Pooglądajmy zjazd

by taktyczny


 Wahadło wychylone w jedną stronę musi rozpocząć ruch powrotny. Nadmiernie nadmuchany balon pęka. Mylenie PR z polityką szybko wyczerpuje możliwości działania. Opłakane skutki przynosi wiązanie nadziei z człowiekiem o MENTALNOŚCI PIŁKARZYKA, bo to może oznaczać fujarę i kombinatora.

Nie dalej jak dwa tygodnie temu w komentarzach do jednego z wpisów na tym blogu wyraziłem pogląd, że wysokie poparcie PO i Tuska to sygnał, że  wszystko już gotowe do zjazdu. Mówisz i masz – jest AFERA hazardowa, a wraz z nią został naruszony główny atut obecnych onych, czyli jaki-taki wizerunek z nienaturalnie mocnym przełożeniem na poparcie w sondażach.

Być może Tuskowi uda się wizerunek posklejać, jednak takiego jak do tej pory poparcia już NIE UTRZYMA. Wałęsowska “ucieczka do przodu” w postaci rekonstrukcji rządu i kaczyńskie “odzyskanie” CBA ma zapobiec temu, żeby się wszystko nie popruło. Ale punkt krytyczny został przekroczony. Ryży dał się zaskoczyć Kaczorowi, który wybrał moment i sposób rozpoczęcia kampanii prezydenckiej. Jeden dobry strzał z partyzanta i znowu wszystko staje się otwarte. Co prawda nie ma mowy, żeby osoby dotychczas popierające Tuska teraz poparły obecnego prezydenta. Jednak do dużej grupy wyborców chyba dotarło albo za jakiś czas dotrze, że dla “nie ma alternatywy” alternatywa MUSI się znaleźć i tym łatwiej zaakceptują jakąś nową kandydaturę.

Przy okazji ujawnienia kulisów lobbingu nad ustawą hazardową nasuwa się refleksja, jak ZALEŻNYMI ludźmi są politycy. Osnową ich działalności nie jest dobro publiczne, ale POWIĄZANIA z biznesem.  To biznes kreuje rzeczywistość, co paradoksalnie wcale nie musi oznaczać, że biznes chce źle! Ale politycy często są tylko pionkami. W każdej chwili może się okazać, że polityk z pozoru wpływowy, piastujący funkcje albo urzędy, to zwykłe POPYCHADŁO. Za nim, za jego karierą i nad jego przyszłością stoi ktoś, komu reprezentant władzy się przymila i przed którym się tłumaczy. Nie przed nami.

Dlatego rozsiądźmy się wygodnie, odwiedzajmy ulubione miejsca w sieci i czekajmy na rozwój wypadków. Martwić się muszą Donek i jego Grześ,  prezes i jego prezydent, ale nie my. Im więcej zmartwień mają ONI, tym lepiej dla nas. My pooglądamy zjazd poparcia z górki na pazurki i popatrzymy jak się wyrzynają niezastąpieni.