Serwisy społecznościowe, fake wolność

by taktyczny


Na facebooku trwa nagonka na konta nie spełniające warunków regulaminu serwisu. Dodajmy regulaminu ustalanego arbitralnie i PRZESTRZEGANEGO TEŻ ARBITRALNIE. Przy tej okazji niejednokrotnie przepada wartościowy dorobek ludzi, którzy fb się zachłysnęli i tam przenieśli praktycznie całą swoją działalność sieciową. Mnie ten serwis NIE PASOWAŁ od samego początku z wielu względów i nie brałem w tym udziału, ale teraz mniejsza o to. Już wyczerpałem przydział zgryźliwości na ten temat.

Teraz znamienne jest to, że jeden z wielu w końcu serwisów w Internecie zyskał tak masową popularność, że aż w pewnym momencie został okrzyknięty przez swoich fanów synonimem nowego internetu. I oto wychodzi szydło z worka. Władca Much ujawnia swoją naturę.

Miałem podobne przypadki, jeśli chodzi o dysponowanie własną treścią i kontakt z właścicielami serwisu. Raz na jednej z platform blogowych, oraz na jednym z serwisów bezpłatnych forów. Nie miały te sytuacje takiej skali ani tak drastycznego przebiegu, jak działania na fb, bo i skala mojej działalności jest w gruncie rzeczy umiarkowana, ale w porę i raz na zawsze uzmysłowiły mi, że nie wolno UZALEŻNIAĆ SIĘ od zewnętrznego dostawcy.

A już w żadnym razie nie zasługują na zaufanie takie serwisy, które nie pozwalają na eksport zawartości oraz odmawiają wydania bazy danych, a są takie wśród najbardziej znanych. Użytkownik jest przez to SZACHOWANY przed odejściem swoim własnym dorobkiem lub może być arbitralnie pozbawiony tego dorobku.

W sieci jest wszystko, ale odczuwa się deficyt jednego dobra – WARTOŚCIOWEJ TREŚCI. Ciekawych narzędzi jest bez liku, naśladowców tym więcej. Nikt z dostawców nie robi łaski, bo i tak WARTOŚĆ MIEJSCA zależy od tego, kto i co tam zamieszcza, a nie od technologii. Content is king, jak to się kiedyś mówiło. Dlatego każdy twórca treści powinien zadbać przede wszystkim o własne miejsce w sieci, a dopiero na tej bazie nawiązywać relacje i budować społeczności.

Przy tych działaniach trzeba uważać, żeby nie pomylić priorytetów. Serwisy społecznościowe to jest sprawa WTÓRNA. To jest miejsce kontaktów i, jeśli komuś zależy, pozyskiwania czytelników lub zwolenników oraz pobudzanie ich do aktywności na swoim własnym podwórku. Nie na odwrót. Nie powinno mieć miejsca przeznaczanie własnego talentu, czasu i pracy na rzecz dostawcy jakiejś technicznej usługi, ani tym bardziej uzależnianie się od jego widzimisię.

W moim przypadku proponowane podejście wygląda tak:

  • Osnową obecności w sieci jest WŁASNA STRONA, obecnie najlepiej blog, funkcjonujący jak adres zamieszkania. Strona prowadzona na komercyjnym hostingu i pod własną domeną. Dzięki temu za niewielkie pieniądze mamy całkowitą kontrolę nad zasadniczą częścią swojej sieciowej tożsamości i twórczości. Nieodłączną częścią tej działalności jest systematycznie aktualizowana KOPIA ZAPASOWA strony. Na wszelki wypadek i dla uniezależnienia także od dostawcy hostingu.
  • Na własnych stronach nie ma potrzeby zamieszczania wklejek serwisów społecznościowych. Te służą tylko reklamie tych serwisów i niczemu więcej. Serwisy mają swoich właścicieli za pieniądze jedynych i nie jest sprawą użytkownika troska o ich reklamę. To SERWISY MAJĄ SŁUŻYĆ reklamie własnej strony lub działalności.
  • Zauważyłem, że nigdy nie korzystam z wklejek na odwiedzanych stronach. Nigdy też moim obserwatorem na serwisach social media nie został ktoś pod wpływem lektur blogowych. Nie działają też skutecznie moim zdaniem, żadne możliwości typu “dodaj do” itp. Za to wchodzą na blogi czytelnicy, którzy o jego istnieniu dowiedzą się na serwisach społecznościowych. I warto podkreślić, że to jest prawidłowy kierunek.
  • Serwisy społecznościowe to ZABAWNA I POŻYTECZNA forma aktywności sieciowej. Nie potrzeba przy tym mieć kont wszędzie gdzie się da. Wybór jak najbardziej trzeba uzależnić od własnych sympatii, a nie mody. Każde miejsce ma inny charakter. Nawet fajne narzędzie trzeba spokojnie odrzucić, jeśli nie mamy tam za wiele do roboty. Tu drobna uwaga – czy to się komuś podoba, czy nie, w Polsce najlepiej się sprawdzają serwisy Z KRAJOWYM RODOWODEM…
  • Nie ma powodu, by stawać się fanem, czyli faktycznie NIEWOLNIKIEM jakiegoś serwisu. Dotyczy to szczególnie tych osób, które tworzą poszukiwane treści, analityczne, faktograficzne lub “lol content”. To te osoby tworzą wartość tam gdzie się pojawią, a nie nawoływacze, że przecież taki fajny serwis czy usługa, tylko ciemny lud się na tym nie poznaje.
  • Istotą social media jest BIEŻĄCE ŻYCIE I AKTUALNOŚĆ. Dlatego wybierać trzeba narzędzia dostosowane do komunikacji doraźnej. Nawet na rozbudowanych serwisach lepiej ograniczyć swoją działalność do krótkich, szybkich form. Do spraw “ponadczasowych” i pracochłonnych mamy przecież swoją własną stronę…
  • Własną stronę systematycznie trzeba archiwizować. To nie tylko dodatkowy back up, jak wspomniano wyżej. Albo inaczej, to jest bardzo ważna kopia zapasowa na ciężkie czasy, które nadchodzą. Przemija postać tego Internetu. Zachodzą poważne obawy, że komuś się uda położyć na nim łapę i ZDŁAWIĆ WZGLĘDNĄ SWOBODĘ, którą ludzie tu mają. W przyszłości być może będzie potrzeba i zaistnieje jakaś INNA FORMA przekazu treści, np w formie wydruków lub plików. Warto przecież, żeby dotychczasowe twory naszego gigantycznego ducha również się w tym obiegu znalazły, czyż nie…?