Komu prawo głosu
by taktyczny
Został nam jeden dzień do emocjonalnej LOTERII, w którym mniejszość mieszkańców kraju zalegitymizuje jako głowę państwa któregoś z dwóch całkowicie przypadkowych pretendentów. Można stwierdzić, że tym razem historia zakpiła sobie wyjątkowo bezlitośnie z wyznawców urawniłowki. Na marginesie tych wydarzeń toczą się dyskusje nad sposobami USPRAWNIENIA SYSTEMU POLITYCZNEGO. Jeden z takich pomysłów podał na swoim blogu Mariusz.
Pomysł od razu idzie w dobrą stronę, bo towarzyszy mu założenie, że ludzie nie mogą mieć jednakowego prawa głosu. Rzekoma równość ludzi to niedorzeczność widoczna gołym okiem. Nie można oczekiwać, że sprawdzi się w praktyce system oparty na fałszu. Jeśli fikcja nowożytnej demokracji trwa i rozwija się od czasu rewolucji amerykańskiej aż dotąd, to tylko dzięki temu, że jest to doskonały sposób wprowadzania i maskowania tyranii. Nawet Karol Marks to stwierdził – na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację. Co też widzimy u siebie i na świecie.
W moim odczuciu sprawiedliwości, społecznej użyteczności i skuteczności także NIE MA MIEJSCA NA RÓWNOŚĆ w prawie wyborczym. Jeżeli więc źródłem problemów jest równość głosów obywateli, powstaje problem jak ją zróżnicować. Cenzusy społeczne czy majątkowe nie były same w sobie złe, ale zostały podmyte i nie ma już do nich powrotu. Teoretycznie możliwy jest powrót do podwyższonego cenzusu wieku i warto się tego domagać. Mnożniki modyfikujące siłę poszczególnych głosów w sposób taki, jaki proponuje Mariusz, mają te wadę, że są ustalane arbitralnie. Już samo to powoduje, że mogą się stać obiektem przetargów i manipulacji, czyli ostatecznie nic się nie zmieni. Ponadto takie mechaniczne podejście nie oddaje rzeczywistej wartości ludzi i zaufania, jakie potrafią sobie zaskarbić swoją postawą u współobywateli.
Moje zdanie jest takie, że wartość głosu winna zależeć od tego, JAK MOCNO KTO JEST OSADZONY W SPOŁECZEŃSTWIE. Miarą tego jest poddawanie się wyborom. Chodzi o pełnienie wszelkich WYBIERALNYCH funkcji w organizacjach społecznych, stowarzyszeniach, wyższych uczelniach itp., a także samorządach komunalnych, wszędzie na szczeblu lokalnym, jednak z wyłączeniem funkcji w partiach politycznych. Tylko ktoś, kto poddał się takim wyborom, ma prawo uważać, że posiada mandat do pełnienia funkcji politycznych. W ten sposób można ograniczyć udział partyjnych aparatczyków we władzach publicznych. Lojalność wobec wodza i chodzenie na pasku lobbystów przestałyby być głównymi czynnikami decydującymi o karierze.
Obywatele powinni mieć głosy równe tylko na tym lokalnych szczeblu. Konsekwencją tego jest rezygnacja z kolejnej cechy tzw. demokratycznych wyborów, czyli z bezpośredniości. Nie chodzi o bezpośredniość materialną, która i tak w większości tzw. demokracji nie jest zachowywana, ale dokładnie o to, co jest powodem tego wpisu – ocena wartości obywatelskiej. Ktoś, kto został gdziekolwiek wybrany, musiał się wydać komuś wart tego. Taki obywatel daje większą gwarancję, że jest świadomy spraw publicznych i orientuje się, na czym polegają mechanizmy polityczne.
Podobne mechanizmy powinny funkcjonować na coraz wyższych szczeblach lokalnych aż do krajowego. Na każdym szczeblu wyborów dokonywali by tylko ludzie sami zweryfikowani w wyborach. Dzięki temu w sposób naturalny mógłby postępować selekcja ludzi najbardziej uzdolnionych i zdeterminowanych do odgrywania roli politycznej. Zmniejszyłoby się zagrożenie skandalicznych afer z przeszłości osób ze świecznika. Nie byłoby już ludzi znikąd, trafiających na najwyższe dzięki zakulisowym siłom.
To ostatnie wiąże się z biernym prawem wyborczym, co jest często pomijane w takich rozważaniach. Wynika to ze zrównania i zatarcia się wymogów uprawniających do głosowania z tymi, które uprawniają do bycia wybieranym. Brak kryteriów kandydowania to jedna z przyczyn napływu do życia publicznego ludzi przypadkowych. Wyborcza weryfikacja już od grona osób, które kandydata znają najlepiej, bo z bliska, również w sposób naturalny dawałaby legitymację do tego, żeby ubiegać się także o funkcje na wyższych szczeblach.
Demokracja to lipa. To nowy system w dziejach ludzkości, całkiem jakiś taki nieludzki, który od starożytnych tylko ukradł nazwę. Jest systemem niszczycielskim i samoniszczącym, więc raczej nie ma szans, żeby w jej mechanizmy wmontować pomysły rzeczywiście usprawniające. Już prędzej wejdą w życie jakieś idiotyczne idee, tym prędzej im bardziej będą sprzeczne z własnymi założeniami tzw. demokracji. Dlatego takie dywagacje nie mają znaczenia praktycznego. NA RAZIE. Wcześniej czy później będziemy coś urządzać po swojemu na gruzach tego nowego porządku…
oo się odezwałeś:)
powiem tylko,że demokracja to lipa,wszelka równość to lipa,wszelka urawniłowka to lipa,obniża poprzeczkę i powoduje totalny upadek.w praktycznie każdej sferze.
co do reszty,to muszę powolutku i ze zrozumieniem:)
bo ja blondynka jestem.no.
Myślę, że ustalenie reguł owego “mnożnika” byłoby do zrobienia, wszak wiele cech rozkłada się w społeczeństwie w sposób statystycznie przewidywalny np. IQ w sposób zbliżony do krzywej Gaussa. Najważniejsze by mnożnik ten wynikał z pewnych cech bezwzględnych: niepodlegających dyskusji czy manipulacji.
No to ładnie Kolego podkradliście dyskusję Mariuszowi:)
Mam problem. Jakiś politporawny robak w moim mózgu krzyczy mi, że nie można dzielić głosów na silniejsze i słabsze. Dlatego nie wiem, jak usprawnić czynne prawo wyborcze – można dodać jawność głosowania…ale najlepiej zmiksować to ze zmianami biernego prawa wyborczego. Otóż poza zakazem kandydowania skazanych, wprowadziłbym barierę wykształcenia (przeliczanego ewentualnie na doświadczenie), majątku oraz wymóg jawności zdrowia (fizycznego i psychicznego) i ilorazu inteligencji. Wtedy byłoby wiadomo, czy nasza sąsiadka popiera tego głupiego oszołoma, czy statecznego profesora. I może byłoby jej wstyd?
Z tego, co napisałeś – przyznaję – zrozumiałem część. Ale jeśli większą siłę głosu ma mieć np. rektor uczelni, będący szefem fundacji i dzielnicowym radnym, to coś takiego w dzisiejszym świecie nie przejdzie. Cały czas kręcilibyśmy się wokół tych samych osób.
@WT: Ja mam wysoki iloraz inteligencji… i wcale nie czuję się od tego mądrzejszy :)))
Nie ma się co czepiać tego IQ, tak samo jak wykształcenia. Może być jakiś inny czynnik.
Paradoksalnie – ludzie z wysokim IQ nie czują się wcale mądrzejsi od innych:)
ja nie mam wcale IQ :)
wiem jeno, ze dopóki istnieją społeczności, cos takiego jak demokracja powinno istnieć
Inteligencja nie oznacza mądrości; mądrość nie równa się posiadaniu inteligencji potrzebnej do osiągnięcia zawodowej kompetencji w wielu dziedzinach; profesjonalizm nie przekłada się na pozycję społeczną; wysoką pozycję społeczną często mają osoby pozbawione umiejętności działania dla dobra ogółu, itd. Ustalanie jakichkolwiek kryteriów obiektywnych w tym zakresie nie jest obiektywne.
Dlatego wydaje mi się, że uprawnieniem do większego wpływu na życie społeczne może być wcześniejsze pełnienie jakichkolwiek funkcji z wyboru. W małych środowiskowych wyborach ludzie decydują, kto się nadaje, jakie ma cechy i w jakiej kombinacji. Nie mam rozpisanego, gdzie i na jakich szczeblach ile kto mógłby mieć głosu i jak długo, bo to luźny tekst ;)
Jest to do zrobienia, bo coś takiego już było: do Senatu II RP wg konstytucji kwietniowej bierne prawo wyborcze otrzymali obywatele, którzy ukończyli 40 lat; prawo wybierania do Senatu natomiast przysługiwało z tytułu zasługi osobistej, z tytułu wykształcenia bądź z tytułu zaufania obywateli, a obwarowane było dodatkowo przez cenzus wieku (ukończenie 30 lat). Zapadło mi do głowy we szkole, stąd wywodzi się mój pomysł :)
Obejrzyjcie sobie: http://www.youtube.com/watch?v=w_urWSSZgwU&feature=autofb
@mijka: no odezwałem się. Najpierw nie miałem kiedy, a potem jakżesz mi było ciężko się zebrać! ;)
@Matriks: na pewno coś trzeba z tym zrobić, bo to zwyczajnie jest niesprawiedliwe, a przez to szkodliwe, tak jak napisała @mijka. Ostatecznie zaś jest niebezpieczne,
@WT: Niczego nie podkradam. To ludzie wybrali… Jeszcze jeden dowód na to, jaka to granda ;)
@Beata: Dopóki istnieją społeczności, będą próby odebrania ludziom wolności. Tzw. demokracja wygląda na najbardziej skuteczną metodę prowadzącą do tego celu :(
Oj, uczepiliście się tej inteligencji…toż to było jedynie dla na przykładu!
@Slawkas: może demokracja nie jest najskuteczniejszą metodą odbierania wolności, ale niczego lepszego nie wymyślono:)
Natomiast to, co proponujesz – czyli czynne prawo wyborcze dla osób zasłużonych, wcześniej jakoś wybranych, to swobodna wariacja na temat amerykańskiego modelu wybierania prezydenta. Wybiera się elektorów, bo to oni są mądrzejsi. Podobnie było w dawnych wiekach, gdy w wolnych elekcjach uczestniczyli przedstawiciele szlachty z danych regionów. I tak jest też dziś, gdy lud wybiera osoby, które za niego wybiorą premiera, budżet itp. Wszak można to wszystko przepuścić przez referendum. Kwestią do określenia jest, na którym szczeblu zatrzymać to delegowanie – bo możemy dojść do sytuacji, gdy ktoś spyta “jaką metodą wybierzemy metodę głosowania”.
WT, my sie bardzo cieszymy jesli możemy sie czegoś uczepić:) i skomentować:)
ja tam jakieś IQ mam. chyba.
taką mam przynajmniej nadzieję.
wiele rzeczy nie stanowi o mądrości – także wykształcenie nie jest idealnym wyznacznikiem- w kontekście owych radnych profesorów.
a może by tak na początek podnieść poprzeczkę wiekową?
w wieku 18 lat często gęsto mądrym się nie jest…
chociaż z wiekiem nie każdemu dojrzałości i rozwagi przybywa…
pytanie: co dawałoby te magiczne dodatkowe punkty, że nas głos miałby być ważniejszy od innych?
}( a jednak calość za bardzo pachnie mi rówymi i równiejszymi…)
@WT: Wydaje mi się, że mylisz dwie rzeczy. System przedstawicielski to dominująca forma demokracji, nie jest właściwa tylko dla USA. U nas i wszędzie indziej ostateczny głos w większości spraw mają reprezentacji ludu, a nie lud. To o czym rozmawiamy, to prawo wyborcze, a konkretnie prawo głosu.
Wg mojego pomysłu powszechne prawo głosu powinno istnieć tylko na poziomie lokalnym lub środowiskowym. W przypadku wybieralnych funkcji politycznych od szczebla powiatu w górę zarówno czynne jak i bierne prawo wyborcze powinno przysługiwać wyłącznie obywatelom, którzy gdzieś już zostali wybrani w demokratycznych wyborach.
@Be: Czepianie się to wręcz nasze powołanie :)
@szpiegowsky: To co piszę nie wyklucza ustanowienia dodatkowych cenzusów, nawet przeciwnie. Podniesienie wieku wyborczego nastąpić bezwzględnie. Punkty to nie moja propozycja, niech się inni tłumaczą ;)
@mijka: Twoje IQ widziałem nieraz :) Nie wierzę, że przepadło…
to ja pomilczę,bo nic sensownego mi nie przychodzi do głowy…
ale czytam,czytam.
widział ktoś moje IQ?
bo się schowało…
Mijka, poszło z moim na truskawki:)
Wiem, że mylę:) Chodziło mi bardziej o zasadę – głosować mogą ci, którzy zostali wybrani demokratycznie (pal sześć, że w innych wyborach). Skoro widzimy, że demokracja ma pewne wady, czemu chcemy na niej oprzeć warunek posiadania prawa wyborczego?
ja tak sobie myślę….
ale oprócz podniesienia granicy wiekowej – chyba niestety podziękowałabym ludziom, którzy nawet nie skończyli podstawówki…
bo to w takiej sytuacji przecież nawet prawka zrobić nie mogą.
albo na przykład zawsze mnie zastanawia to pospolite ruszenie polonii zagrabamanicznej- którzy np. od 20 lat siedzą w usa, i wrócić nie zamierzają, a jednak zdalnie chcą nas uszczęśliwiać…
Wiek czy wykształcenie to jedno, ale z tym zagraniczniakami to coś jest na rzeczy. Jesteś obywatelem, to to pokaż – przyjeżdżaj tu, płać podatki, wydawaj kasę, to możesz decydować, kto rządzi. Bo tak lecimy na ilość – mamy miliony obywateli, ale jacyś tacy oddaleni są.
Jak tak obserwuję umizgi do pięknej panny z SLD, to i na drugą turę pewnie nie pójdę. No, chyba że Bronek pokaże jaja, bo z Napieralskim wcale nie musi rozmawiać:)
:)))
to dobrze,że widziałeś,bo już się martwiłam:)
a co do samego tematu..wiek podwyższyć by można,często taki osiemnastolatek nie wie,co chce w życiu robić,tym bardziej nie będzie wiedział,kogo chce wybrać na stanowisko państwowe.
no i ja nie wiem,czy Kazek,stały bywalec budki z piwem na rogu,z wyżartymi dziurami w mózgu ma mieć takie samo prawo do głosowania jak przypadkowy,okazyjny
bywalec tejże samej budki,niejaki Stacho (zbieżność imion jak najbardziej przypadkowa:).
pytanie,czy Kazek będzie w ogóle chciał do urny się zaudać..a jeżeli tak????
sorry,jakoś mi ta budka po głowie chodzi,bo moje IQ chyba poszło na piwo,a nie na truskawki,tam wystarczą mi odruchy bezwarunkowe-łapka sama się wyciąga i kieruje truskawkę w wiadome miejsce..
więc jakby co, proszę o wyrozumiałość!!!!
co do głosowania za granicą-zgadzam się z tymi,co nade mną.
właściwie,to jaką rodacy na emigracji mają wiedzę o kraju, o naszych potrzebach,tak do końca?
skąd ją czerpią?
co pamiętają o Polsce?
przecież jednak powoli bo powoli,ale coś się w kraju zmienia…
w kwestii samego wybierania-mam prawo,ale nie obowiązek- też jak najbardziej się zgadzam!
no i sofa mi się podoba..znaczy opcja wyborowa (z wyborową albo inną cystom też:)))
strasznie tu poważnie ostatnio.
to sobie pozwoliłam mniej poważnie-ale tylko w formie,mam nadzieję,że w łeb nie dostanę.
@mijka
sama ostatni weekend objadałam się truskawkami.
zważywszy, że mnie zmogło dodatkowo choróbsko- to jeszcze byłam w stanie ;-)
bo już podnieść się z sofy to nie bardzo….
w kwestii tych za granicą,
ja bym ustaliła jakiś limit- że jak się jest powiedzmy 5 lat za, to traci prawo głosu,a powiedzmy, że potem trzeba być przynajmniej rok, żeby ten głos odzyskać….
bo ja rozumiem ludzi, którzy wyjechali na studia, czy do pracy, ale mają w planach powrót.
ale jakoś nie rozumiem tych, którzy powiedzmy 20 lat w szikago siedzą i są tacy zrywni do głosu na odległość…
i też zastanawiam się co z różnymi skazanymi zrobić….
czy też np. każdemu skazanemu na conajmniej 5 lat odbierać z automatu prawo głosu, i jak wyjdą, to też powinni się czymś przez jakiś czas wykazywać, żeby to prawo odzyskać.
a granicę wiekową- chyba podniosłabym do jakichś 21 lat….
chociaż z tą granicą wiekową…
nie no, ja w tym wieku to już byłam dawno na swoim.
ale jakieś obostrzenia wiekowe bym wymyśliła.
przynajmniej te 19 lat do matury.
a potem też jakieś warunki…
eee, no ilu jest tych 18 stolatków, które głosują? jesli inicjacja seksualna około 18 roku zycia to polityczna niech tez będzie:)
@WT: Żeby była jakaś spójność. Nawet gdy się robi coś nie najlepszego, to powinno trzymać się kupy ;)
@vero: cenzus wieku jest oczywisty, chociaż już są próby rozmycia nawet tego – np. pomysł z tego roku o obniżeniu wieku do 16 lat. Ale cenzus wykształcenia budzi moje opory. Raczej nie tak wprost bym to widział. O zagranicznych się nie wypowiadam ;p Zresztą, lojalnie nie glosowałem…
@mijka: w łeb to nie, ale coś na intelekt – kto z Was widział w ostatnich 15-20 latach “budkę z piwem”? Odkąd piwo jest wszędzie, coś takiego nie istnieje, ale wszyscy ciągle się na ten przykład powołują… “Facet spod budki z piwem” jest obecnie postacią mityczną ;)
@Be: Inicjacja seksualna jest już chyba dużo wcześniej. Ja bym nie szedł tym tokiem rozumowania :)
@Autor: Ty masz rację – budki z piwem zniknęły! Są za to “puby” albo “piwiarnie”…
Wykształcenie też mnie nieco oburza – ale może po prostu wymóg matury by wystarczył? W końcu to egzamin państwowy, a nie ukończenie Wyższej Szkoły Czegoś-tam. Bez matury – nie głosujesz. Nie mieszkasz w Polsce – nie głosujesz. Masz siebie i państwo w dupie – nie głosujesz.
Że tak się stworzy obywateli drugiej kategorii? Cóż, a może po prostu usankcjonuje się ich istnienie?
@Beata: legalnie to jest od 15 roku życia, a faktycznie to wcześniej (podobno, w Rozmowach w Toku słyszałem). A od którego roku życia można mieć broń? Może to jest jakiś wyznacznik?
nawet nie zaczynajcie z OBNIŻENIEM granicy wieku, bo mnię żyłka wyskakuje na czole.
przeraża mnie nieogarnięcie współczesnych 18latków, o szesnastkach nie wspominając.
już i tak uważam, za wyjątkowo durny pomysł obniżenia granicy wieku właśnie do 16 przy robieniu prawa jazdy.
bo na mój rozum, nijak tego się nie da ugryźć, że niby jak- prawko od 16 lat, a co z odpowiedzialnością karną za ewentualne spowodowanie wypadku. rodzic ma pójść siedzieć?
odnośnie wykształcenia.
ze swojej kariery nauczyciela i z doświadczenia wiem, że nie każdemu matura jest pisana. naprawdę.
tak samo jak nie każdemu pisany jest magister.
to jest momentami dobijające nauczyciela, że panuje taki tręd, że matura i mgr (najlepiej po jakiejś żenua uczelni prywatnej) to jest minimum.
owszem NIE jest.
(na szczęście znowu mamy matematykę na maturze i to już jest jakiś element selekcji naturalnej)
co do zagranicznych- to myślę, że coś takiego powinno być- że jak się jest 5 lat poza granicami, to traci się prawo, potem trzeba być przynajmniej rok, żeby je ponownie odzyskać.
wiecie, granica w wykształceniu jakaś powinna być.
ja chyba jestem przynajmniej ZA podstawówką.
bo niby dlaczego bez podstawówki prawka nie można zrobić, a można głosować?
( a wbrew pozorom nadal jest jakiś tam procent ludzi, którzy nawet podstawówki nie kończą… )
* dodam tylko, że z tą maturą nie jestem złośliwa,
i nigdy żadnemu uczniowi jakoś specjalnie na złość nie robiłam,
po prostu widzę jak czasem trafiają się tacy uczniowie wypchani przez rodziców, albo nakręceni przez innych na studia, czy nie wiadomo jakie wykształcenie, którzy potem na 1 semestrze oblewają większość przedmiotów…
traumatyczne anegdoty wam daruję.
ale jak dzieciak sam się pcha, i jako tako rzeźbi i widać, że się stara, to zupełnie co innego.
Wieku wyborczego nie powinno się, IMHO, wiązać z wiekiem uprawniającym do czegoś innego. Ta obywatelska cezura wyznacza w sposób umowny czas, w którym obywatel osiąga zrozumienie i własną ocenę spraw publicznych. Nie ma to nic wspólnego z czasem inicjacji seksualnej, odpowiedzialnością karną itp. Dlatego spokojnie można i powinno się ustawić tu poprzeczkę wyżej niż jest. Ale bardzo wystrzegałbym się cenzusu wykształcenia jeśli chodzi o uprawnienia obywatelskie. W ślad za tym – a nawet przed tym, bo nieraz można takie głosy napotkać, pojawiają się np. pomysły o odebraniu prawa do rodzicielstwa, odbieraniu dzieci tym co rzekomo nie zasługują itp. totalitarne hasła.
Uprawnienia zawodowe czy kwalifikacje cywilne to jedna sprawa, tu można stawiać naturalne wymogi kompetencji. Natomiast prawa ludzkie są czymś zupełnie innym. Nie można tych spraw mieszać.
@sławkas
ale granica wiekowa też jest względna.
niektórzy to zrozumienie mieć będą w wieku 18 lat, inni dopiero 30.
fakt, sądzę, że minimalna granica to powinno być 21 lat.
aczkolwiek jednocześnie wiem- że ja w tym wieku to już dawno samodzielna i w ogóle byłam.
i mimo, że trochę by mnei to obecnie trafiało, gdybym próbowano mnie tak z automatu oceniać, że jako dwudziestka to jeszcze gupia jestem, to jednak uważam, że (chyba) bym się z takim ograniczeniem pogodziła.
@veronica: Zgadza się, granica wiekowa jest względna. Zakłada jakiś uśredniony poziom doświadczenia życiowego. Jednak jej istnienie jest oczywiste i dotyczy wszystkich ludzi. O cenzusie wykształcenia, tak jak majątkowym, rasowym, płciowym, religijnym itd, już tego nie można powiedzieć. To są już instrumenty dominacji, jeśli nie ucisku.
Cenzus wykształcenia jest dodatkowo o tyle niebezpieczny dla społeczeństwa, że to właśnie ludzie mniej wykształceni są jednocześnie mniej podatni na fałszywe racje, dywagacje, dzielenie włosa na czworo i odwracanie kota ogonem. W swojej masie bardziej niezawodnie, choć z dużym opóźnieniem, wyczuwają rzeczywiste intencje władzy i kierunki przemian. Taki naturalny konserwatyzm daje społeczeństwu dobre oparcie na dłuższą metę.
no nie wiem, czy takie fajne jest ave natura, bez wykształcenia.
dzisiaj odbiłam się od informacji pks udzielanej przez osobę, która zdecydowanie zbyt często wagarowała z lekcji geografii, albo widziała inną mapę polski, niż jaką znam ja.
i stworzyła mi konstrukcję połączenia: łomża-giżycko-mikołajki.
zamiast co- oczywiste: łomża- pisz-mikołajki….
Uprzejmie informuje, że srednia statystyczna, w ojczyźnie, inicjacji seksualnej jest 18 lat:)
nie miałam na mysli działań autoerotycznych…:)
@Be: To mamy kolejny przypadek, że obserwacje rozmijają się z badaniami. Ale chodzi o to, czy ma sens, żeby życie seksualne warunkowało życie obywatelskie. No chyba, że na zasadzie – a ja to wszystko p… ;)
Slawkas – może grupa badawcza była niedobrze dobrana:)
hurra?
Hurra.