedziecie: Preferencje – Zaawansowane – Zawartość – widzenie głupot – odznacz. I jeszcze w opcjach: wyłącz napadowe irytatory ;)

  6. antyfaszysta pisze:

    Slawkas dzięki – dzis przetestuje :D

  7. antyfaszysta pisze:

    A teraz – jako, że piszę tę odpowiedź po raz czwarty – do adremu.
    Uważam, że każda taka akcja jest jak najbardziej potrzebna. Może spośród tych, którzy coś usłyszą, ktoś zacznie myśleć, ktoś zapamięta, a może nawet kilku zacznie robić coś więcej i dłużej…
    Ktoś zapomni wyrzucić banera, ktoś go zauważy za pół roku na martwym już blogu. I ok. Lepiej by coś się działo, niż, by nie działo się nic.
    A co do celebrytów i innych “gwiazd” – jeśli przy okazji tylko się lansują, to nich i tak będzie, to naprawdę niewielka cena. Byle tylko nie zarabiali na takich akcjach konkretnych dolarów, ełrów czy zetów. Bo to już jest obrzydliwe.

  8. Beata pisze:

    Własciwie to Anty też ma rację:)

    Slawkas, ja Ci wierzę, to jest w sumie, bardzo dobra umiejętność, chociaż na sledczego to bys sie nie nadał:)
    ja natomiast, zauwazyła, często nie pamietam, jak mój rozmówca był ubrany:)

  9. WT pisze:

    @Slawkas: a to ja mam coś takiego automatycznie, nie widze reklam na stronach i mi nie przeszkadzają – dopóki to nie są jakieś wredne pop-upy. Ale sam mam i zarabiam na nich z checią (choć słabo).

    @antyfaszysta: no racja – takie akcje są potrzebne. Niemniej przeraża mnie (autentycznie) płytkość odczuć większości w stosunku do powagi spraw, których takie akcje dotyczą…

    @Beata: to Ty facet jesteś, jak ubrań nie pamiętasz!:)

  10. Beata pisze:

    WT…wydało się:(

  11. slawkas pisze:

    @anty: dokładnie, właśnie na tym polega popularyzacja. Skierowane do 100 dotrze do 25, z tych 25 dotartych jak się zrobi setkę, to jeden z tej setki się zaangażuje.
    Proporcje rzucam sobie teraz dowolnie, chodzi o mechanizm.

    @WT: ależ cała polityka opiera się w gruncie rzeczy na “użytecznych idiotach”

    @Beata: wpis o butach u Ciebie temu przeczy.

Skomentuj