Wystrychnięci

by taktyczny

Oczywiście, że każdy z nas ma inne odczucia. Moje są takie, że:

Że gdy wywieszam flagę z kirem, to dlatego, że tragicznie zginęła głowa mojego państwa, a nie wyłącznie na cześć osoby akurat pełniącej ten urząd.

Że gdy jestem zszokowany, to dlatego, że zginęło niemal sto osób, moich rodaków, w jakiś sposób bliskich mi z racji zainteresowań i pracy, a nie dlatego, że odczuwam jakąś szczególną więź z jedną dobraną parą.

Że gdy martwię się o swoje państwo, to dlatego, że nagle odeszło kilkadziesiąt osób zarządzających nim z kluczowych stanowisk, a nie dlatego, że nie wyobrażam sobie, co teraz będzie bez tego jednego polityka, wokół którego wszystko się kręci.

Że gdy uczestniczę w spontanicznych lub zorganizowanych obrzędach, to dlatego, że odczuwam solidarność i pokrzepienie wśród odczuwających to samo co ja rodaków, osobiście i po ludzku, a nie dlatego, żeby wyrazić poparcie dla którejś opcji politycznej.

Że gdy żałuję osobiście nieżyjącego prezydenta, to dlatego, że współczuję człowiekowi i jego rodzinie, a nie dlatego, że czczę jego postać i poglądy.

Ja wiem, co czuję i nie ścierpię, że ktoś moje osobiste odczucia wypacza i wykorzystuje do swoich celów. To jest cyniczne wyzyskanie mojej postawy i jak przypuszczam, milionów innych Polaków. Te polityczne podchody rozpoczęły się od prób uczynienia narodowego bohatera z polityka wprowadzającego podziały w narodzie, zmarłego tragicznie, ale przypadkowo. Nie ma złudzeń, że stoi za tym niepohamowana megalomania z jednej strony, a z drugiej polityczna rachuba.

Tragizm sytuacji zamienia się teraz z farsę, bo ludzie stojący za roznieceniem narodowej histerii pojęli swój błąd. To, że decyzja była szkodliwa dla narodu ich tak nie obchodzi, jak omyłka w kalkulacjach. Widać chociażby, jak rozmydlana jest sprawa decyzji o pochówku na Wawelu. To z obaw, że wzburzona siła obróci się przeciwko sprawcom.

Społeczne oburzenie już ma swój wyraz w demonstracjach, mimo, że nie było jeszcze pogrzebu. To szczególna sytuacja, ale z drugiej strony wcale nie widzę w tym czegoś niestosownego. Koniec żałoby został ogłoszony decyzją o pogrzebie w nieadekwatym miejscu. Pogrzeb właściwie już się odbył. Wszystko co się teraz dzieje i odbędzie, to tylko polityczne manifestacje. Nie ma powodu, żeby do tych manifestacji miała prawo tylko jedna strona, a żeby przeciwników hamować apelami o spokój i powagę chwili. Powagi już dawno w tym nie ma, jest za to brudna polityczna walka.

Właściwie to popieram te demonstracje, bo przynoszą skutek. Oto ma być pochowany już nie sztucznie kreowany bohater ale przedstawiciel ofiar. Już nie będzie spoczywał w krypcie wskrzesiciela Polski, tylko w przedsionku do niej, i to chyba z miejscem dla kogoś lub na coś jeszcze w przyszłości. Już nie będzie krypty prezydenckiej, tylko Krypta Katyńska. Jeśli protesty potrwają dalej, być może pojawią się dalsze ustępstwa. Próżne są apele hierarchów kościelnych i polityków, bo bez protestów nie byłoby tych zmian. Tego pogrzebu nie powinno tam być wcale, i tylko jawnym wrażaniem oburzenia można zniwelować społeczne szkody.

Teraz nie ma ani jednego, który by się przyznał do tej decyzji. Kimkolwiek jest, czeka go niesława. Ja osobiście mam żal o zniszczenie tej choćby kilkudniowej narodowej jedności, takiej odruchowej i niespodziewanej. Dobrze ktoś powiedział – zepsuli mi żałobę. Teraz już sprawy poszły za daleko, trudno. Nie zamierzam zatańczyć na ich grobach, tak jak oni to robią na grobach naszych przodków. Pójdę sobie nad rzekę i będę czekać, aż ich zwłoki przypłyną.