Theipeann

by taktyczny

Tytułowe słowo to wynik googlowego tłumaczenia angielskiego “fail” na irlandzki. W sumie jednak nie można mieć żalu do Irlandczyków o to, że nie odrzucili traktatu. PRESJA propagandowa i moralna wywarta rzekomo w imieniu 500 mln obywateli państw UE na 1,5 mln irlandzkich wyborców  była zbyt wielka. “W demokracji nie wymusza się zgody, lecz ją produkuje”.  Taki też zabieg zastosowano teraz i niewiele można na to poradzić. Widocznie jeszcze nie czas.

Po FIASKU konstytucji europejskiej i wprowadzeniu dopiero tylnymi drzwiami traktatu lizbońskiego jest jasne, że EUROPEJCZYCY w większości nie potrzebują Unii ani jej nie chcą. Jest także jasne, że APARATCZYCY UNII, wspierani przez będących w mniejszości euroentuzjastów nie spoczną i nie cofną się przed żadnym wybiegiem. Jest w tym zbyt silny splot WIELKICH INTERESÓW z jednej strony i IDEALISTYCZNEJ naiwności z drugiej. Gdyby nie udało się i tym razem, zapewne mielibyśmy jakiś kolejny pomysł, w rodzaju np. dekretu Komisji Europejskiej o jedności unijnej albo coś równie bzdurnego. Po prostu rozgrywka toczy się na takim poziome determinacji i absurdu.

Znamienne, że oprócz zawodu tzw. eurosceptyków, również część osób przychylnych dalszej integracji w ramach UE żywi teraz mieszane uczucia. Całą sprawę otacza zbyt wiele NIEJASNOŚCI. Liczą na ich rozwianie, jednak nie ma co się łudzić. Wątpliwości wyjaśnia się i OBWAROWUJE zanim klamka zapadnie. Potem już nic nie można zrobić, poza jednym – zerwać wszystko. Tak się stanie, gdy problemy nabrzmieją nie do zniesienia i ubezwłasnowolniona większość powie dość. Taki też będzie ostateczny los Unii Europejskiej. Ale, jak każde zerwanie, będzie to KOSZTOWNE.

Unia jest europejska tylko z nazwy. Właściwie jedynym wspólnym mianownikiem jest kontynent. Samo to nic nie znaczy, a przecież i ten wyróżnik wielu chce zmienić, myśląc o przyłączeniu krajów nieeuropejskich. Nie ma na dłuższą metę wspólnych interesów na taką skalę. Twórcy UE programowo ODRZUCAJĄ duchowe, intelektualne i historyczne DZIEDZICTWO, które jest przecież podstawą Europy jako kręgu cywilizacyjnego i źródłem jej znaczenia. Pragną także zniszczyć ETNICZNĄ TOŻSAMOŚĆ mieszkańców kontynentu.

Tego dziedzictwa i tożsamości nie zastąpią FAŁSZYWE idee, które poza wąskimi kręgami nie są atrakcyjne ani dla Europejczyków, ani tym bardziej dla ludzi z innych kręgów cywilizacji. UNIA NIE MA NIC do zaoferowania, poza względną zamożnością i bezpieczeństwem jako wabikiem. A przecież ten zewnętrzny sztafaż dobrobytu to sprawa umowna i przejściowa. Gdy tylko zaczynają się kłopoty, jedność staje się pustosłowiem.

Dla POLSKI lepiej, gdyby Unia nie istniała. Ostatecznie lepiej, gdyby pozostała w takim kształcie jak wtedy, gdy do niej przystępowaliśmy. Nie było wtedy mowy o takich zmianach jakie są wprowadzane obecnie. Ale fakty trzeba akceptować. Skoro UE już istnieje i się zacieśnia, to nasze miejsce jest tylko wewnątrz. Musimy walczyć o swoje i czerpać korzyści czekając aż ten AMOK przejdzie, a potem wyjść z tego wszystkiego możliwie bez większych strat. Po tym względem jestem optymistą, bo chociaż społeczne formy życia mamy zdegenerowane, to jako naród mamy wybitne zdolności przetrwania. Również nasza indywidualistyczna natura i skłonność tylko do powierzchownych zmian jest tu atutem.

Projekt unijny postąpił krok naprzód. Wolałbym, żeby tak nie było, ale nie można się na to zżymać. Cała historia to są właściwie dzieje politycznych projektów, które NIE WYTRZYMAŁY własnego ciężaru. To, że niektóre z nich mają klęskę wpisaną we własne założenia, nie zmienia faktu, że próbują przybierać realne kształty. Twórcom unijnej Utopii z niejasnych dla mnie powodów się śpieszy i muszą się zadowolić jakim bądź efektem. Budują dom na piasku, choć wiadomo, że przyjdą deszcze i wiatry, i runie. A upadek jego będzie wielki.