To wszystko nie tak

Po debacie premiera Tuska z internautami nie brak różnic w ocenie tego, co się wydarzyło. Obok tego wydarzenia nie można przejść obojętnie. W tym jednym momencie splotły się problemy demokracji, wolności, cenzury, stanowienia prawa, zwalczania przestępczości, roli internetu, upadku mediów tradycyjnych, pijaru i co tam jeszcze.

Zdjęcie Jan Rychter, pobrano z serwisu zapytajpremiera.pl prowadzonego przez mediafuna.

To że debata się odbyła, jest bardzo znamienne. Nie bardzo dobre, bo to złe ujęcie. Znamienne dlatego, że kolejny raz ze wzmocnioną siłą zostało potwierdzone, jakim potężnym  i specyficznym medium jest internet, oraz unaoczniło, że obywatele mają zupełnie inne cele, niż nominalnie demokratyczny rząd. W sumie, było to wydarzenie w pełnym tego słowa znaczeniu POLITYCZNE. Niestety, większość komentatorów, zarówno protagonistów jak i krytyków, podchodzi do tego jakby to był festyn, łaskawe bratanie się rządzących z ludem.

IMHO, to wszystko jest nie tak. Takie dobroduszne podejście, jakie daje się szeroko zauważyć wśród nas, obywateli, sprowadzi nas na manowce. Do tej debaty Tusk poczuł się ZMUSZONY SKALĄ PROTESTÓW wyrażonych poprzez internet. Nie chciał jej sam z siebie ani też nie jest jego celem dobro ogólne.  Tusk i inni politycy chcą maksimum władzy, maksimum kontroli nad społeczeństwem i maksimum możliwości wpływu. Politycy robią politykę w KAŻDYM MOMENCIE swojej działalności. Celem robienia polityki jest zdobycie lub utrzymanie władzy. Ponieważ coś poszło nie tak, sprawę postanowiono rozmydlić. Koniec, kropka.

Dopiero uświadomienie sobie tego może być punktem wyjścia do oceny całej tej sytuacji. Spotkanie to był PR-owski wybieg rządu.  News i przypudrowanie CZASOWEGO ustępstwa oraz sposób na w miarę bezbolesne obwieszczenie niekorzystnej dla siebie decyzji. Także sposobem na zyskanie na czasie i znalezienie innego sposobu przeprowadzenia swoich zamierzeń. To było postanowione już w momencie publikowania tzw. listu premiera do internautów, który był pierwszym ruchem w grze. Nie powinno być wątpliwości, że tych ruchów przewidziano przynajmniej kilka naprzód.

Jako społeczeństwo odnieśliśmy duży sukces. Zmusiliśmy rząd do wysłuchania nas i do ustępstw. Blogerzy, od których to się zaczęło, media społecznościowe, organizacje związane z Internetem. Ja, pan, pani, społeczeństwo… I to jest to. Nie ma znaczenia, że odbyło się to w formie szumnej debaty. Od zawsze, odkąd istnieje Internet, ludzie protestują za jego pośrednictwem i często takie protesty przynoszą skutek. Tyle, że bez takiego spektakularnego finału. Wymogiem chwili dla rządu i rządzącej partii jest wciągnięcie obywateli do gry. Nie dajmy się tym omamić.

Nie może być mowy o tym, że teraz to my się mamy zastanawiać jakie ograniczenia naszej swobody zaproponować rządowi w zamian za tę rezygnację z kroków, których nie miał prawa podjąć. Nie nam jeszcze do tego główkować, jak mógłby te ograniczenia skutecznie wprowadzić w życie. Nie zgadzamy się na cenzurę prewencyjną i to wszystko, nawet nie ma o czym gadać. Rząd niech ściga sprawców przestępstw, a nie odbiera nam medium.

A jak sobie nie będzie umiał z tym poradzić, albo kiedy nie będzie umiał przeprowadzić rozróżnienia pomiędzy sprawcą a narzędziem, to sobie wybierzemy nowy. To nie jest nasz problem, kto rządzi. To politycy się zabijają o władzę, bo oni z tego żyją. Nasza sprawa to dopilnować, żeby rząd robił to, do czego jest powołany, a nie próbował stawiać się wobec obywateli w roli jakiejś “strony rządowej”. To co, znowu wracają czasy, że władza jest poważna a społeczeństwo niedojrzałe?

Inna rzecz, że w moim przekonaniu rzeczywisty ośrodek władzy nie robił tego z naiwności i z nieudolności. Próby kontrolowania internetu to ogólnoświatowy trend. Takie próby są równolegle podejmowane obecnie w wielu krajach równocześnie.  Nie ma sensu teraz wnikać, czy to zbieg okoliczności, czy jakaś kolejna teoria spiskowa.  Trzeba i wystarczy odnotować ten fakt i przeciwdziałać temu. Technokrata i eurokrata Tusk jedynie włączył się w ten nurt z ochotą. Różnica jest tylko w podejściu poszczególnych rządów do informowania społeczeństw. Nasz próbował te zmiany przeprowadzić szybko i  potajemnie, a nawet manipulował dokumentami w tej sprawie, co jest znamienne, a jakoś przechodzi bez echa.

Na marginesie trzeba zauważyć poślednią rolę, jaką w tej sprawie odegrały media tradycyjne. Mainstream w ogóle nie odnotował zagrożeń dla demokracji, jakie wynikły przy pracach nad ustawą hazardową. Wszystkie istotne informacje i dyskusja ześrodkowały się w Internecie. Media mainstreamowe musiały się ograniczyć tylko do  prostych relacji. Nie wniosły do sprawy nic.

Teraz jest także ważny ze względów osobistych i zawodowych moment dla tych, którzy z takich czy innych względów włączyli się w realizację debaty. Chwała im i czapki z głów. Nie wolno ich za to krytykować, przeciwnie. Społeczeństwo może działać tylko poprzez swoich “umnych” przedstawicieli. Wozić się na czyichś plecach albo krytykować z boku, jest łatwo, trochę trudniej jest coś zrobić. Ale przestroga – ten etap jest zakończony. W tej chwili, jak można zrozumieć, “strona rządowa” oczekuje (sic!) wypracowania stanowiska, uzgodnień itp. Bez jaj. Kto w to na poważnie wejdzie, postawi się w roli “pożytecznych idiotów” albo Frontu Jedności Narodu. Jeśli rząd gdzieś tu widzi problem, to niech sam zaproponuje rozwiązanie. A jeśliby coś było nie tak, to my powiemy…

22 komentarze do wpisu “To wszystko nie tak”

  1. Premier Tusk nie ?sharmonizuje? Internetu? ? Jacek Gadzinowski pisze:

    [...] To wszystko nie tak [...]

  2. Matriks pisze:

    Może przypomnieli sobie, że kto ich wyniósł przy następnym plebiscycie może ich utrącić… i zirytowani cenzurą obywatele, na złość PO mogą zagłosować na Leszka:)

  3. Rózga Świętego Mikołaja... pisze:

    Premier vs Internauci lub odwrotnie…

    Właśnie wróciłem i dzielę się wrażeniami. Niekoniecznie na gorąco, bo kilka godzin minęło. Na pewno na świeżo, bo postanowiłem nie czytać, nie oglądać, nie słuchać etc. Innymi słowy poza kilkoma rozmowami tuż po spotkaniu nie mam pojęcia, jak zost…

  4. slawkas pisze:

    @Matriks: Plebiscyt? :) Ja też uważam, że to nie ma nic wspólnego z wyborami. Naszą nadzieją jest tylko wzajemne napuszczanie na siebie Leszków i Donków.

  5. Matriks pisze:

    Lepiej nie… bo wygra bo wygra czerwony grzesiu, a dla mnie to zaraza najgorsza :))

  6. WT pisze:

    W temacie plebiscytu podoba mi się to, co napisała Marzatela (mojapolskadomowa.blox.pl) – niby wszyscy się oburzają, ze Tusk nie kandyduje, tchórz jeden, a żadna partia nie wystawia do Pałacu swojego lidera.

    Co do debaty – można rzucić okiem na mojego Blipa (ogółem Blip miał niezłą rozrywkę z tej szopki), włączyłem się pod koniec i już wiedziałem, że oto mamy kolejną komisję śledczą…i trafiłem! Już zapowiedziano “kolejne spotkanie”, pewnie celem przesłuchania nowych świadków. A że “mejnstrim” na ten temat milczy (bo milczy – nikt z moich znajomych, interesujących się polityką w stopniu zbliżonym do mojego, nie wiedział nic o tym spotkaniu), to mnie nie dziwi – w końcu przy tej komisji nikogo nie wykopują, a Olewnik nadal nie żyje.
    Czy zmieni się rząd, gdy ten będzie zbyt restrykcyjny? A na jaki inny? Póki co – brak alternatywy (i nie podsuwać mi przykładu kampanii prezydenckiej, bo tam mamy zmianę Tuska na innego platformiaka). Ale gdyby tak Jarek pojechał polityką miłości…oj, pewnie sam bym na niego zagłosował:) Albo z mroku wypłynie jakaś kolejna prawdziwa lewica i będzie tak samo, jak przedtem, ale bardziej do dupy.
    Co do debaty jeszcze – Tusk powiedział wprost, że mówienie o wywaleniu projektu rejestru stron zakazanych jest dla niego obelgą. No i raczej nikt nie zezwoli na hazard, bo rząd WIE LEPIEJ, co jest dla mnie dobre. Zawsze. Podsumowując – spotkali się, pogadali, zeżarli paluszki (za MOJĄ kasę) i nic. Wspomnicie moje słowa.

  7. szpiegowsky pisze:

    ja oczywiście jestem do tyłu.
    i o samej debacie dowiedziałam się na kilkanaście minut przed, ale wytrwałam jakieś dwie godziny.
    chociaż właściwie po 30 minutach można było przewidzieć to, co będzie dalej: jedna strona mówiła sobie, druga sobie…

    z jednej strony: samo takie spotkanie było dużym krokiem naprzód, bo pokazało, że internauta to też człowiek, ;-) trochę poniekąd jakby blogerzy wyszli z podziemia.

    z drugiej zaś strony: premier wg mnie spotkał się z internautami, bo nie miał innego wyjścia.
    bo taki pijar, bo taka właśnie polityka- mimo, że nie walczy o fotel prezydencki- ale jakby nie patrzeć nadal jest to jakas walka o jego ugrupowanie i dalsze życie polityczne.
    no gdzieś się musiał wylaszczyć….

    mimo wszystko: pełen szacun dla strony internautów: m.in. ^mediafuna, ^vagla i całej reszty.
    bo to był kawał dobrej roboty.

    tylko, że tak za bardzo nie wiadomo co dalej.

    donaldu tusku nawet się nieźle preznetował do momentu kiedy porównał internautów do maniaków, i wysunął stwierdzenie, że maniacy nie mogą sami o sobie stanowić, że maniakom trzeba ograniczyć narzędzie maniactwa, i czujnie nad nimi panować…

    a to, że są ludzie, którzy krytykują debatę?
    no cóż, tacy zawsze się znajdą. mogę się co najwyżej domyślać, ale podejrzewam, że są to ludzie, którzy ręki nie przyłożyli do organizacji spotkania, że być może nawet nie zadali premierowi żadnego pytania- bo to już by było jakąś aktywnością.
    uważam, że niestety znaczny procent tych ludzi, rzuca kamieniami w premiera, w debatę, w ludzi- tylko i wyłącznie dla zasady.

  8. Beata pisze:

    w czasie debaty ja uczyłam się budowy genitaliów żeńskich i męskich oraz o zaburzeniach erekcji czy tez dyspauremii, dlatego zupełnie nie cche mi się być w Waszym temacie…:)

  9. Beata pisze:

    ??? a to ciekawe? cenzura?

  10. szpiegowsky pisze:

    dyspauremię na bank trza ocenzurować ;-)

  11. slawkas pisze:

    @szpiegowsky: Aktualny premier nie walczy o fotel, ale chyba faktycznie nie zna innego sposobu uprawiania polityki niż pijar stosowany krótkoterminowy. Co do debaty mamy, jak widać, bardzo podobne odczucia :)

    @WT: Jakoś w tym rządzie wszystko to gadanie i gadanie, a konkretna decyzja o zrobieniu czegoś polega na odstąpieniu od robienia ;)

    @Beata: Wspieramy Cię w Twoim temacie i rozumiemy Twoje désintéressement w naszym :) Tak cenzura, nowe chce wrócić. Skąd Ty piszesz? Poprawię Twoije krzaczki, zostawię tylko ze dwa na pamiątkę.

  12. slawkas pisze:

    @szpiegowsky: a bankierom życzyć zaburzeń erekcji ;)

  13. Wesoły Terrorysta pisze:

    Pamiętasz genialny monolog Gajosa o kulturze, a zwłaszcza fragment o Konkursie Chopinowskim? Siądzie, łbem zarzuci, po mankietach, po pazurach…bo najlepszy jest taki, który w ogóle nie zagra!

    Co Ty tak źle tym bankierom, co? Kredytu nie dostałeś?:)

  14. slawkas pisze:

    @WT: Jak weźmiesz kredyt, to zobaczysz… ;)

  15. szpiegowsky pisze:

    @sławkas
    wiem, że obecny premier się o fotel nie ubiega.
    ale jak widać sam donaldu tusku nie wie co dalej.
    a ładny pijar ładnie wygląda….

    @wt a ty co?
    nigdy z bankierem nie gadałeś? :-p

  16. Beata pisze:

    Slawkas – pisałam z domu:))))) nie wykręcaj się, wprowadziłeś cenzure i już:)

  17. Beata pisze:

    WT – nie daj się, nie gadaj z bankiem:)

  18. Beata pisze:

    Szpiegowsky – Donaldu to pewnie wie, ale mu nie pasuje, że ludzie proste mysla inaczej…

  19. premier, chociaż już mi się nie chce. « harce pisze:

    [...] “Parę Refleksji Po Spotkaniu z Premierem“ – Slawkas na blogu taktycznym – “wszystko nie tak“ – blackouteurope.pl “spotkanie, prawda i po spotkaniu“ – Vagla (kto by się [...]

  20. szpiegowsky pisze:

    @wesołY: gajosa to mi się teściowa podobała ;D

  21. slawkas pisze:

    @Beata: Zhakowałaś mi komcie, a teraz udajesz niewiniątko.

    @szpiegowsky: Gajosa to mi się pies podobał, ten Cywil…

  22. Beata pisze:

    a mnie rękawiczki:)

Skomentuj