Admini z PRL-u
by taktyczny

Bezradność krajowego zarządu wobec internetowej partyzantki nie zaskakuje, ale pozwala wyjść na jaw temu, że kłopoty adminów PRL-bis nie są kłopotami narodu. Polacy gremialnie trzymają stronę hakerów, a jak zajdzie potrzeba, to pewnie i pomocy nie odmówi nikt. Tradycje państwa podziemnego wysysamy z mlekiem matki. To, że bieżąca, trzy-czwarto wieczna koincydencja polskiego podziemia i obcego nadziemia nazywa się antysemityzm to nie nasze zmartwienie. Było się nie pchać, a czcza semantyka to jeszcze nie powód, żbyśmy mieli oddawać swoje. Gimnasytka kliki rządowej, niepewność kliki prezydenckiej, ciała obce jakby zagubione. Stróż domu niemieckiego na gorąco odruchowo robi swoje, czyli propaguje sukces, ale tym razem nawet lemingi się śmieją. Od rezydenta z budy ruskiej jakiś gostek koziej jak z dupy trąbą dał głos, że nawet dobrze się stało, bo sobie poćwiczymy obronę cyberprzestrzeni. Co tu ćwiczyć, jak login admin a hasło admin1, pewnie każda aplikacja z pudełka wyjęta i zostawione ma zabezpieczenia na ustawieniach fabrycznych, a matoł Tusk nawet na guziku atomowym nakleiłby karteczkę z PIN-em. Dzieciaki i hobbyści penetrują rządową “cyberprzestrzeń” w przerwach między misjami “Assassins”, bo się teraz wkurzyli, to tym bardziej robią to od dawna wywiady innych krajowych zarządów. Tu nic nie dadzą ćwiczenia, tu jest potrzebne ostateczne pogrzebanie PRL-u. Coraz częściej można spotkać ludzi deklarujących aktywny udział w obrządku. Jest tylko kwestia, jaki on będzie. Będą masowe zapytania DDoŚrodków władzy, czy jednostkowe misje do jej przedstawicieli.
Twojego stylu nie można podrobić, to pewne…
A co do bezpieczeństwa naszej sieci rządowej – to jestem pod dużym wrażeniem pewnego artykułu, który zjechał od góry do dołu Sikorskiego (którego nawet trochę lubię) za wprowadzenie BlackBerry wpierw do MON, a potem MSZ. Niby bezpieczne, ale serwery są w Kanadzie, a nie u nas.
Ironizując, w przydku blackberry przynajmniej wiadomo kto nas prześwietla. A co powiedzieć na to, że rząd Tuska nie wie nawet tego, kto zarządza jego stronami ani nie ma żadnych standardów odnośnie ich treści ani zabezpieczeń: o, proszę. Aż nie chce się wierzyć.
a ja wczoraj akurat miałam po drodze i byłam manifować anty-acta.
szczerze mówiąc- mnie się najbardziej NIE podoba sposób załatwienia sprawy przez tusku.
najpierw jakieś deklaracje, że będą rozmowy z internautami itp- a potem w efekcie umowę podpisuje pani ambasador japonii.
no jakiejś bardziej dalej mieszkającej ambasador nie znaleźli?
życzyłabym sobie, że skoro się stało tak a nie inaczej,
żeby po prostu tusku pokazał na co go stać- i sam podpisał,
a nie wyręczał się kimś innym.
Japonia jest depozytariuszem umowy, to dlatego.
Ale całość, tzw. “konsultacje społeczne” i kręcenie, że nie ma ataku – to żenada. Tusk się na tym nie wyłoży, choć padłbym ze śmiechu, gdyby jednak do tego doszło…
@verónica: to nie pierwszy raz, kiedy Tusk tak załatwia sprawy, ale chyba pierwszy, kiedy jego lemingowy elektorat się połapał, jak robi z nich durnia.
@Bartosz: Oto kwestia z rozmowy około innego tematu: “Panie, a kto głosował na tego hitlerowca? Teraz jak pytam, to się nikt nie przyznaje!” Też myślę, że wnuk pułku Wehrmachtu na tym się nie wyłoży, ale bycie moherem, faszystą, kibolem może stać się trendy. Najgorszy obciach to będzie mieć coś wspólnego z PO.